Nie wytrzymała
– Składam pozew o rozwód mówi spokojnie Wiesława, wręczając mężowi kubek herbaty. A adekwatnie, już złożyłam.
Wypowiada to tak zwyczajnie, jakby mówiła o czymś całkiem codziennym na przykład na obiad kurczak z warzywami.
– Mogę zapytać, z jakiego powodu Chociaż nie, nie przy dzieciach Łukasz, widząc dwie mocno zaniepokojone buźki swoich synków, zaczyna mówić ciszej i spokojniej. Czym ci zawiniłem? I choćby nie wspominam, iż dzieciom potrzebny jest ojciec.
– Myślisz, iż innego ojca im nie znajdę? kobieta demonstracyjnie przewraca oczami i uśmiecha się pod nosem. Czym zawiniłeś? Wszystkim! Miałam nadzieję, iż życie z tobą będzie spokojne jak jezioro w Mazurach, a nie jak rwąca rzeka!
– Chłopaki, wszystko zjedzone? nie chciał ciągnąć tej rozmowy przy dzieciach. Marsz się pobawić! I nie podsłuchiwać! rzuca jeszcze w ślad za nimi, znając ich niespokojną naturę. No, a teraz możemy kontynuować.
Wiesława zaciska niezadowolona usta. choćby tutaj musi rządzić! Ojcowie roku się znaleźli
– Mam tego dość. Nie chcę już codziennie spędzać ośmiu godzin w pracy, uśmiechać się do kolegów, tłumaczyć się klientom Marzę, by spać do południa, chodzić po ekskluzywnych butikach, po salonach urody. Ty tego mi nie możesz zapewnić. Koniec! Oddałam ci najlepsze dziesięć lat mojego życia
– Czy możemy sobie darować te patetyczne słowa? przerywa jej sucho Łukasz. Przypomnę, iż to ty wtedy robiłaś wszystko, by mnie sobie za męża zaciągnąć. Ja nie miałem wielkiej ochoty się żenić.
– Pomyliłam się, każdemu się zdarza.
Rozwód przebiegł gwałtownie i bez zbędnego rozgłosu. Łukasz, choć z bólem serca, zgodził się, by chłopcy zostali przy matce pod warunkiem, iż każde weekendy i wakacje będą spędzać u niego. Wiesława z łatwością przystała na tę propozycję.
Pół roku później Łukasz wprowadza swoich synów w świat swojej nowej żony. Uśmiechnięta i pełna życia Ljuba od razu zjednuje sobie chłopców, którzy nie mogą doczekać się wspólnych weekendów, czym niemiłosiernie irytują matkę.
Jeszcze bardziej denerwuje ją fakt, iż Łukasz, otrzymawszy spadek po jakimś dalekim wuju, kupuje duży dom za miastem i żyje sobie jak pan. Pracy jednak nie rzuca, wypłaca tylko symboliczne alimenty, sam jednak ubiera synów od stóp do głów i zaopatruje ich we wszelkie nowinki technologiczne. choćby te alimenty lubi mieć pod kontrolą!
Dlaczego nie wytrzymała tego pół roku? Gdyby tylko Wiesława wiedziała, jak to się wszystko potoczy Teraz pewnie wybrałaby inaczej!
Ale może wcale nie wszystko stracone?
*************************
– Może napijemy się herbatki? Tak jak kiedyś, w starych dobrych czasach kobieta zalotnie się uśmiecha, kręcąc na palcu kosmyk długich włosów. Krótka sukienka podkreśla wszystkie atuty, a makijaż zdejmuje jej kilka lat Oj, napracowała się, wygląda wprost zjawiskowo!
– Nie mam czasu odpowiada Łukasz obojętnym tonem, ledwo zerkając na byłą żonę. Chłopcy są już spakowani?
