Niebieska Pończocha

twojacena.pl 12 godzin temu

Szara myszka

Malwina, weź jutro moją zmianę, proszę cię! błagała Danuta. Teściowa ma urodziny, muszę ją odwiedzić.

Przecież miesiąc temu były imieniny? Malwina uniosła brwi znad pudła z książkami.

Przestań mnie łapać za słówka, Malwa, błagam! Co innego imieniny, co innego urodziny! No, mam po prostu taką potrzebę. Tobie się chyba nie stanie, jak mnie zastąpisz? Ani dzieci, ani męża, sama jak palec! Oj Przepraszam, nie chciałam cię urazić

Danuta uderzyła się w usta, ale słowa już poleciały. Malwina tylko skinęła głową i opuściła czytelnię, nie patrząc na nikogo.

Niefajnie wyszło westchnęła Danuta i spojrzała ukradkiem na Barbarę.

Z tą to nie da się bratać w podobnych tematach. Basia nigdy nie da sobie wejść na głowę, ceni niezależność choć bibliotekarka, to charakter ma! Malwina nie raz była zaskoczona poglądami Barbary, za to Danuta śmiała się aż do łez.

No i widzisz, Malwina, nie każda bibliotekarka to taka szara myszka jak ty! Spójrz na nas z Basią! My potrafimy korzystać z życia! A ty? Dom-biblioteka, szaliczki, kotki Stara panna! Przepraszam, iż tak wprost, ale może ktoś wreszcie powinien cię naprostować? Przecież jesteś ładna, tylko smutna strasznie Co, Barbaro, mam rację?

Barbarę takie rozmowy po chwili irytowały.

Dość tych wywodów, Danusia! Myślisz, iż jesteś wzorem? Tyle facetów już ci się przewinęło, a co z tego masz? Żyjesz z Witkiem, co to cię czasem bije, czasem zostawia i znika na całe dnie. I co, nauczałbyś dalej innych, jak żyć?

Ale przynajmniej mam rodzinę! Męża, dzieci! A co ma Malwina? Kolejnego kota? Jeszcze trochę i przeprowadzi się do biblioteki. Malwa, urodź sobie chociaż dla siebie dziecko. Dobrze, męża nie posiadasz, ale rodzice ci coś zostawili, nie biedujesz się. Poradziłabyś sobie! Nie byłabyś już taka samotna.

W tej chwili Basia już nie owijała w bawełnę, a Danuta gwałtownie znajdowała pretekst, by wyjść, zostawiając Malwinę samą ze łzami w kąciku sali.

Dlaczego ją to wszystko spotyka? Przecież to nie jej wina, iż się nie ułożyło Najpierw zachorował ojciec, potem mama. Piętnaście lat dźwigania, opieki, prania, nocnych dramatów Jak tu myśleć o swoim życiu? I kto chciałby się w to wplątać? A choćby i chciał Malwina wiedziała, iż nie jest pięknością, ale też i w lustro mogła patrzeć spokojnie: ot, taka sobie zwyczajna kobieta, przeciętna, bez nałogów i wielkich ambicji.

Nigdy choćby nie spieszyło jej się do innego życia. To, co widziała u koleżanek, wręcz ją przerażało.

Wystarczy spojrzeć na Danutę. choćby jeżeli jest mężatką i co z tego? Cały Radom zna historie jej męża, który ma drugą rodzinę. Ich perypetie życiowe stały się miejską legendą kłótnie, rozstania, powroty, całe to przedstawienie na oczach znajomych. Danuta twierdzi, iż ludzie i tak będą gadać, więc niech lepiej mają jak jest, niż się domyślają po kątach. Stoi za swoim, ma do tego prawo jest legalną żoną i tyle.

Malwinę takie podejście zdumiewało. Po co to wszystko, gdzie w tym szacunek do siebie? Gdzie duma? Lektury, które były jej bliskie, nijak się jednak miały do rzeczywistości i Malwina dobrze o tym wiedziała. Dumę to można mieć, jak się ma wille, bogatego wuja czy inne atrakcje, nie dwójkę dzieci, pensję bibliotekarki i przewlekle chorą matkę. Dlatego Danuty nie oceniała, raczej próbowała zrozumieć. Z czasem jej tyrady bolały coraz mniej.

