Niebieska pończocha

twojacena.pl 1 tydzień temu

Stonoga intelektualistka

Marysiu, weź jutro moją zmianę, proszę cię! Mama Krzysztofa ma urodziny, obowiązkowo trzeba odwiedzić.

Przecież ledwo miesiąc temu składałaś jej życzenia z okazji imienin podniosła wzrok znad kartoteki Maria.

Daj spokój, Marysia! Imieniny to jedno, a urodziny to co innego! No, pomóż, bo naprawdę muszę. Tobie to co za różnica? Ani dzieci, ani męża! Samotna jak palec! Oj Przepraszam Nie chciałam cię urazić

Iwona zakryła usta dłonią, ale za późno. Maria zbyła ją skinieniem głowy i czym prędzej wyszła z czytelni.

Głupio wyszło mruknęła Iwona, zerkając na Basię kątem oka.

No z Basią by to nie przeszło. Dla niej takie teksty na nic. Od razu by skwitowała mimo, iż bibliotekarka! Basia uważała, iż kulturalny człowiek też potrafi zadbać o siebie. Maria potrafiła słuchać tych wywodów tylko z przerażeniem, a Iwona miała z nich ubaw po pachy.

Popatrz, Marysiu! Nie każda bibliotekarka to stara panna, jak ty! Spójrz na mnie, na Basię da się żyć. A ty? Od biblioteki do domu przebiegasz, kocyk, kotek Stara panna! Wybacz, iż tak szczerze ale ktoś ci musi oczy otworzyć! Jesteś atrakcyjna, szkoda cię! No, Basia, co powiesz?

Basia zwykle karciła Iwonę i ucinała temat.

Dość już, Iwona! Przykład z siebie chcesz brać?! Ile ty miałaś romansów! I co z tego masz? Mąż pijak. Raz cię bije, raz ucieka do innej, a iż jesteś piękna, nie znaczy, iż musisz wszystkich pouczać.

Ale przynajmniej mam męża i dzieci! A Maria? Znowu kota sobie przygarnęła? Zaraz ją te zwierzaki z domu wygonią i zamieszka w bibliotece! Marianna, czemu sobie chociaż dziecka nie urodzisz? Bez męża się da. Rodzice przecież coś tam zostawili. Sama byś dzieciaka wychowała.

Po czym Basia nie wytrzymywała i Iwona migiem znikała, a Maria chowała się w kącie czytelni, żeby tylko nikt nie widział jej łez.

Za co ją to dosięgło? To przecież nie jej wina. Najpierw tata chorował, potem mama. Piętnaście lat prania, nocnych wycieraczek, ran, które nie chciały się goić Jak tu znaleźć chłopa? Kto by chciał w takim życiu uczestniczyć? Nie była miss, ale brzydulą też nie. Ot, przeciętna Polka szare oczy, regularne rysy, warkocz, który obcięła po śmierci mamy Wygodniej w krótkich włosach.

Nigdy nie miała aspiracji do wielkiej kariery ani szukania mężczyzn. A jak patrzyła na to, co się dzieje u koleżanek, to ją aż mdliło. Zwłaszcza u Iwony. Cały Siedlce wiedziały, iż jej mąż od dawna ma drugą rodzinę. Sycylijskie awantury, które urządzała z mężem, były lokalną legendą. Kłócili się i godzić przy wszystkich, Iwona uważała, iż nie ma co udawać świętej. Ludzie i tak gadają.

Dla Marii było to zupełnie niezrozumiałe. Po co poświęcać życie na takie udawanie? Gdzie godność? Gdzie szacunek do siebie? Choć w książkach wszystko jest proste, w rzeczywistości nie ma miejsca na dumę, gdy masz na utrzymaniu dwoje dzieci, wypłatę bibliotekarki i chorą matkę. Maria nie oceniała, raczej próbowała zrozumieć.

Zwłaszcza, iż Iwona często jej pomagała. Sama nauczyła się robić zastrzyki, kroplówki. Gdy Maria prosiła o pomoc dla mamy, Iwona po prostu przyszła i wszystko załatwiła z uśmiechem i bez grosza. Na wręczone pieniądze tylko się oburzyła:

Oj, przestań, Marysiu! choćby nie waż się mi płacić to nasza sąsiedzka rzecz!

Nawet dzieci Iwony i ona sama nosiły robione przez Marię szaliki i czapki. A rękawiczki z sikorkami, które Maria dziergała przez miesiąc, Iwony córka zakładała tylko na galę z obawy, iż zniszczy.

Są takie piękne! Co, jak zgubię?

Iwona, zachwycona, doradziła Marii, żeby założyła sklep w internecie.

Ludzie się pozabijają za takie rzeczy!

Maria się zastanawiała, ale zrezygnowała.

Nie nadążę z robotą. Wszystko robię manualnie.