– Jeszcze coś tam szukają, pewnie im to zajmie z dziesięć minut, znam ich doskonale rozczarowana, nie daje za wygraną. Może wspólnie spędzimy Sylwestra? Kacper z Jurkiem pół dnia stroili choinkę.
– Ustaliliśmy w sądzie wakacje i święta są moje. My będziemy świętować w uroczym pensjonacie w górach, Ljuba wszystko zorganizowała: i śnieg, i narty, i snowboard
– Ale przecież to rodzinne święto
– No właśnie świętujemy jako rodzina. Będziesz protestować wystąpię o pełną opiekę nad chłopcami.
Ledwie za byłym mężem i szczęśliwymi dziećmi zamyka się drzwi, Wiesława w furii tłucze na kawałki drogi serwis kawowy, prezent ślubny od Łukasza. Ljuba znowu ta Ljuba! Czego ona się ciągle wtrąca? Wiecznie udaje taką szczęśliwą z chłopcami, a pewnie dni liczy, by wrócili do matki. Kto jak kto, ale Wiesława zna swoje pociechy nie są to aniołki!
A może właśnie To jest pomysł. Uśmiecha się z satysfakcją. To jeszcze nie koniec! Już niedługo pieniądze Łukasza będą tylko jej
********************
– A co to ma znaczyć? Łukasz podnosi brwi, widząc walizki przy drzwiach.
– Jak to co? To rzeczy Kacpra i Jurka odpowiada sucho Wiesława, lekko popychając ciężką walizę, która się chwieje. Uznałam, iż skoro poukładałeś sobie życie, to i ja muszę. Ale chyba wiesz, nie każdy facet zgodzi się wychować cudze dzieci, więc chłopcy będą mieszkać u ciebie. Byłam już w opiece społecznej, uprzedziłam ich, formalności załatwisz już sam. Ja wyjeżdżam na urlop z bardzo obiecującym adoratorem.
Zostawiając oszołomionego mężczyznę w drzwiach, Wiesława spokojnie kieruje się do czekającego na nią auta. Ciekawe, ile wytrzyma ta święta Ljubcia? Tydzień? Dwa? Raczej dwa. A Łukasz, mając do wyboru dzieci czy nową żonę, na pewno wybierze synów. I wróci do niej. Razem z całymi pieniędzmi
Mijają dwa tygodnie, potem miesiąc, jeszcze jeden Żadnego telefonu z żądaniem, by przyszła po dzieci. A według rozmów z synami, Ljuba ani razu nie podniosła na nich głosu! Niemożliwe Te jej dwa urwisy nagle stały się grzeczne jak aniołki? Naprawdę?
– Jak się sprawują chłopcy? Nie zmęczyliście się jeszcze? w końcu Wiesława nie wytrzymuje i dzwoni do byłego męża.
– Są cudowni, pomagają, nie broją, naprawdę skarby głos Łukasza wyraźnie ciepleje na dźwięk tematu dzieci. Złote dzieciaki!
– Tak? zaskoczona przeciąga Wiesława. U mnie zawsze były z nimi same kłopoty
– Bo trzeba poświęcać im czas odpowiada z pogardą Łukasz. A ty ciągle tylko w tym telefonie I przy okazji, informuję cię: przeprowadzamy się. Jak będziesz chciała, przywiozę chłopców na ferie.
– Ale to też moje dzieci!
– Sama zrzekłaś się wszystkich praw śmieje się wprost Łukasz. Ale z ciebie matka!
Wiesławie pozostaje tylko gryźć się w łokieć ze złości. Męża nie odzyskała (a adekwatnie, jego pieniędzy), nowy adorator gwałtownie się jej znudził, a dzieci będzie widywać coraz rzadziej. Chociaż może to i na rękę, tak bardzo przywykła już poświęcać czas tylko samej sobie.
Co za niesprawiedliwość! Wytrzymać dziesięć lat i zejść z trasy na pół roku przed dostatnim życiem
To naprawdę niesprawiedliwe.