A gdy była potrzeba Danuta okazywała sporo troski. Przez lata opieki nad chorą matką Malwiny, Danuta nauczyła się robić zastrzyki, podłączać kroplówki. Gdy Malwina prosiła o pomoc pielęgniarki, ona po prostu przyszła któregoś wieczora i zrobiła wszystko, co trzeba, regularnie co trzy miesiące powtarzając zabieg i nie biorąc za to ani złotówki.

Chcesz mnie obrazić? prychała, gdy Malwina próbowała wręczyć jej pieniądze po zastrzyku. Schowaj to, nie głupia jestem! Przecież to żadna fatyga. Dobrze być sąsiadkami. Kilka kroków i jestem.

Malwina płakała potem ze wstydu, przepraszała i odwdzięczała się swetrami, czapkami czy szalikami, które robiła na drutach. Rękawiczki z gilem, nad którymi pracowała miesiąc, córka Danuty zakładała tylko na wielkie wyjścia, by nie zginęły.

Takie cudne, iż aż szkoda używać!

Danuta, obejrzawszy prezent córki, doradziła Malwinie, by założyła internetowy sklepik.

Rozchwycą się jak ciepłe bułeczki, zobaczysz!

Malwina pomyślała, ale potem machnęła ręką.

Nie dam rady nadążyć, wszystko robię pojedynczo.

Ale nasza klika bab, co wieczorami siedzą pod blokiem, mogłaby pomóc! I im dorobek do emerytury, i tobie dobrze.

Zdziwienie, ale biznes zaczął się kręcić. Może Danuta miała do tego smykałkę, której poza domem nie mogła spożytkować. Sklep ruszył i zamówienia zaczęły wpadać. Niezbyt dużo, ale Malwina poczuła się pewniej, babki były zadowolone. Teraz nasza klika siadywała z robótkami, omawiając z Malwiną i Danutą wzory na nowe wyroby.

Popatrz, to przecież z ostatniego tygodnia mody! Ciotka Hania podobną serwetkę robiła. Wzór prawie ten sam! Trzeba tylko dodać coś swojego i mamy arcydzieło! Sama bym taką spódnicę nosiła!

Malwina zbierała się do pracy, a po dwóch tygodniach Danuta już śmigała w nowej spódnicy, a sklepik rósł o nową ofertę.

Wielkich pieniędzy w tym nie było, ale coś zawsze wpadało i Malwina poczuła się wręcz bizneswoman. Może nie jest taka bezużyteczna, skoro daje radę?

Basia spoglądała na ich poczynania z uśmiechem, czasem coś doradziła lub choćby sama pomogła. Potrafiła zrobić przepiękną koronkę igłową, choć na własną działalność zawsze brakowało jej czasu.

Babcia mnie uczyła, twierdziła, iż się przyda i miała rację.

Prace Basi były najdroższe w sklepie Malwiny. Nikt słowem nie wspominał, kiedy Basia rozsiadała się z igłą przy oknie w czytelni, a koleżanki przejmowały za nią obowiązki. Wiedziały, ile to dla niej znaczyło.

Mąż Basi odszedł zaraz po narodzinach bliźniaków. Był artystą-duszą, stale się szukał, ale przy Basi siebie nie znalazł. Ona robiła, co mogła, by zaczął w końcu zarabiać on malował obrazy, znikał, szukał odbiorców, jak to nazywał. Córka o ojcu mówiła ten pan.

Mamo, pan Paweł przyjechał.

Mężowi się to nie podobało.

Wstyd przynosisz przed dzieckiem! Ona musi rozumieć, ile dla niej robię!

Na początku Basia milczała, trzymając się rady własnej matki, iż ojca trzeba szanować. W końcu jednak przestała się wstrzymywać:

A co ty takiego dla niej zrobiłeś?

Może to ciąża Basi, może po prostu życie ją zmęczyło tym wesołym losem, ale Paweł zniknął już na stałe, gdy dowiedział się, iż urodzili się mu dwaj zdrowi chłopcy, głośni i energiczni.

Basia nie rozpaczała. Miała pracę, rodziców na wsi, którzy pomagali czym mogli. Nie znała urlopów poza wsią jak mogła, jeździła do rodziców, bo dzieci trzeba było wychowywać.

A dzieci Basi były naprawdę wspaniałe. Patrząc na nie, Malwina rozmyślała, iż może gdyby miała pewność, iż u niej wyjdzie tak dobrze, posłuchałaby Danuty i nie bała się samotnego macierzyństwa.

