Rozległ się dzwonek do drzwi Do mieszkania, nie witając się i odpychając syna z drogi, wpadła niczym burza teściowa.
No, opowiadaj, kochana synowo, jakie masz tajemnice przed mężem?
Mamo? Co się stało, mamo?…
Gdy Wiktor wrócił do domu, w mieszkaniu panowała cisza. Jego żona, Ludmiła, uprzedziła go rano, iż dziś będzie musiała zostać dłużej w pracy szefostwo zarządziło nagłą kontrolę.
Zajrzał do kuchni, otworzył lodówkę kolacji nie było. Wiktor westchnął, nastawił czajnik na kawę, zrobił sobie kilka kanapek i zasiadł przed telewizorem.
Przez chwilę bezmyślnie przeskakiwał po kanałach, aż w końcu zatrzymał się na sporcie. Jednak nie dane mu było spokojnie przekąsić i obejrzeć walkę bokserską.
Zadźwięczał dzwonek do drzwi, a w progu pojawiła się matka Wiktora, Antonina Szymańska. Wparowała do środka bez słowa, spychając syna na bok.
Wiktorze, posłuchaj, co ci powiem! Dowiedziałam się od Genowefy.
Co się znowu stało, mamo? zapytał zirytowany Wiktor.
Twój żony, Ludki, ma jeszcze jedno mieszkanie! Wynajmuje je obcym i wydaje pieniądze na siebie, a ty nic nie wiesz!
Mamo, to po co ty słuchasz tej Genowefy? Ona całe osiedle plotkami zasypuje, a ty siedzisz i tylko przyklaskujesz.
Wiem, iż Genka lubi koloryzować, ale to prawda! Bo to dwupokojowe mieszkanie po Ludmile teraz wynajmuje bratanica sąsiadki Genowefy.
Dziewczyna się niedawno pobrała, zamieszkała z mężem u Ludki, płacą za miesiąc dwa i pół tysiąca złotych i są szczęśliwi, bo tanio. Zrozumiałeś? A najważniejsze Ludka wynajmuje to mieszkanie już ponad dwa lata, to nie są pierwsi lokatorzy.
To nieźle, zamyślił się Wiktor. Dlaczego mi o tym nie mówiła?
Poczekaj, jak wróci z pracy, to ją zapytaj! Ale wszystko jasne, twoja Ludka szykuje sobie ucieczkę na bok. Zbierze pieniądze i cię porzuci. Jeszcze cię puści z torbami! orzekła Antonina Szymańska z triumfem.
Ludmiła wróciła po półtorej godzinie. W domu czekali już na nią mąż i teściowa Antonina nie zamierzała wyjść, interesująca była, jak synowa będzie się tłumaczyć. Przy okazji zrobiła kolację i nakarmiła syna.
Kiedy Ludmiła weszła do pokoju, dwie pary oczu patrzyły na nią zimno i przenikliwie.
Pierwsza odezwała się teściowa:
No, mów, kochana synowo, co ukrywasz przed mężem?
Nic nie ukrywam odparła spokojnie Ludmiła.
Tak? A mieszkanie na ul. Mickiewicza, blok osiem?
Co wspólnego ma moje mieszkanie z sekretami przed mężem? zdziwiła się Ludmiła.
Ano to, iż je wynajmujesz, a pieniądze chowasz przed Wiktorem wypaliła Antonina Szymańska.
Naprawdę, Ludka pierwszy raz zabrał głos Wiktor. Skąd masz to mieszkanie? I czemu nigdy nie powiedziałaś, iż je komuś wynajmujesz? I ciekawi mnie, na co idą te pieniądze?
To mieszkanie należało do Heleny Borowskiej ciotecznej siostry mojej mamy, więc w sumie mojej ciotki, choć w tych rodzinnych relacjach trudno się połapać.
Pani Helena zmarła prawie trzy lata temu. Mówiłam ci wtedy, Wiktorze, sam powiedziałeś, iż ostatecznie nie będę już do starej biegać.
A gdy prosiłam cię o pomoc przy pogrzebie, stwierdziłeś, iż nawał pracy i nie masz czasu.
A czemu tobie zostawiła mieszkanie? zainteresowała się teściowa.
Może dlatego, iż oprócz mnie nikt jej nie odwiedzał odpowiedziała Ludmiła.
A czemu Wiktorowi nic nie powiedziałaś o spadku? dopytywała Antonina.
A co Wiktor ma do mojego spadku?
Jak to co? oburzyła się starsza kobieta. Jest przecież twoim mężem!
No to co?
