NIE TEN ALEKSY Laleczka stała przed lustrem i już trzeci raz zmieniała kolczyki. — No i co, Guzic…

polregion.pl 16 godzin temu

NIE TEN PIOTR

Laleczka stała przed lustrem i już trzeci raz zmieniała kolczyki.
No i co, Łatka? zagadnęła do swojego psa te czy tamte?
Łatka tylko ziewnęła.
Dzięki za wsparcie.
Rzuciła okiem na zegarek. Jeszcze pół godziny.
Dziwne podenerwowanie. Zwykle trzymała się pewnie adoratorzy sami wokół niej krążyli. A tu
Bzdury, zdecydowała, jeszcze raz poprawiając fryzurę. Jesteś najlepsza!
Może to wszystko przez to, iż jeszcze nie widziała Piotra? Trzy tygodnie rozmów przez telefon ani jednej randki.
Trzy tygodnie i ani razu nie udało mi się go zagadać przeszło jej przez myśl, uśmiechnęła się krzywo.
Laleczka westchnęła, chwyciła torebkę.
Pora.

TRZY TYGODNIE WCZEŚNIEJ

Boże, kiedy ty się w końcu wyprowadzisz i wyjdziesz za mąż! westchnął przy kolacji tata-neurochirurg.
Wrócił właśnie po wielogodzinnej operacji, liczył na spokojny wieczór przy Lemie, a tu Laleczka już pół godziny nawijała bez przerwy, porównując Pilipiuka z Asimovem.
Tato, przecież sam mówiłeś, iż Lem to geniusz
Mówiłem. Chodź, pogadamy innym razem? Teraz chcę ciszy.
Laleczka obraziła się na całe trzy minuty.
A właśnie, a propos zamążpójścia, ożywił się nagle ojciec. Pamiętasz doktora Koperskiego, szefa w przychodni, gdzie dorabiałem?
No?
Ma syna. Podobno porządny chłopak. Chciał twój numer, żebyście się poznali. Podałem mu.
Laleczka skrzywiła się, bo te umawiane znajomości to już chyba tylko dla starych panienek i dziewczyn, którym się kompletnie nie poszczęściło. A ona przecież tak nie wyglądała.
Ale sprzeciwić się ojcu nie wypadało.

PIERWSZY TELEFON

„Porządny chłopak” odczekał parę dni i zadzwonił.
Halo?
Dzień dobry, tu Piotr. Tata pewnie mówił?
Mówił, odburknęła Laleczka chłodno, choć głos był całkiem przyjemny.
Tata bardzo panią chwalił. Mówił, iż pani jestniezwykła.
Oj, chyba przesadza, zaśmiała się. Zwykła studentka. Drugi rok na medycynie dziecięcej. A pan?
Pierwszy. Chcę być chirurgiem
Wszystko jasne to tłumaczyło lekko zadufany ton.
Gadali godzinę.
Potem jeszcze dwie.
Potem codziennie.
Piotr opowiadał o swojej kocie Felce, o miłości do fantastyki i swoich kompleksach czy nie za chudy, czy nie za blady, czy nie wygląda na zbyt zmęczonego.
Laleczka słuchała, ale czasem myślała:
Ej, to w sumie moja rola.
I ledwo się powstrzymywała, żeby nie rzucić: „Piotrek, rozluźnij się już!” (zwłaszcza iż nie cierpiał zdrobnień).
Ale poza tym wszystko jej się podobało.

SPOTKANIE POD METREM „CENTRUM”

W końcu umówili się zobaczyć.
Pod metrem „Centrum”, bo gdzie indziej?
Najpierw kino na nowy film, potem spacer do kawiarni lodowej „Kosmos” przy Marszałkowskiej.
Co będzie dalej się okaże.
Laleczka wyskoczyła z wagonu i gwałtownie się rozglądnęła.
Tłum, zgiełk, specyficzny zapach metra.
No i jest on wysoki, przystojny, z bukietem róż.
Stoi przy kolumnie i wytrzeszcza oczy za każdym pociągiem.
Podchodzi zdecydowanie:
Piotr?
Chłopak drgnął, spojrzał zdezorientowany:
Przepraszam, a pani to
Laleczka, odparła poważnie, wyciągając dłoń na pożegnanie czy pod pocałunek, sama nie wiedziała.
Pewnie aż oniemiał od mojego uroku, mrugnęła w duchu. Znów przeszedł na „pani”
Zamarł.
Laleczka? powtórzył niepewnie. Tylko ja
Chodźmy! złapała go za rękaw. Muszę jeszcze odebrać rezerwację!
Ale ja chciałem powiedzieć
Pogadamy później! ciągnęła go do wyjścia.
Spojrzał jeszcze za siebie na peron, jakby kogoś tam szukał ale Laleczka już wywlekła go w tłum.
Bukiet róż dalej tkwił w jego ręce.
Spojrzał na kwiaty, potem na nią i skapitulował.
No dobra, mruknął cicho. Idziemy.