Ale Malwina nie mogła się na to zdobyć bała się o przyszłość dziecka w świecie, gdzie nie ma nikogo bliskiego, gdzie choćby najserdeczniejsze koleżanki mają swoje problemy. Co się z nim stanie, gdy jej zabraknie? Sierociniec? Internat? Dlatego wolała być tą z kotami i szalikami. Odpowiedzialność była najważniejsza.

Nie wiedziała Malwina, iż cała babcina klika pod wodzą Danuty od dawna szuka dla niej kandydata na męża. Ale przy braku facetów w Radomiu i okolicy, każdy już przerzucono przez sito. Nie chcąc jej martwić, nie mówiły nic, a Danucie tylko czasem się wymsknęło jakieś słowo, za którym potem długo się karciła.

Aż nagle kandydat się znalazł i to zupełnie niespodziewanie. Los bywa przewrotny.

Kolejnego wieczoru Malwina, ocierając łzy po rozmowie z Danutą, obiecała jej zmianę, planując jeszcze tego samego dnia skończyć pracę, a jutro dokończyć sprawy w sklepie internetowym. Jedną z nowości miał być śnieżnobiały koronkowy strój weselny wymyślony przez Basię.

Ślubny Cudo, Barbaro! Masz złote ręce!

Powiedz to moim chłopakom! Wczoraj tylko na chwilę ich zostawiłam i już wycięli w spódnicy taki fragment, iż musiałam całą noc ratować. Ale teraz już super.

Malwina układała w myślach opis tej sukni, wracając wieczorem do domu. Kiedy weszła na klatkę, znieruchomiała, nasłuchując.

Pomocy

Ledwie wyczuwalny szept, ginący w zwykłym wieczornym zgiełku starej kamienicy.

Pomocy

Nie miała już wątpliwości. Ktoś wzywał pomoc.

Dom był stary, większość mieszkańców w podeszłym wieku, wielu już bez bliskich. Malwina znała ich wszystkich z imienia. To właśnie starsi pomagali jej z rodzicami.

Właśnie do nich należała pani Zofia, która kiedyś uczyła matematyki w liceum i była przyjaciółką matki Malwiny. Pytana, jak się czuje, zawsze powtarzała:

E tam, zdrowie Już dawno nie ma, ale przynajmniej człowiek żyje! A ty mi powiedz, co u ciebie nowego?

Malwina u Zofii zawsze mogła się wygadać, a sąsiadka odpowiadała prostym, życiowym słowem:

Malwinko, żyj, jak ci pasuje. Nikogo nie słuchaj. Każdy ma swój los. Wyszłabyś za mąż na siłę po co? Dla kogo? Jeszcze dziecko z obowiązku, a nie z radości? Nic dobrego z tego nie wynika.

To ją uspokajało. Może jednak nie jest taka dziwna? Może jeszcze są tacy jak ona?

Sama pani Zofia przeszła pół wieku z mężem, dzieci nie mieli, żyła szkołą i uczniami. Gdy został sama, Malwina przyniosła jej kotka znalezionego na ulicy.

Tak samo samotny. Co pani powie, pani Zofio?

Kota wzięła i Malwina wierzyła, iż to właśnie on uratował sąsiadkę. Bo Borysowi tak nazwała kotka Zofia trzeba było codziennie przynieść świeżą rybkę. Nie było czasu w depresję.

Tak żyli: starsza pani i kot, trzymając się nawzajem za ręce. O pomoc Zofia prosiła rzadko.

Ale tej nocy jej głos było słychać spod drzwi łazienki.

Malwina długo się nie zastanawiała zbiegła na dół, zaalarmowała przewodniczącą wspólnoty, panią Marię.

Pani Mario! Coś się dzieje!

Pani Maria, choć zawsze zasadnicza, już po godzinie, gdy pogotowie nie przyjechało, sama złamała zasady bezpieczeństwa. Klucze miała przygotowane.

Drzwi otwarły się, zgromadzeni sąsiedzi wstrzymali oddech.

Zofia leżała w wannie, uderzona i bezwładna, nie mogąc ruszyć ani nogami, ani rękami.

I tylko Malwina usłyszała jej cichy szept…

Malwina dała z siebie wszystko, by uratować sąsiadkę. Kiedy później odwiedzała Zofię w szpitalu, pielęgnowała ją potem już u siebie.

Nie powinnaś się dla mnie poświęcać powtarzała Zofia, ale z czasem pogodziła się z tym.