To zbierz babcię spod bloku! Przecież siedzą przez cały dzień.

Zaskakująco, interes ruszył. Widać Iwona miała do tego dryg, bo strona ruszyła, zamówienia się pojawiły. Nie było kokosów, ale Maria poczuła się pewniej finansowo, a babcie-sąsiadki też dostały parę groszy do emerytury.

Wieczorami na ławce pod blokiem siedział więc cały klub dziewiarek, a Maria z Iwoną planowały kolejne modele:

Zobacz tu, z ostatniego tygodnia mody! Ciocia Wiesia pokazywała mi ostatnio taką samą serwetkę.

Praca szła, moda się zmieniała. Iwona paradowała w nowej spódnicy, a Maria wrzucała nowości do sklepu.

Nie było z tego kokosów, ale Maria czuła się lepsza, iż daje sobie radę. Basia się śmiała, ale czasem podsuwała swoje koronki najdroższą rzecz w sklepie Marii. I Iwona się nie wykłócała, gdy Basia dziergała podczas dyżuru w czytelni każdy wiedział, jak cenny był ten dodatkowy zarobek dla Basi.

Mąż Basi opuścił ją zaraz po narodzinach bliźniaków. Dusza artysty ciągle szukał siebie, ale nigdy nie znalazł. Zostawił Basi trójkę dzieci, a ona miała na szczęście rodziców na wsi, więc każde wakacje były u dziadków. A co zrobić trzeba dzieci wychowywać.

I Basia wychowała wspaniałe dzieciaki. Maria myślała czasem, iż gdyby miała pewność, iż i jej wyszłyby takie, to może skorzystałaby z rady Iwony od razu.

Ale rodzić dla siebie? Tego Maria bała się najbardziej. Przerażało ją to. Gdyby coś jej się stało, na rodzinę liczyć już nie mogła, a przyjaciółki mają swoje życie i problemy. I co, sierociniec? Internat? Nie! Lepiej kolejne koty i szaliki. Ucieczka, ale i poczucie odpowiedzialności.

Oczywiście, Maria nie wiedziała, iż cały klub babć z Iwoną od dawna szuka dla niej męża. Kandydatów przebrnęli już wszystkich, ale ideał się nie znalazł. Więc cisza

Wszystko zmieniło się niespodziewanie. Po jednej z rozmów z Iwoną, po łzach i śmiechu, Maria zgodziła się wziąć jej dyżur. Chciała wszystko zrobić na wieczór, żeby jutro mieć czas na sklep wrzucić zdjęcie nowej sukienki Basi, misternie zrobionej i ozdobionej koronką. Miała być wizytówką sklepu.

To prawdziwa suknia ślubna, Basia! Arcydzieło!

Powiedz to moim synom! O mało jej nie zniszczyli, jak na chwilę wyszłam! Całą noc poprawiałam fason.

I właśnie o tym myślała Maria, wracając pod wieczór do domu. Schodząc po schodach, nagle się zatrzymała, przysłuchując.

Pomocy

To był cichy, ledwo słyszalny głos spośród normalnych odgłosów starego bloku. Ktoś wołał. Maria rozpoznała skąd dochodzi. Z mieszkania pani Zofii dawnej koleżanki jej mamy i matematyczki z podstawówki. To ona wyciągała Marię w najtrudniejszych czasach.

Maria choćby sekundy się nie wahała. Przeskakując po dwa stopnie, pobiegła do mieszkania przewodniczącej wspólnoty, pani Grażyny.

Pani Grażyno! Nieszczęście!

Ta bez zbędnych pytań otworzyła drzwi (klucze do starszych sąsiadek trzymała prewencyjnie, tak na wszelki wypadek) i wszyscy zastygli z przerażenia.

Pani Zofia leżała w wannie, przytomna, ale nie mogła się ruszyć. Co mogła zrobić? Próbowała krzyczeć. Usłyszała tylko Maria.

Maria wezwała pogotowie, pilnowała, dbała przez cały pobyt Zofii w szpitalu i potem przez parę miesięcy rehabilitacji. Skończyło się na tym, iż przyjęła ją do siebie bo przecież nie można zostawić człowieka w samotności ze wszystkim.

Iwona trochę narzekała na Marię, ale sama potem przychodziła robić zastrzyki i pomagała, jak trzeba. Zofia próbowała się wzbraniać i nie być ciężarem, ale widziała, iż Maria jest po prostu dobra i robi to z serca, nie z przymusu.

Tacy ludzie jak ty, najwięcej szczęścia innym przynoszą! Jesteś jak anioł, Marianno. powtarzała Zofia.

Po trochę wracała do zdrowia. Dla Marii dom przestał być pusty wracała z pracy, a tam czekał na nią raport od Zofii, której kot, Borys przemycony kiedyś przez Marię pod pretekstem, iż samotny i głodny, teraz wprowadzał terror domowy, próbując rządzić Nadziejnymi kotkami.

