Niechciana mama

twojacena.pl 3 dni temu

NIEPOTRZEBNA MAMA

– Tomek, siadaj! Musimy poważnie porozmawiać! żona usiadła przy stole, a jej twarz wyrażała stanowczość.

Mąż usiadł obok. Emilia otarła oczy chusteczką, spoglądając na niego z troską:
– Nie wiem, co zrobić z mamą. Ledwo już się porusza. Tej zimy nie przetrwa sama, a jej domek i tak się niedługo rozpadnie.
– I co proponujesz?
– Właśnie mówię: nie wiem, Tomek.
– Emilia, jak zwykle liczysz na mnie, ale to twoja mama, ty powinnaś zdecydować.
– Tomek, sami jej do siebie nie możemy zabrać. Mamy tylko dwa pokoje, a dwóch chłopaków już dorasta. Gdzie ją tu wyszczególnić? czuć było, iż Emilia już podjęła jakąś decyzję, teraz tylko próbowała ją przekazać w możliwie łagodny sposób. W mieście mamy przecież dobry, płatny dom opieki.
– Emilia, naprawdę chcesz oddać własną matkę do domu opieki?
– Nie mamy wyjścia. Słyszałam, iż tam jest naprawdę dobrze.
– Ale powiedziałaś, iż płatny mąż uśmiechnął się bez przekonania. Ile to kosztuje?
– Osiemdziesiąt złotych dziennie. Przy płatności za miesiąc dwa i pół tysiąca. Mają tam opiekę, lekarze są na miejscu. Kwota nie jest mała, ale damy jakoś radę.
– Emilia, to nie jest w porządku. Zawsze dawała nam słoiki, ogórki, prezenty dla wnuków. Wszystko od serca. A my teraz w taki sposób?
– Myślisz, iż mnie serce nie boli? Ale przecież nie mogę zrezygnować z pracy, żeby nią się opiekować, Tomek. Sama rozumiesz
– No tak westchnął ciężko mąż. Nie ma już żadnych innych opcji?
– Myślałam, żeby sprzedać jej domek. Mama już przepisała mi go dawno temu. Ale kto to kupi? Zima za progiem, a domek ledwie się trzyma.
– Rozmawiałaś z mamą o tym wszystkim?
– Jeszcze nie. W sobotę pojedziemy, ogarniemy ogród, pogadamy z nią spokojnie.
– Ogród ogarnę z chłopakami, ty porozmawiaj z mamą o domu opieki. Ja się w to nie wtrącam.
– Tomek, może tylko do wiosny? Potem zobaczymy, jeżeli jej tam nie podejdzie.
– Wiesz, Emilia, czuję, iż jeżeli ją tam zawieziemy, to już zostanie na zawsze. Coś mi się to wszystko nie podoba.

***

Już tydzień, odkąd pani Jadwiga mieszkała w domu opieki. Wiedziała, iż córka nie miała innego wyjścia. Rzeczywiście, ciężko już jej się chodziło, a co dopiero żyć samej w swoim domku, mając już prawie osiemdziesiąt lat.

Ale przecież nikt nie marzył o takiej starości. Chciała spędzić ostatnie lata życia wśród bliskich, a teraz… komu taka stara, schorowana matka jest potrzebna?