Malwina robiła to nie z obowiązku, ale z serca.

Takich ludzi jak ty nie ma, Malwinko wzdychała Zofia. Anioły powinny cię pilnować. A może ty sama jesteś jednym z nich?

Z czasem Zofia wracała do zdrowia. Malwina cieszyła się, iż dom nie jest już taki pusty.

Popołudniami wysłuchiwała sprawozdań Zofii, rozdzielała swoje koty z Borysem, który próbował rządzić całym stadem, a wieczorami śmiała się z ich kocich perypetii.

Życie Malwiny, która długo była spokojnym strumieniem, nagle zmieniło bieg. Wszystko, co miało być przewidywalne, odeszło w cień.

Wszystko zaczęło się od wieczornego dzwonka do drzwi.

To Danuta? zdziwiła się Malwina, zatrzymując film, by otworzyć.

Na progu stał wysoki, brodaty mężczyzna w motocyklowej kamizelce i dżinsach, zupełnie niepodobny do nikogo z ich miasta.

Do kogo pan? zapytała nieufnie.

Dobry wieczór, pani Zofia tu mieszka?

A o co chodzi?

Chciałbym się z nią zobaczyć.

Wahała się, czy wpuścić gościa, ale nagle spod nóg wystrzelił Borys i otulił się wokół butów mężczyzny.

O, Borys, witaj stary!

Szeroka dłoń podniosła kota, a twarz motocyklowego olbrzyma rozjaśnił szeroki uśmiech. Malwina szeroko otworzyła drzwi.

Zofia, ujrzawszy gościa, rozpromieniła się:

Szczepan! Mój drogi, jak się tu znalazłeś?

Jechałem do kolegów na zlot motocyklistów nad Wisłę, pomyślałem wpadnę na chwilę, nikt nie dzwonił dawno.

Przepraszam, jestem ostatnio zakręcona. Poznaj Malwinę mój anioł stróż i najlepsza kobieta pod słońcem. Wierz mi, nie przesadzam!

Ku zdziwieniu Malwiny, Szczepan nagle zrobił się nieśmiały i zarumieniony.

Zofia, bystra jak zawsze, dostrzegła szybko, w czym rzecz i zadbała, by znaleźli okoliczności do dłuższej rozmowy.

Szczepan wyjechał dopiero po dwóch dniach. Ale na długo nie zniknął z ich życia po kilku tygodniach znowu się pojawił, a Malwina raptem stała się… narzeczoną.

Szczepan, my się prawie nie znamy, czy to na pewno…? Malwina nie dowierzała sytuacji.

Dla kogo to robić rozrachunek, Malwinko? Przecież nikt nam życia nie pisał. Dorośli jesteśmy.

Barbarę i Danutę ta nowina wprawiła w osłupienie, ale tym razem żadna nie komentowała krytycznie.

Malwinka, kochasz go? adekwatnie nie spytam w naszym wieku decyzje i tak trzeba podejmować z głową. Ale to dobry człowiek?

Czemu pytasz o wiek? uśmiechnęła się Malwina, a Danuta zaniemówiła, patrząc na odmienioną przyjaciółkę.

Wczoraj szara myszka dziś królowa! Co potrafi zdziałać uczucie

No coś palnęłam Wybacz. Bądź szczęśliwa, Malwinko! Barbaro, suknia weselna już chyba ze sklepu zdjęta?

Oczywiście mrugnęła Basia. Strój masz już z głowy.

Takiej uroczystości Radom jeszcze nie widział. Kolumna motocykli na ulicach zadziwiła wielu.

Do kogo ta parada?

Malwina, nasza bibliotekarka, wychodzi za mąż.

No to szczęścia dla niej! Dobra kobieta, jaki ten jej wybranek?

Wygląda porządnie

Po trzech latach, gdy Szczepan poda ramie Zofii, a ta go odsunie:

Poradzę sobie, idź syna odbierz!

Malwina poprawi świeżą fryzurę, nową sukienkę od Basi, i spojrzy na fotografa:

Wszystkich! Chcę mieć na zdjęciu każdego!

I fotograf musi się nagimnastykować na schodach porodówki, by uchwycić cały ten tłum ludzi, których Malwina chce uwiecznić przy pierwszym zdjęciu syna: Danutę z rodziną, Barbarę z dziećmi, całą klikę babć z Marią na czele.

Bo dobrych ludzi w życiu, nigdy za wiele.

Idź do oryginalnego materiału