„Nie wymyśliłam nic” w Splot Gallery w Sopocie

magazynszum.pl 4 dni temu

Chciałabym, aby uwierzył mi, iż ten świat istnieje naprawdę, nie wymyśliłam nic.
Józefa Wnukowa

Według prof. Józefy Wnukowej termin „szkoły sopockiej” nie oznaczał wyłącznie nazwy uczelni utworzonej w 1945 roku w Sopocie czy kierunku artystycznego, dla niej było to określenie postawy artystycznej. Wspólną cechą, która wyróżniała członków grupy, był osobisty i emocjonalny stosunek do rzeczywistości. Zula Strzelecka w 1950 roku otrzymała absolutorium Państwowej Szkoły Sztuk Plastycznych w Sopocie w specjalności: tkanina i malarstwo. Strzelecka wśród najważniejszych dla siebie profesorów do końca życia wymieniała prof. Wnukową.

Obie artystki tworzyły tkaniny artystyczne, gobeliny, obrazy, czy jak w przypadku Zuli Strzeleckiej – pasy słuckie. W swoich praktykach nawiązywały do tradycji ornamentu i dziedzictwa regionalnego. Uczestniczyły w odbudowie Gdańska i zajmowały się freskami, mozaikami czy dekoracjami kamienic. Pracowały z rzemiosłem, a ich sztuka osadzała się w kontekście społeczno-kulturowym. Dla Wnukowej i Strzeleckiej tkaniny często miały wymiar dekoracyjny oraz użytkowy, w swoich pracach wykorzystywały ornamenty i pielęgnowały tradycyjny warsztat. Jednak w spuściźnie artystek możemy dostrzec przebijające się motywy osobiste, natura i zwierzęta wielokrotnie stawały się ważnymi elementami ich dzieł.

„Nie wymyśliłam nic”, widok wystawy, Splot Gallery, fot. Anna Bobrowska
„Nie wymyśliłam nic”, widok wystawy, Splot Gallery, fot. Anna Bobrowska
„Nie wymyśliłam nic”, widok wystawy, Splot Gallery, fot. Anna Bobrowska
„Nie wymyśliłam nic”, widok wystawy, Splot Gallery, fot. Anna Bobrowska
„Nie wymyśliłam nic”, widok wystawy, Splot Gallery, fot. Anna Bobrowska
„Nie wymyśliłam nic”, widok wystawy, Splot Gallery, fot. Anna Bobrowska
„Nie wymyśliłam nic”, widok wystawy, Splot Gallery, fot. Anna Bobrowska
„Nie wymyśliłam nic”, widok wystawy, Splot Gallery, fot. Anna Bobrowska
„Nie wymyśliłam nic”, widok wystawy, Splot Gallery, fot. Anna Bobrowska
„Nie wymyśliłam nic”, widok wystawy, Splot Gallery, fot. Anna Bobrowska

Karolina Balcer i Irmina Staś w swoich praktykach również korzystają z tradycyjnych tkanin, używając ich do reinterpretacji współczesnych motywów. W praktyce artystek tkanina pojawia się jako część instalacji, Balcer i Staś adaptują i wykorzystują tradycyjne medium, podejmując tematy trudne. Odnoszą się do relacji rodzinnych, międzyludzkich czy międzyzwierzęcych, do tożsamości i więzów krwi, przestrzeni pomiędzy życiem a śmiercią czy komercjalizacji sztuki.

Wystawa przygląda się wpływom społecznym, historycznym i kulturowym. Wychodząc od spuścizny szkoły sopockiej i Józefy Wnukowej, ukazuje, jakie znaczenie ma tkanina we współczesnym świecie. Zula Strzelecka staje się tu pomostem między dawną dyscypliną a współczesną swobodą pracy z materiałem. Różne generacje splatają się ze sobą, trochę przypadkiem, a trochę przez wspólne poczucie materii i wrażliwości. Wystawa nie buduje sztywnej genealogii, jedynie podgląda, jak medium, jakim jest tkanina, potrafi przetrwać zmianę języków. Nie wymyśliłam nic zaznacza moment, w którym tkanina przestaje być „rzemiosłem”, a staje się dziełem sztuki. W tle cały czas pracuje duch Sopotu: szkoły prekursorki, która zostawiła zaskakująco szeroki ślad w myśleniu o materiale i formie. Zderzenie z artystkami współczesnymi, Irminą Staś i Karoliną Balcer, które wykorzystują tkaninę w sztuce konceptualnej jako medium krytyczne, staje się ważnym kontekstem wystawy.

Idź do oryginalnego materiału