Weszła pielęgniarka:
– Pani Jadwigo, przyszli do pani wnukowie.
Twarz babci rozświetlił uśmiech, gdy weszli. choćby młodszy, Kuba, był już od niej wyższy, a Michał przerastał ją o całą głowę.
– Cześć, babciu! Jak ci się tutaj podoba?
– Dobrze, dobrze, karmią porządnie, pielęgniarki są miłe… i jak zwykle zaczęła krzątać się nerwowo. Siadajcie, siadajcie przy stole!
– Nie możemy długo zostać. Przynieśliśmy ci trochę jedzenia i ciepłe rzeczy.
– Dziękuję! i od razu zapytała: Jak w szkole?
– Dobrze odpowiedzieli prawie równocześnie.
– No to uczcie się pilnie! Michał, to twój ostatni rok. Masz już pomysł, co dalej?
– Do naszego uniwersytetu zamierzam pójść.
– A gdzie rodzice? Wysłali was, a sami nie przyjechali?
– Tata pojechał do domku.
– Trzeba mu powiedzieć, żeby całą marchew już zebrał, zimno się robi zaniepokoiła się babcia i kapustę, bo główki są duże.
– Już dzwonię!
Kuba wyciągnął telefon, wybrał numer:
– Tata, babcia prosi, żebyś wyciągnął marchew i zebrał kapustę.
– Dobrze rozległ się głos ojca.
– Daj! babcia wzięła telefon z rąk wnuka i zaczęła instruować zięcia. Tomek, marchew wykop, nie chowaj do piwnicy od razu, niech trzy dni przeschnię, potem je schowaj. Kapustę tnij razem z głąbem, włóż w piwnicy do piasku na jednej stronie, a marchew wielką ułóż w drugiej. Małej weź sobie!
– Dobrze, mamo. Nic się nie martw!
– Tomek, znajdź jeszcze moją Kizię i nakarm ją! Sama została, biedaczka.
– Znajdę.
– Proszę oddała wnukowi telefon.
– Babciu, my już pójdziemy, dobrze? starszy wnuk wstał od stołu.
– Zaczekajcie! babcia wyjęła portmonetkę. Macie tu po pięćdziesiątce. Kupcie sobie coś.
– A tobie…
– Bierzcie, bierzcie! Tu mi pieniądze nie są potrzebne.
– Dziękujemy, babciu!
Wyszli, a Jadwiga długo jeszcze patrzyła za nimi przez okno.

***

Tomek zaparkował swoją „fiestę” naprzeciwko blokowego okna. Obok postawił auto sąsiad z ostatniej klatki. Zobaczył u Tomka torby z marchewką i kapustą, więc zapytał:
– Z działki?
– Coś w tym stylu, od teściowej.
– My też z żoną myślimy o jakiejś działce, albo małym domku. Dzieci dorosłe, wyjechały.
– Słuchaj, Piotr zamyślił się Tomek masz przecież czteropokojowe mieszkanie.
– Tak, na drugim piętrze.
– Może zamienisz się na moje dwa pokoje, też na drugim. A w zamian dam jeszcze domek z ogrodem po teściowej. Ona już nie ma sił się nim zajmować.
– He, he, interesujący pomysł. Muszę porozmawiać z żoną, zobaczymy.
– To zapraszam wieczorem, obejrzycie.
– Dzięki, pogadam.

***

Tomek umył się, zjadł i padł na kanapę. Emilia poszła do kuchni przygotować kolację. Zaraz mieli przyjść synowie młodszy po treningu, starszy… starszy się zakochał.
Już czas, siedemnaście lat. Oby tylko nie narozrabiał. Młodszego do domu też ciężko zagonić, cały czas na podwórku…
Rozległo się pukanie do drzwi. Emilia wycierała ręce i ruszyła otwierać. Sąsiedzi z ostatniej klatki.
– Emilia, przyszliśmy w odwiedziny!
– Wchodźcie! Zosiu, coś się stało?
– A twój nic nie mówił?
– Nie, była zdziwiona Emilia.
– Nasi mężowie chcą się zamienić mieszkaniami.
– Zosia, żartujesz sobie? oprzytomniała Emilia i zaczęła krzątać się nerwowo. Wchodźcie, wchodźcie!
Pobiegła do salonu, lekko szturchnęła śpiącego na kanapie męża:
– Tomek, wstawaj! Mamy gości.
Mąż wstał i ruszył do łazienki:
– Zaraz wracam!
A sąsiadka pilnie oglądała całe mieszkanie.
– Kto mi wyjaśni, co się tu dzieje?
– Emilia, nasi faceci chcą wasze mieszkanie i domek twojej mamy wymienić na nasze czteropokojowe rozejrzała się jeszcze raz Macie przytulne kantorki.
Wszedł gospodarz domu. Emilia natychmiast podeszła do niego:
– Co ty wykombinowałeś?
– Jak się dogadamy, przeprowadzimy się do czterech pokoi i zabierzemy twoją mamę do siebie.
Emilii na twarzy zaświecił się cień uśmiechu:
– Dobrze, to napijmy się herbaty i potem pójdziemy zobaczyć wasze mieszkanie.
– Jaka herbata? zaśmiał się Tomek. Na taką okazję postaw coś mocniejszego!

