Nieprzyjemny posmak
Koniec, nie będziemy mieć żadnego ślubu! wykrzyknęła Zofia.
Ale czemu? Co się stało? zdezorientowany zapytał Mateusz. Przecież wszystko było dobrze!
Dobrze? prychnęła Zofia. No tak, dobrze Po prostu zamilkła na chwilę szukając odpowiednich słów, ale w końcu powiedziała całą prawdę twoje skarpetki strasznie śmierdzą! Nie zamierzam wąchać ich przez całe życie!
Naprawdę tak powiedziałaś? zaniemówiła mama Zofii, kiedy córka oznajmiła, iż wycofuje wniosek o ślub. Niewiarygodne!
Czemu? wzruszyła ramionami niedoszła panna młoda. Przecież to prawda. Powiedz jeszcze, iż nie zauważyłaś tego.
Oczywiście, iż zauważyłam zawstydziła się mama ale To upokarzające. Myślałam, iż go kochasz. To przecież dobry chłopak. Skarpetki to nic można to naprawić.
Ale jak niby? Nauczyć go myć stopy? Zmieniać skarpetki codziennie? Dezodorantu używać? Mamo! Posłuchaj siebie! Przecież ja chciałam za mężczyznę wyjść, a nie za dużego chłopca, którego trzeba wychowywać!
To czemu zaszłaś tak daleko? Po co było ten wniosek składać?
To przez ciebie, mamusiu! Mateusz to świetny, dobry chłopak. Bardzo mi się podoba to twoje słowa? I jeszcze: Masz już dwadzieścia siedem lat. Może byś wyszła za mąż, sprawiła mi wnuki. Czemu teraz milczysz? Czyż nie tak mówiłaś?
Ale Zosiu, myślałam, iż nie masz wątpliwości. Wydawało mi się, iż jesteście poważni odpowiedziała mama. I powiem ci, cieszę się, iż podjęłaś własną decyzję. Ale, kochanie, ten tekst o śmierdzących skarpetkach przesadzasz. To zupełnie do ciebie niepodobne.
A właśnie chciałam mocno i jasno. Na jego języku. Żeby nie było odwrotu
***
Mateusz na początku wydawał się Zofii zabawny i trochę niezdarny. Zawsze nosił jeansy i tę samą koszulkę. Nie udawał znawcy sztuki, ale potrafił godzinami opowiadać o starych filmach. Wtedy jego oczy naprawdę błyszczały.
Było z nim łatwo i spokojnie.
Właśnie ta lekkość przyciągnęła Zofię, zmęczoną dramatami i ciągłym szukaniem tego jedynego.
Po dwóch miesiącach wspólnych wizyt w kinie i kawiarniach Mateusz, speszony, zaproponował:
Może przyjdziesz do mnie? Zrobię pierogi własnoręcznie!
Zaproszenie było tak ciepłe, domowe, iż Zofia poczuła miłe ukłucie w sercu. Słowa własnoręcznie zrobione rozczuliły ją do głębi.
Zgodziła się bez namysłu
***
Mieszkanie Mateusza nie wzbudziło u Zofii zachwytu.
W środku nie było brudu, ale za to wszędzie panował bałagan, chaos i zaniedbanie. Szare ściany bez tapet, stary, wysiedziany fotel z jednym jaśkiem zamiast poduszek. Na podłodze stosy pudełek, książki, stare czasopisma. Środek pokoju okupowały trampki. Do tego powietrze było ciężkie, pachniało kurzem i stęchlizną.
Pokój przypominał tymczasowe schronienie, z którego ktoś chciał uciec, ale nie potrafił się zdecydować.
Podoba ci się moja forteca? rozłożył ręce Mateusz z szerokim uśmiechem i autentyczną dumą. Nie dostrzegał choćby nic dziwnego wokół siebie.
Zofia z trudem odwzajemniła uśmiech chłopak jej się podobał i nie zamierzała się wykłócać.
Przeszli do kuchni. Tam było kilka lepiej: stół pokryty warstwą kurzu, w zlewie brudne talerze, filiżanki z czarnym nalotem. Na kuchence stara, zniszczona patelnia. Wzrok dziewczyny zatrzymał się na czajniku.
Ciekawe, jaki on był kiedyś koloru? pomyślała.
Humor się jej popsuł.
Zofia słuchała Mateusza zerkając ukradkiem, gdy z zapałem próbował ją rozbawić. Jednak kiedy wręczył jej talerz pierogów, stanowczo odmówiła, tłumacząc się dietą
Myśl o spróbowaniu czegokolwiek przyrządzonego w tej kuchni była nie do przyjęcia.
