Niechciane dziecko
Jak chcecie nazwać waszą córeczkę? Starszy lekarz spojrzał na młodą pacjentkę z uprzejmym uśmiechem spływającym na twarz jak mleczne światło księżyca.
Imienia jeszcze nie mamy przerwała gwałtownie Natalia, siedząca na krześle przy łóżku, zupełnie jakby chroniła córkę przed jakimś srogim wyrokiem. To poważna decyzja, Weronika musi się dobrze zastanowić.
Nie chcę żadnego imienia. Nagle, jakby przez pęknięcie w rzeczywistości, sama młoda mama przemówiła głosem cichym, ale stanowczym. Ja jej choćby nie zamierzam zabierać. Napiszę zrzeczenie.
Co ty wygadujesz? zerwała się kobieta, a jej oczy, ostre jak powiew zimowego wiatru, zwróciły się do lekarza. Ona nie wie, co czyni. Oczywiście, iż zabierzemy dziecko.
Wrócę później, odpoczywajcie lekarz rzucił słowami jak białe chusteczki na pożegnanie i odwrócił się, nie chcąc być widzem rodzinnej burzy.
Drzwi zamknęły się miękko, a wtedy matka popłynęła falą wyrzutów pod adresem córki.
Jak śmiesz takie rzeczy mówić? Co ludzie powiedzą? I tak musieliśmy przeprowadzić się do Białegostoku po cichu. To dziecko należy do naszej rodziny.
A czyja to wina? Weronika spojrzała kobiecie prosto w oczy, kąśliwie jak jesienne liście. Gdybyś mnie wtedy wysłuchała, nic by się nie stało. Spokojnie skończyłabym szkołę, poszłabym na studia Skoro dziecko jest ci potrzebne, to bierz je sobie sama.
Odwróciła się do ściany, jakby chciała wtopić się w pstrokate sny szpitala. Natalia jeszcze próbowała przemówić do rozumu, ale zaraz zjawiła się pielęgniarka i poprosiła o opuszczenie sali. Pacjentka musi mieć spokój.
Weronika została sama, jej cichy płacz rozpływał się w poduszce jak deszcz za oknem, a myśli błagały wszystkich świętych, by to wszystko już się skończyło.
Nieśmiałe pukanie do drzwi zagoniło ją do teraźniejszości. Wytarła łzy, zaczerpnęła powietrza.
Proszę.
Spodziewała się zobaczyć personel, albo co najwyżej ojca. Tymczasem weszła nieznajoma kobieta. Cała utrzymana w dziwnych, bladych kolorach sennej palety.
Przepraszam, iż przeszkadzam Usłyszałam przypadkiem, lekarze rozmawiali przy mojej sali tłumaczyła się, kręcąc się jak liść na wietrze.
Tak, zamierzam zrzec się dziecka. O to pani chodzi, prawda? Weronika ledwo nadążała za ciężarem własnego głosu.
Widziałam twoją matkę
Ona mi nie jest matką! wybuchła Weronika, z zimną nutą w głosie. Tylko macocha pełna złudzeń. Moja mama pracuje za granicą.
Przepraszam, nie chciałam cię zranić Ja przeżyłam dzieciństwo w domu dziecka, mam troje własnych dzieci i martwię się o twoją córeczkę. Ona niczemu nie winna
Podobno takie maleństwa gwałtownie adoptują wzruszyła Weronika ramionami. Ja nie umiem choćby na nią spojrzeć. Gdyby wtedy Natalia się nie wtrąciła, w ogóle by mnie tu nie było
Jesteś już prawie dorosła, mogłaś decydować sama. Masz przecież więcej niż piętnaście lat?
To wstyd na całą rodzinę! zakpiła Weronika, naśladując upartą macochę. Co ludzie powiedzą!!!
Ale nie rozumiem
To posłuchaj szepnęła, jakby opowiadała o zdarzeniu z innego, odwróconego świata. Może przestaniesz mnie oceniać.
**********************************************
Ostatni rok liceum był dla Weroniki jak przedziwny, rozciągliwy cień pod obcymi butami. Jej ukochany Paweł został powołany do wojska, a do klasy dołączył nowy chłopak z Warszawy. Bartek syn jakiegoś ważnego biznesmena za karę zesłany na podlaską ziemię. Swoim podejściem do dziewczyn siał zamęt, był bardziej jak deszcz meteorytów niż człowiek. Podobno jego miłosne przygody już naraziły reputację ojca.
Bartek obsypywał koleżanki drogimi prezentami, zapraszał do klubów i restauracji, przejeżdżał przez miasto z napęczniałym portfelem. Dziewczyny poddawały się jedna po drugiej, każda marzyła o pierścionku jak z bajki.
Najbardziej wytrwała była Weronika. Serce miała już przy Pawle, nikogo więcej nie potrzebowała. Gdy wyglądało, iż Bartek zrozumiał, iż nie ma u niej szans, dała się zwieść. Przerzucił uwagę na inne. Przynajmniej tak myślała.
Jak bardzo się myliła!
Pod koniec grudnia, na urodzinach koleżanki, cała klasa zebrała się w zmęczonym PRL-em mieszkaniu. Był również Bartek, w czarnym swetrze i z nonszalanckim uśmiechem. ale jego cel nie miał nic wspólnego z jubilatką.
Weronice zadzwonił telefon. Wyszła porozmawiać na korytarzu. Po powrocie zastała Bartka przy swoim miejscu. Potem wszystko zanurzyło się w unoszącym się obłoku zapachach starego piwa, poplątanych rozmowach, a w środku zamieszania coś zaczęło ją rozdzierać.
