– Nie udało wam się dobrze wychować dzieci. A u Szymka Nikita…

polregion.pl 4 dni temu

Nie udało się wam normalnie dzieci wychować A zobacz na Michała wzór do naśladowania!

Wiola na początku nie rozumiała, czemu mama zaczęła się jej czepiać. Wydawało się, iż jeszcze niedawno wszystko było okej, szczególnie w dzieciństwie. To ona była dumą rodziców, stawiano ją za przykład starszemu bratu i za wszystko chwalili.
Mieli tak przeciętnie ani bogaci, ani biedujący. Wszystko, co potrzebne, było na miejscu, na większe zakupy rodzina odkładała. Był choćby samochód, taki używany, ale ojciec umiał naprawić, jak coś się psuło.

Po liceum brat, Michał, dostał się na Politechnikę Warszawską. Sporo kasy na niego szło czesne, wynajem, jedzenie
Wiola widziała, iż rodzicom coraz trudniej było podołać wydatkom, oszczędzali na wszystkim. Niedługo ona też miała iść na studia tylko dwa lata różnicy było między nią a Michałem.

Drugiej warszawianki sobie nie utrzymamy, przecież mamy uczelnię u nas w Lublinie idź tu, córeczko oznajmili rodzice.
Wiola została w Lublinie, poszła na uczelnię, a potem znalazła pracę najpierw jako kurier w weekendy, potem jako kelnerka w kawiarni pod blokiem. Studiowała dziennie na państwowym, na ciuchy zarabiała sama, czasami przynosiła jeszcze coś do domu na obiad.

No proszę, Wiolcia, potrafisz się zapewnić sama! Pracujesz, pomagasz. A Michał, no cóż On nie wyrabia z nauką i robotą, ciężko tam ma. Warszawa wyzwania.
Też się męczę, czasami do nocy prace zaliczeniowe robię.
To nie to samo, córeczko. Jesteś w domu to zawsze łatwiej.

Brat ukończył studia, zaczął szukać pracy. Po co wracać do Lublina, przecież w stolicy jest szansa, żeby się wybić. Tylko iż z jego wymaganiami roboty nie było. Zwykła praca go nie zadowalała. Znowu rodzice go wspierali.
On musi się zaczepić, później się już wszystko ułoży powtarzali.
I, powiedzmy, udało się. Michał w końcu znalazł pracę, a potem *nagle* się ożenił z córką swojego szefa. Tak wyszło trochę szybko
Pojawił się synek, więc już naprawdę się zadomowił w Warszawie. Teściowie podarowali im mieszkanie, Michał awansował, pensję mu podnieśli. Miał fart. Rodzice wyraźnie odetchnęli.

Wiola też wyszła za mąż, może nie za syna dyrektora, tylko za zwykłego faceta Adama. Na mieszkanko sami odkładali, choć i tak nie w Warszawie.
Najpierw urodziła się córeczka Zosia, potem nagle bliźniaki Staś i Paweł. Myśleli, iż to będzie drugi bobas, a tu od razu dwóch! Ciężko było, ale nie narzekali. Dzieciaki rosną, chodzą do szkoły, dają radę.

Rodzice po trzydziestu pięciu latach małżeństwa stwierdzili, iż trzeba urządzić porządną rocznicę. Dwudziestą piątą przegapili, trzydziestą też, bo ciągle brakowało pieniędzy ale teraz postanowili, iż zaszaleją.
Przyjechał Michał z synem żona była zajęta, ale przesłała prezent kartę podarunkową do sklepu AGD, żeby kupić zmywarkę.
Michał zawczasu zajął się wyborem, zamontował sprzęt i wieczorem mama paradowała po domu, wszystkim pokazywała nową zmywarkę. Po obiedzie nie trzeba było zmywać maszyna wszystko zrobi.
Prezent od Wioli i jej rodziny jakoś zniknął w tym zachwycie nad zmywarką. Rodzice dostali od Violi wczasy nad morzem, taki miodowy miesiąc po latach, ale to przy zmywarce wydało się mniej ważne.
Pojechali, podziękowali, ale między słowami rzucili, iż to takie lekkie szastanie pieniędzmi. Wypoczynek się tylko skończył, a zmywarka została.

Potem się zaczęło Przy każdej okazji mama rzucała teksty o tym, jaki jej syn jest wspaniały. Mieszka w Warszawie no to klasa, kariera, własne mieszkanie, żona, dziecko i do tego jedno!
Patrz, Michał ma jedno dziecko, nie trójkę jak wy! Po co aż tyle dzieci? To teraz łatwo, a potem? A Michał?
Michał ma apartament pełen nowości, odkurzacz sam sprząta, światło się samo włącza i gaśnie, posiłki mu dowożą, pani sprzątająca przychodzi

Mamo, ja wszystko sama potrafię i dzieci, i Adam pomagają.
Ale Michał
Ale u Michała
Ale twój brat

