Nie wytrzymała
Składam pozew o rozwód powiedziała Monika, wręczając mężowi kubek herbaty. A adekwatnie, już złożyłam.
Zrobiła to w tak zwyczajny sposób, jakby mówiła o tym, co na kolację. Coś w stylu: będzie dziś schabowy z buraczkami.
Mogę spytać, od kiedy Ech, dobra, nie przy dzieciach Piotr, widząc dwie zaciekawione buźki synów, ściszył głos. Czym ci zawiniłem? I to choćby nie wspominając, iż dzieciom ojciec jest potrzebny.
Myślisz, iż nie znajdę innego? Monika teatralnie przewróciła oczami i parsknęła. Czym zawiniłeś? Tak adekwatnie wszystkim! Marzyłam, iż życie z tobą będzie jak cichy mazurski staw, a tymczasem to szalone jak zbrudna Wisła wiosną!
Chłopaki, już po obiedzie? nie miał ochoty kontynuować tej rozmowy przy synach. Marsz się pobawić. I nie podsłuchiwać! dorzucił na odchodne Piotr, dobrze znając ich temperament. Teraz możemy pogadać.
Monika zacisnęła usta. choćby teraz rządzi. Taki z niego tata roku
Mam dość takiego życia. Nie chcę codziennie harować po osiem godzin, uśmiechać się do koleżanek z biura, czarować klientów Chcę wylegiwać się do południa, chodzić po butikach i do kosmetyczki. A ty mi tego nie dasz. Wystarczy! Oddałam ci najlepsze dziesięć lat życia…
Możesz bez tych wzniosłości? przerwał jej Piotr, jeszcze jako mąż. Przypomnę, iż to ty dziesięć lat temu robiłaś wszystko, żebym się z tobą ożenił. Ja wcale do ślubu się nie paliłem.
Każdemu się zdarza pomyłka.
Rozwód był szybki i cichy. Piotr z bólem serca zgodził się, żeby synowie: Tomek i Kuba, mieszkali z Moniką, pod warunkiem iż w każdy weekend mają być u niego. I w ferie też. Monika zgodziła się bez mrugnięcia okiem.
Już pół roku później Piotr przedstawił synom swoją nową żonę. Zawsze roześmiana i pełna energii Lubomira od razu podbiła serca chłopaków. Chłopcy czekali na weekendy z niecierpliwością, doprowadzając tym matkę do szału.
Jeszcze bardziej denerwowało ją, gdy Piotr odziedziczył w spadku po jakimś dalekim wujku sporą sumkę, kupił dom za miastem i żyło mu się jak pączkowi w maśle. Co gorsza, z pracy się nie zwolnił, alimenty płacił niewielkie, osobiście kupował chłopakom buty, ciuchy i wypasione gadżety. Do tego jeszcze miał czelność nadzorować wydatki!
Po co ona się tak spieszyła z tym rozwodem? Gdyby Monika wiedziała, iż tak się potoczy Teraz to by się wstrzymała!
A może jeszcze nie wszystko stracone?
**************************
Może wpadniesz na herbatę? Jak za dawnych, dobrych czasów Monika uśmiechnęła się promiennie, przy okazji zakręcając na palcu pasmo długich włosów. Krótka sukienka podkreślała jej atuty, makijaż odjął kilka lat Oj, napracowała się, żeby wyglądać olśniewająco!
Nie mam czasu Piotr rzucił pustym wzrokiem na byłą żonę. Chłopcy są spakowani?
Jeszcze coś szukają, trochę im zejdzie, dobrze wiem jak to jest Monika, choć rozczarowana, nie zamierzała się poddawać. Może spędzimy Sylwestra razem? Tomek z Kubą pół dnia ubierali choinkę!
Uzgodniliśmy w sądzie, iż ferie są moje. A Sylwestra spędzimy w cudownej wiosce pod Zakopanem śniegu po pas i można jeździć na nartach albo snowboardzie. Lubomira już wszystko zorganizowała.
Ale przecież to rodzinne święto
I właśnie dlatego spędzamy je RAZEM, rodzinnie. Gdybyś stawała okoniem, oddam sprawę do sądu, chłopcy będą tylko u mnie.
Ledwie drzwi zatrzasnęły się za byłym mężem i roześmianymi synami, Monika w furii rozwaliła porcelanowy serwis, prezent ślubny. Lubomira Znowu ta Lubomira! Co ona sobie myśli? Udaje, iż aż płonie szczęściem przy dzieciach, a na pewno odlicza dni do ich powrotu. Kto, jak nie Monika, wie, jakie to urwisy i marudy!
Ale zaraz to może być pomysł! Monika uśmiechnęła się chytrze. Jeszcze wszystko może się odwrócić. Niedługo pieniążki Piotra znów mogą być w jej rękach
**********************
A co to ma być? Piotr uniósł brew na widok walizek pod drzwiami.
Jak to co? Rzeczy Tomka i Kuby Monika kopnęła jedną, aż się zachwiała. Skoro ty już masz poukładane życie, muszę zadbać o swoje. Ale wiesz, nie każdy facet zechce cudze dzieci. Teraz mieszkają z tobą, zgłosiłam to w opiece, dokumenty do załatwienia to już twój problem. Jadę na urlop z bardzo perspektywicznym adoratorem.
Zostawiwszy osłupiałego Piotra z synami, Monika wolno pomaszerowała do czekającego pod klatką auta. Ciekawe, na ile ta święta Lubomira wytrzyma? Tydzień? Dwa? Na pewno nie dłużej. Piotr, wybierając między dziećmi a żoną, z pewnością wybierze synów. I wróci. Razem z całym kontem
Minęły dwa tygodnie. Miesiąc. Dwa. I nic żadnego telefonu z żądaniem odebrania dzieci. A z rozmów z chłopakami wynikało, iż Lubomira ani razu nie podniosła na nich głosu! Jak to możliwe? Dwaj diabełki nagle stali się aniołkami? Niemożliwe!
Jak chłopcy się zachowują? Już masz ich dość? Monika w końcu zadzwoniła do Piotra.
Są świetni, grzeczni, pomagają, słuchają się nas głos Piotra natychmiast złagodniał, gdy rozmowa zeszła na dzieci. Po prostu skarby!
Naprawdę? Monika nie kryła zdziwienia. U mnie ciągle rozrabiali
Bo z dziećmi trzeba się zajmować, a nie siedzieć non stop w telefonie prychnął Piotr. A tak przy okazji: wyprowadzamy się. Jak chcesz, możesz chłopaków zobaczyć w ferie.
Ale to też moje dzieci!
Sama przekazałaś mi do nich prawa Piotr roześmiał się szczerze. Matka roku, nie ma co.
Monice pozostało tylko gryźć paznokcie. Męża nie odzyskała (a raczej jego pieniędzy), nowy zalotnik też się ulotnił, a chłopcy będą teraz daleko. Choć szczerze mówiąc, chyba nie będzie jej ich bardzo brakowało dobrze w końcu poświęcić czas samej sobie.
Co za niesprawiedliwość! Wytrzymać dziesięć lat i odpaść tuż przed metą, tuż przed zapewnionym, wygodnym życiem
Niesprawiedliwe…