Rano, rozbudzając się z wielkim trudem, zobaczyła, iż Bartek leży obok, uśmiechnięty, obcy.
Widzisz? Sama się ociągałaś rzucił, jakby czytał przypadkowy nagłówek w gazecie. To taka rekompensata za twoją dumę. Twój Paweł to frajer.
Dom był jak miasto widmo. Weronika ledwo doszła unosząc się na oparach roztrzęsionego snu. Przechodnie patrzyli na nią wilgotnym wzrokiem, wykrzywionym przez własne wstydy.
Nie szukała kluczy. Po prostu zadzwoniła do drzwi wiedziała, iż Natalia na pewno jest.
Gdzie ty się włóczyłaś?! Macocha rzuciła się na nią słowami jak sztyletem. Nie wróciłaś na noc, telefon milczy, a wyglądasz jakbyś biła się z wilkami. Gdyby ojciec to zobaczył
Zadzwoń po lekarza, po policję wyjęczała Weronika. Chcę złożyć zawiadomienie. Niech go wsadzą.
Natalia znieruchomiała. Jej myśli popędziły w szaleńczym tempie zderzając się z własnymi pragnieniami.
Kto?!
Bartek, kto inny słowa ledwo przechodziły przez gardło Weroniki. Nikt inny nie jest tak bezczelny. Dzwoń, albo ja zadzwonię.
Poczekaj Macocha zaczęła kalkulować, jej myśli jak monety stukały o stół. I tak go wybronią. Zrobimy inaczej. Skontaktuję się z jego ojcem, niech wykupi się.
Oszalałaś? Jakie wykupienie?! Ja tu sama pójdę na policję!
Żadna policja! Natalia chwyciła ją za ramię, pociągnęła do pokoju. Weronika nie miała sił się bronić. Zrobisz jeszcze większy wstyd. Cała wieś będzie wytykać cię palcami. Ja wszystko załatwię.
Weronika nie miała telefonu (co się z nim stało? Może zostawiła u koleżanki, a może zaginął gdzieś na fali snu). Zejść na dół też nie mogła macocha zamknęła drzwi. Głowa jej wirowała, łóżko wydawało się jedynym miejscem na świecie.
Po kilku dniach pojechała do babci do małej wioski pod Suwałkami, choć bardzo starała się udawać, iż nic się nie stało nie chciała martwić kochanej seniorki.
Miesiąc później doszła do niej wiadomość, która rozsypała jej świat. Tamta noc miała swoje skutki. Będzie dziecko.
Natalia wręcz tańczyła z radości. Ten bobas zapewni im wszystkim dostatnie życie! Bogaty dziadek sypnie pieniędzmi, jak zwykle ratując synalka. Byle tylko cicho, do piątego miesiąca.
A czy Weronika czegoś pragnie jej o to nikt nie pytał. Ledwo napomknęła o usunięciu ciąży, wybuchł huragan złości. Od tego czasu macocha nie spuszczała jej z oka choćby na kwadrans.
Sam dziadek nie był zachwycony, ale przeleciał kilka tysięcy złotych, obiecując dalszy alimentacyjny strumień.
************************************************
Rozumie pani? Przez to dziecko straciłam wszystko! Paweł nie uwierzył, zostawił mnie. Przyjaciółki się odwróciły. Musiałyśmy się wyprowadzić. choćby matury nie mam!
Przepraszam, oceniłam cię, nie znając historii szepnęła kobieta. Ale dziecko przecież niczemu nie winne.
Weronika, musimy poważnie porozmawiać! Do sali wbiegła Natalia, ciągnąc za sobą ojca dziewczyny, jak gdyby był psem na krótkiej smyczy. Proszę o chwilę prywatności, to sprawa rodzinna!
Nieznajoma popatrzyła jeszcze raz na Weronikę ciepłym wzrokiem i wyszła, zamykając drzwi szczelnie jak nadjeżdżający pociąg.
Nie pozwolę ci zrujnować mojego planu! Zostawisz dziecko w szpitalu, nie wracaj do domu! Gdzie pójdziesz? Babcia umarła, mieszkanie przepadło, wujek je przejął. Będziesz żebrać po dworcach?
Nie, pojedzie ze mną Do sali weszła kobieta w eleganckim płaszczu. Weronice roziskrzyły się oczy jak od nagłego światła.
Mamo! Przyjechałaś!
Pewnie, iż przyjechałam. Nie zostawię cię w potrzebie, kochanie objęła Weronikę z całą czułością, jaką można wyciągnąć z głęboko ukrytych szuflad miłości. Gdybyś tylko powiedziała, zabrałabym cię już dawno do siebie do Poznania. Myślałam, iż tutaj łatwiej skończysz szkołę.
Myślałam, iż nie jestem ci potrzebna łzy uwięzione w gardle w końcu popłynęły.
Ktoś ci mówił, iż wcale nie chcesz ze mną rozmawiać. Oddane prezenty wracały nierozpakowane, telefonu nie mogłam się dodzwonić Myślałam, iż już mnie nie kochasz. Ale nic się nie martw pogłaskała jej głowę. Wyjedziemy stąd. Zapomnisz wszystko
********************************************************
Weronika wyjechała z mamą do Poznania. Dziecko zabrała Natalia, śniąc o pieniądzach spadających z nieba jak pierniki z Torunia. Ale kiedy bogaty dziadek się dowiedział, sam zabrał wnuczkę do siebie do Warszawy. Bartek musiał przyznać się do ojcostwa, choć bardzo się opierał.
Weronika jest szczęśliwa. Jest blisko tego, kogo kocha najbardziej, kogo nigdy nie zdradzi swojej mamy.