Czas leciał, dzieci Wioli już nastolatki i dorośli się robili. Do Warszawy nie chcieli iść na studia, za to wszystkie pokończyły studia w Lublinie.
I tutaj mama znów się odezwała:
Nie udało się wam dzieci porządnie wychować Zobacz, Michał ma Nikodema.
Mamo, mamy dobre dzieci, a o Nikodemie to może wcale nie wiesz wszystkiego. Byliśmy u nich, widziałam, nie tak różowo, jak mówisz.
Nie gadaj tak, skoro wam nie wyszło, to dzieciom tym bardziej. Z biedy się rodzi bieda!
Jasne, mamo, nic ze mnie nie wyszło dobra praca, ale nie w Warszawie, mąż zaradny, ale nie ten, dzieci z wyróżnieniami, ale tu lokalnie!
Mieszkanie z super remontem, tyle iż pani sprzątającej nie mamy. Tylko odkurzacz, zmywarka i światło sami na pstryczek.
Pomagamy wam, ale nie tak jak Michał. On choćby grosza nie wyśle na leki, bo wydatki za duże!
On wyszedł na ludzi, a ty na nikogo!

Kiedyś Michał przyjechał do Lublina. Mama myślała, iż odwiedzić, a okazało się, iż na stałe. Żona wniosła pozew o rozwód, w firmie teścia został zwolniony, z synem kłopoty.
W Lublinie roboty nie znalazł, choćby jak była, to nie dorównywała warszawskiej kasie.
Wiola, stwierdziliśmy, iż Michał musi otworzyć firmę. On się nadaje. Przecież nie pójdzie pracować jako zwykły inżynier po Warszawie, nie? mama powiedziała pewnego dnia.
Skoro stwierdziliście, to róbcie.
No, ale od ciebie też trzeba pomocy. Pieniądze, kredyt. U was przecież nic nie potrzeba, nie w Warszawie jesteście.
Ale Michał też już nie jest w Warszawie! Może czas wrócić na ziemię?
Tobie nic nie potrzeba, a jemu trzeba, on
Mamo, dzieciom pomagamy, wam pomagamy. Niedużo, ale każdemu po trochu. Sami musimy samochód wymienić i na drobiazgi mieć.
Auto poczeka. Pieniądze dla Michała ważniejsze.
Wiem, mamo. Michał zawsze był najważniejszy. Jak tylko pojechał do stolicy, to tylko o nim mowa. Ja nie chciałam do Warszawy, a choćby tu nie było wsparcia.
Dom twoich dziadków poszedł na utrzymanie twojego brata, samochód po dziadkach jeździł do Warszawy, bo Michał koniecznie musiał mieć.
Prosiłam kiedyś o pożyczkę na wózek bliźniaczy dla chłopaków. Na pożyczkę nie daliście! Myślisz, iż się u niego zatrzymywaliśmy w Warszawie? Tylko paczki od was mu woziliśmy. Spaliśmy w hotelu, bo żonie brata się nie spodobaliśmy przecież jesteśmy prowincja!
Już się rozwiódł i potrzebuje wsparcia. choćby mieszkania nie ma.
Ani auta, syn mu skasował.
Nie roztrząsajmy jego problemów, po prostu mu pomóżmy.
Nie, mamo! Tu też jest robota, są normalne pensje. Może dla Michała niewielkie, ale dla nas okej. Co mu mogę dać? Parę złotych? Kasę na biznes, potem na auto, potem na mieszkanie
Jakoś wstyd, żeby człowiek sukcesu brał pieniądze od biednej siostry z Lubelszczyzny, która choćby człowiekiem się nie stała.
A dlaczego tak do mnie mówisz?
Spokojnie, mamo. Wiesz, co zauważyłam? Że człowiekiem w oczach rodziców jest tylko Michał. Teraz siedzi z wami, więc niech wam pomaga. Przyszła na niego kolej.
Wiola! Chcesz, byśmy musieli sprzedać mieszkanie! Wiesz, co robisz?
Ja zmuszam? Tylko zadbajcie, by starczyło wam na jakąkolwiek kawalerkę.

Rodzice sprzedali mieszkanie, kupili starą jednopokojówkę, a resztę kasy dali Michałowi pojechał z tym do Warszawy. Po co mu Lublin, jakaś prowincja?
Biznesu nie było, a w oczach mamy Michał dalej był człowiekiem. Mama tylko mocniej wypominała Wioli jej nijakość i prosiła o pomoc. Na remont już się nie zgodziła:
Wiem, iż mieszkanie i tak dostanie brat, to niech on się stara! Przecież on jest tą wielką osobą!

Kasa Michałowi znów się skończyła, wrócił do rodziców. W kawalerce ciasno, ale co zrobić?
Na składanym łóżku w kuchni ale był człowiekiem sukcesu Okazało się, iż rodzice postawili na złego konia. Tak to bywa, co?
Ciekawa jestem, co o tym myślisz? Daj znać w komentarzu i wrzuć lajka!

Idź do oryginalnego materiału