Specjalnie głupią udajesz? zapytała Antonina. Pieniądze z wynajmu powinny trafiać do rodzinnego budżetu, a ty je wydajesz na siebie!
Wydaję, bo mam prawo! Spadek to moje osobiste dobro! I to, co z nim zrobię sprzedam, wynajmę też jest moje! Nie muszę się nikomu tłumaczyć, stanowczo powiedziała Ludmiła.
Posłuchaj, Ludka, ja w zeszłym roku naprawiałem samochód, dałem kupę forsy dwie premie poszły! A ty miałaś kasę i się nie przyznałaś? Tego się po tobie nie spodziewałem odezwał się Wiktor.
Wiktorze, to twoje auto. Sam nim jeździsz. Gdy proszę, byś mnie gdzieś podrzucił, mówisz, iż albo zajęty, albo nie po drodze, każesz mi wziąć taksówkę.
W zeszłym roku podwiozłeś mnie trzy razy: na rynek po święta, z pracy kiedy zapomniałeś kluczy i nie chciałeś siedzieć dwie godziny pod drzwiami, i do przychodni, gdy skręciłam nogę.
To czemu miałabym remontować twoje auto za swoje pieniądze?
Ile tego już uzbierałaś? dopytywała teściowa. Pewnie z pół miliona.
Jest coś, ale nie miliony. Wiktor, pamiętasz, iż masz dwie córki na studiach? Kiedy ostatnio wysłałeś im pieniądze? spytała Ludmiła.
Myślę, iż same pracują odpowiedział Wiktor.
Studiują i dorabiają! Ale jeżeli miałyby się w pełni utrzymać, nie miałby czasu w naukę.
Dobrze, a czemu nie powiedziałaś od razu o spadku? zapytał mąż.
Bo nie chciałam, żebyście mnie przesłuchiwali dwa i pół roku temu. I jeszcze dlatego, iż miałam przed oczami wasz przykład z Grażyną i jej kawalerką sprzed ślubu.
Jak to rozumieć? obruszyła się teściowa.
Cały rok zżeraliście jej nerwy: Po co ci to mieszkanie? Sprzedajmy i kupmy działkę. Odpoczniemy tam latem.
Sprzedali mieszkanie, kupili działkę, a na kogo zarejestrowali? Na ciebie, Antonino! I teraz Grażyna nie może choćby przyjechać ze swoją rodziną bez twojej zgody, a o zaproszeniu znajomych na grilla to już choćby nie wspomnę.
Za to ma prawo tyrać na waszych grządkach. Dziękuję, mnie to nie interesuje!
Jesteś bezwstydną, Ludko! krzyknęła Antonina. Myślisz tylko o sobie!
Biorę przykład z pani, Antonino odparła spokojnie synowa.
Wiktorze, słyszysz? Twoja żona mi ubliża!
A ja mówię jak jest! Jak dowiedzieliście się o spadku, od razu tu przyszliście. Po co? zapytała Ludmiła.
Jak to po co? Żeby Wiktor wiedział!
I już wie. Co dalej?
Żądam, żebyś wszystkie pieniądze oddawała rodzinie!
Przecież przeznaczam je na rodzinę. Tylko na potrzeby, które JA uważam za ważne. Nie na auto Wiktora czy remont waszej działki!
Moglibyśmy razem decydować, na co je przeznaczyć powiedziała teściowa.
Uważacie, iż w wieku czterdziestu pięciu lat nie potrafię zarządzać własnymi pieniędzmi?
Trzeba też dbać o interes całej rodziny! wykrzyknęła Antonina.
Czyjej? Pani? Dlatego nie spieszyłam się z informacją, iż odziedziczyłam mieszkanie! Po to, żeby te pieniądze wydawać wyłącznie według swojego uznania i dla dobra dzieci!
I tak zostanie. Najlepiej, pani Antonino, jeżeli po prostu zapomni pani o moim spadku tak, jakby go nigdy nie było! zakończyła Ludmiła.
Czyli sama nimi dysponujesz?
Tak.
I z mężem się nie podzielisz? zapytała teściowa.
Podzielę się, jeżeli uznam to za stosowne. Mówiłam: wszystko idzie na moją rodzinę.
A ja to znaczy nie należę do rodziny?
Antonino, moja rodzina to ja, mój mąż i nasze dzieci. Reszta to krewni! odpowiedziała Ludmiła.
Nic nie wskórała Antonina Szymańska synowa nie ustąpiła ani na krok. Choć jeszcze nie raz próbowała wywalczyć swoją sprawiedliwą część, Ludmiła pozostawała niewzruszona i asertywna. Jak to się mówi u nas: gdzie usiadła, tam stała.