W domu Zofia przeanalizowała wizytę.
Na pierwszy rzut oka to, co zobaczyła u Mateusza, wydawało się drobiazgami. No mieszka sam, nie radzi sobie z porządkami no i co z tego?
Jednak w tym chaosie Zofia dostrzegła coś poważniejszego: jak można tak funkcjonować? choćby nie z lenistwa dla niego to po prostu normalność!
Pozostał nieprzyjemny posmak
***
Później Mateusz odwiedził Zofię, oficjalnie poprosił ją o rękę, wręczył pierścionek. Złożyli wniosek o ślub. Rodzice zaczęli przygotowania.
Bycie narzeczoną jest przyjemne, ale gdy Zofia zostawała sama i myślała o Mateuszu, który starał się ją zaskoczyć, lepił swoje pierogi i opowiadał dowcipy, w jej głowie jawił się ten dziwny czajnik!
I wtedy rozumiała: to nie tylko czajnik. To dowód! Pokazuje stosunek Mateusza do życia, do codzienności, do siebie. Najprawdopodobniej także do niej.
Zofia wyobraziła sobie ich wspólne poranki i przeraziła się.
Obudzi się, wejdzie do kuchni i znajdzie niedopitą herbatę, okruszki po kanapce. Powie: Kochanie, sprzątnij to proszę, a on spojrzy zdziwiony, jak wtedy na swoje mieszkanie, nie rozumiejąc w ogóle, o co jej chodzi. Nie będzie się wykłócał, nie będzie krzyczał. Po prostu nie pojmie. I tak codziennie tłumaczenie, proszenie, przypominanie. Miłość sama zacznie umierać przez tysiące drobnych, niedostrzegalnych przez niego ukłuć.
A mama tak się cieszyła, iż wreszcie wychodzi za mąż
***
Małżeństwo
Cały spokój i ciepło, jakie Zofia czuła przy Mateuszu, powoli przerodziły się w jakiś przygniatający niepokój.
Zosiu nieomal codziennie pytał z zaniepokojeniem Mateusz wszystko dobrze u nas? Kochamy się przecież?
Oczywiście odpowiadała Zofia czując, jak coś w niej pęka.
W końcu Zofia nie wytrzymała. Porozmawiała z przyjaciółką, szczerze wyznając swoje lęki.
I co z tego? zdziwiła się bardzo Beata. Kurz, czajnik Mój mąż zostawia na kuchni niezły bajzel i też nie widzi żadnego problemu. Faceci nie zauważają takich drobiazgów!
Właśnie Oni nie widzą wyszeptała Zofia. I on nigdy nie zobaczy. A ja widzę zawsze! I to będzie mnie zabijać powoli i skutecznie!
***
Nie, nie obwiniała go. Nie oszukiwał jej. Był szczery. Po prostu żył w innym świecie. Tam, gdzie brudny talerz w zlewie to nic dziwnego, a dla niej to dowód całkowitej obojętności.
Zrozumiała, iż to nie kwestia czystości chodzi o różnicę w sposobie patrzenia na świat. Rysa narosła w głowie Zofii i niedługo przerodziłaby się w wielką przepaść między nimi.
Lepiej zakończyć to już teraz, niż za kilka lat żałować i męczyć się po uszy w tej przepaści.
Pozostało czekać na odpowiedni moment
***
Zofię i Mateusza zaproszono na imprezę.
Przyszli, zdjęli buty w przedpokoju
Weszli do salonu
Nieprzyjemny odór podążał za nimi krok w krok.
Zofia najpierw nie rozumiała, skąd się bierze ta woń.
Gdy pojęła, zobaczyła, iż inni także i zrobiło jej się tak wstyd, iż najchętniej zapadłaby się pod ziemię. Bez słowa wybiegła do przedpokoju, ubrała się i wyszła.
Mateusz dogonił ją w biegu, złapał za rękę. Zofia odwróciła się, rzucając mu w twarz niemal z pogardą:
Koniec! Nie będzie żadnego ślubu!
***
Ślub faktycznie się nie odbył.
Zofia sądzi, iż dokonała dobrego wyboru i nie żałuje niczego.
A Mateusz? Do dziś nie rozumie, w czym był problem. Przecież to tylko śmierdzące skarpetki! Mógłby je przecież choćby zdjąć
W życiu warto szukać osób, z którymi patrzymy w tym samym kierunku bo choćby najpiękniejsze uczucia mogą zwiędnąć tam, gdzie nie ma wzajemnego zrozumienia i szacunku dla codzienności.