***

Tej nocy Tomek i Emilia długo nie mogli zasnąć, rozmawiali i planowali w myślach co i jak urządzą w nowym, dużym mieszkaniu. Emilia mówiła najwięcej, aż Tomek zaczął przysypiać.
– Już śpisz? szturchnęła go w bok.
– Emilia, nie mów na razie nic mamie, żeby się nie zamartwiała. Jak się urządzimy, wtedy ją zabierzemy.
***

Deszczowy, jesienny poranek. Jadwiga patrzyła tęsknie przez okno ze swojego pokoju w domu opieki, a jej myśli były smutne:
Trzy tygodnie już tu jestem. Wygląda na to, iż dzieci o mnie zapomniały. Taka jestem niepotrzebna. Wnuki raz były, i też już cisza. Córka dzwoniła dwa razy.
Raz powiedziała, iż mój domek, nie wiadomo co z nim zrobiła, głos radosny… No cóż, przynajmniej będą płacić za mnie, dwa i pół tysiąca miesięcznie, pieniądz nie mały. I dokąd miałabym wracać?
Drugim razem mówiła, iż ma dużo na głowie, przyjadą, jak będą mogli. Młodzi zawsze mają coś do roboty. Może dziś, sobota, ktoś przyjedzie? Szkoda, iż nigdy nie nauczyłam się korzystać z telefonu.
Tak siedziała, godzinę, dwie, pogrążona w smutnych rozmyślaniach. I wtedy pod bramą zatrzymał się samochód zięcia.
Przyjechali! przez chwilę poczuła radość, ale zaraz przyszła niepewność. Ale dlaczego Tomek sam? Bez toreb? Może coś się stało?
Jadwiga wpatrywała się w drzwi. W końcu się otworzyły. Wszedł zięć z uśmiechem:
– Dzień dobry, mamo!
– Dzień dobry, Tomku! Co się stało?
– Pakuj się! i znowu uśmiech na twarzy. Jedziemy do domu.
– Jak to, do domu? Na chwilę?
– Nie, na stałe. Spakuj wszystkie rzeczy!
– Ale co ty z tymi zagadkami?
– Wnuki nie kazały mówić. Chcą zrobić ci niespodziankę.
Zaczęła się krzątać, poczuła nowy zwrot w swoim życiu. Jej współlokatorka, adekwatnie już przyjaciółka, właśnie wróciła z zabiegów.
– Jadzia, gdzie idziesz?
– Helenka, zięć mnie zabiera odparła zadowolona. Mówi, iż na stałe!
– Oj, szczęściara! Moich, chyba, tu na zawsze zostawią.
– Helenka, twoi też cię zabiorą. Teraz młodym ciężko z nami, staruszkami.
***

Jadwiga patrzyła przez okno samochodu zięcia. Jej głowę oblegały myśli:
Po co mnie zabiera? Mają tylko dwa pokoje, przecież im ciasno, będę przeszkadzać, spać nie dam… I tak na końcu odeślą mnie z powrotem do domu opieki.
Dojechali, Tomek zaparkował jak zwykle. Pomógł teściowej wysiąść, zabrał jej rzeczy i ruszyli… do innej klatki. Jadwiga spojrzała zaskoczona.
– Wchodź!
Weszli na drugie piętro do obcych dopiero co drzwi. Otworzyły się i wybiegli wnukowie:
– Babciu, wchodź! To teraz nasze mieszkanie krzyczał młodszy.
Weszła do środka. Z przeciwka podbiegła córka, mocno ją przytuliła:
– Mamusiu, od dziś będziesz mieszkać z nami. Chodź, pokażę ci twój pokój.
Pokój był nieduży, ale przytulny szafa, nowe łóżko, wszystko tak ciepłe, domowe. Jadwiga prawie nie mogła uwierzyć, iż będzie tak blisko z córką, zięciem i wnukami.

I wtedy, o nogę otarła się i zamruczała:
– Kizia! wzruszona aż się popłakała ze szczęścia.

Dzisiaj wiem, iż warto walczyć o rodzinę, choć czasem wydaje się wszystko stracone. Czasem wystarczy tylko zmienić perspektywę i otworzyć serce na nowy początek.

Idź do oryginalnego materiału