Nie grymaś, Borys, świat się zmienia. Dawnych haremów już nie ma śmiała się Maria.

I tak życie samej Marii nabrało nieoczekiwanego tempa i nowych barw. A wszystko zaczęło się przez wieczorne dzwonienie do drzwi.

Iwonka przyleciała? Maria zatrzymała film, który oglądały z Zofią, i poszła otworzyć.

Na progu stał nieznajomy. Zaskakująco nieprzystosowany do warszawskiego blokowiska zarost, skórzana kamizelka, znoszone dżinsy.

Kogo pan szuka?

Dobry wieczór, czy Zofia tam mieszka?

A w jakiej sprawie?

Chciałem się zobaczyć.

Wahała się przez sekundę, aż nagle czarny jak noc Borys wyleciał z pokoju i zaczął mruczeć przy butach przybysza.

Borys! Siema, stary!

Gdy tylko przytulił kota, z groźnego brodacza przemienił się w normalnego faceta i Maria już nie miała wątpliwości:

Proszę wejść!

Zofia zza rogu aż klasnęła z zachwytu.

Sławeczku! Mój chłopaku ulubiony, nareszcie wpadłeś! Co cię sprowadza?

Jadę z kumplami nad Wisłę, spotkanie motocyklowe. Postanowiłem zajechać po drodze. Dawno nie dzwoniłaś.

Och, nie miałam głowy Poznaj się Maria, mój dobry duch i przyjaciółka!

Okazało się, iż Zofia doskonale odczytała intencje swojego dawnego ucznia. Dzięki jej trikowi Maria i Sławek spędzili razem potem jeszcze dwa dni (i to nie ostatnie). Po paru tygodniach Sławek zjawił się znów. Maria była narzeczoną.

Sławek, my się znamy krótko Maria nie dowierzała, co się dzieje.

A co to zmienia? Komu my musimy się tłumaczyć? Dorośli jesteśmy.

Iwona i Basia najpierw przyjęły wiadomość z szokiem, potem z milczeniem.

Marianna, ważne jest jedno dobry człowiek? poważnie zapytała Basia.

A w moim wieku to już nie wypada być szczęśliwą? Maria roześmiała się i aż nabrała rumieńców.

Iwona oczy przecierała, wczoraj szara myszka, dziś królowa życia! I czym prędzej uzgodniły z Basią, iż zdejmują suknię ślubną ze sklepu przecież będzie potrzebna Marii!

Ślubu na taką skalę Siedlce jeszcze nie widziały. Motocyklowa kawalkada, gromada gości, a na ulicach szept:

Marianka z biblioteki wychodzi za mąż!

No i bardzo dobrze! Niech jej się wiedzie!

A po trzech latach, gdy Sławek pomógł Zofii wysiąść z samochodu, usłyszał od niej:

Sławku, idź już, przywitaj się lepiej z synem!

Maria poprawi nową sukienkę od Basi, uczesze się i zawoła fotografa:

Zdjęcie wszystkich razem! Koniecznie wszystkich! Bo dobrych ludzi nigdy za dużo.

I tak właśnie powinna wyglądać przyszłość wśród ludzi, którzy ważni są najbardziej.

©Rozległ się śmiech, błysnęły flesze, a Maria przytuliła Zofię i Sławka, spoglądając na swoje dawne koleżanki Basia trzymała za rękę bliźniaki, Iwona ściskała imponujący bukiet. Na tarasie kołysały się suszące szaliki, w ogrodzie drzemały koty, a nad głowami fruwały sikorki te same, które kiedyś misternie wyszywała.

W tym zamieszaniu Maria poczuła falę niewysłowionej wdzięczności za swoje życie, za ludzi, za codzienność pełną zwyczajnego ciepła. Zrozumiała, iż ma wszystko, czego pragnęła, choć zupełnie inaczej niż kiedyś sobie wyobrażała.

Przy kolacji głośnej, z krajanką od Basi, bigosem Iwony i gitarą Sławka ktoś rzucił pół żartem:
Marianka, twoja biblioteka to dopiero jest powieść!
A ona odparła, wycierając oczy ze śmiechu:
Tak, tylko końca tu żadnego nie widać, bo z dobrymi ludźmi każda strona jest nowym początkiem.

I podniosła kieliszek:
Za przyjaciół, za rodzinę, za szczęście, które zawsze znajdzie nas wtedy, kiedy przestaniemy go szukać.

A nad nimi cicho mruczał Borys, sikorki świergotały za oknem, a zapach kawy i zapiekanki unosił się w powietrzu zwiastując, iż w zwykłym życiu wszystkich czyhają jeszcze tysiące pięknych, nieprzewidzianych rozdziałów.

Idź do oryginalnego materiału