KINO I LODY

Film się spodobał.
Laleczka doceniła stylowy płaszcz chłopaka i ten ekstrawagancki szalik zrobiony przez mamę ewidentnie był z niego dumny.
Miły zapach francuskiej wody kolońskiej.
Przepyszne lody z chrupiącą polewą w „Kosmosie”.
No i zgodność poglądów praktycznie we wszystkim.
No, powiedzmy głównie to Laleczka nadawała, a on patrzył na nią dużymi, ciemnymi oczami, kiwał głową i potwierdzał.
Od czasu do czasu kładł swoją dużą, ciepłą dłoń na jej malutkiej ręce, wymachującej przy gestykulacji.
Cóż za męskość, cóż za seksapil!
Wiesz, powiedział, gdy szli wieczorną Nowym Światem jesteś taka zawahał się.
Jaka? aż się wyprostowała.
Taka żywa. Bezpośrednia.
W odpowiedzi posłała mu najbardziej urzekający uśmiech na jaki było ją stać.
Była zakochana.

TRZY MIESIĄCE PÓŹNIEJ

Romans rozkręcił się w tempie ekspresowym.
Spotykali się niemal codziennie, dzwonili do siebie nie gorzej niż konsultant z banku (czasy bez telefonów, trzeba było sobie radzić).
Po trzech miesiącach Piotr oznajmił, iż kocha Laleczkę, bez niej żyć nie może i w ogóle to chce się z nią ożenić.
Laleczka, dla przyzwoitości przez dziesięć minut udawała wahanie, po czym ochoczo się zgodziła.
Muszę cię przedstawić rodzicom, stwierdził narzeczony.
Oj nie, poczekajmy z tym, przestraszyła się.
Choć rodzina aż się paliła, żeby wydać ją za mąż, to jednak była bardzo wybredna wobec kandydatów.
Zwłaszcza babcia.
Dla niej nikt nie był dość dobry dla jej wnuczki a rodzice zwykle się z nią zgadzali.
O rezygnacji z Piotra Laleczka nie myślała.
Z jego rodzicami też nie spieszyła się poznawać żeby jedni drugich nie uprzedzali.

URODZINY TATY

Okazja nadarzyła się po kilku tygodniach.
Tata, co nigdy nie lubił większej imprezy, postanowił z okazji swoich 55. urodzin zrobić mały obiad i zaprosić kilku gości.
Laleczka zapowiedziała tajemniczo, iż przyjdzie nie sama.
Goście się już niemal zeszli, gdy Laleczka wprowadziła narzeczonego z wiązanką goździków i francuskim koniakiem pod pachą.
Tato, poznaj, proszę zaczęła uroczyście, z lekkim speszeniem.
Zadzwonił telefon.
Poczekaj, zaraz wracam ojciec pobiegł do słuchawki.
Wrócił po chwili, nieco zdyszany:
To był Koperski pytał o drogę od metra. Jak dobrze, iż przyjdzie. Już myślałem, iż mi nie wybaczył, kiedy nie pojawiłaś się na spotkaniu z jego synem!
Laleczka zamarła.
Nie pojawiłam się?!
Tata spojrzał na nią zdumiony:
No tak. Dzwonił do mnie syn czekał na ciebie pod „Centrum” dwie godziny. Z kwiatami. Ale ty nie przyszłaś.
Laleczka powoli obróciła się do Piotra.
Stał przy drzwiach blady, z wiązanką goździków patrząc na nią z miną winnego psiaka.
Zaraz wrócimy, wysyczała do zaskoczonego ojca.
Złapała Piotra za rękaw i zaciągnęła do swojego pokoju.

PRAWDA

Laleczka zatrzasnęła drzwi.
Odwróciła się do niego:
Czekaj powiedziała powoli, jakby bała się, iż źle zrozumie. Jak to „nie pojawiłam się”?
Piotr milczał.
Ty nie jesteś Piotr Koperski?
Pokręcił głową.
Nie
To kim ty jesteś?
Piotr Sokołowski. Kolega mnie umówił z dziewczyną Justyną. Czekałem na nią na „Centrum”. Przyszłaś ty i
I po prostu cię porwałam, podsumowała Laleczka.
Stali w pokoju, patrząc na siebie w ciszy.
Chciałem wyjaśnić, powiedział. Już tamtego dnia. W drodze do kina. Ale nie słuchałaś mnie.
Ja nigdy nie słucham, przyznała. Mam specjalny dar.
Łatka zapiszczała żałośnie pod drzwiami.
Laleczka usiadła na łóżku.
I co teraz?
Piotr patrzył na nią długo, poważnie aż za bardzo, jak na jego styl.
Potem ukląkł przy niej.
A mnie wszystko jedno, powiedział czy z przypadku, czy przez czyjegoś tatę. Kocham cię i chcę, żebyś została moją żoną. Bez komplikacji, na serio.
Laleczka z ulgą się uśmiechnęła.
No dobra. To chodź, poznasz moich rodziców. Ale ostrzegam: rodzinka niełatwa.
Moi też nie są święci. Do tego kot z charakterkiem.
Damy radę!
Wyszli z pokoju.
W salonie już czekali goście a wśród nich, świeżo przybyły, doktor Koperski z synem.
Wysoki. Przystojny. Z bukietem róż.
Laleczka spojrzała na prawdziwego Piotra Koperskiego.
Potem na swojego Piotra, bladego, z tymi nieszczęsnymi goździkami.
Nie, pomyślała, nie ten.
I wybuchnęła śmiechem tym razem już zupełnie szczerze.
Tato, zagaiła, mam dla ciebie nowinę. DługąTata spojrzał na nią pytająco, reszta gości zamilkła w oczekiwaniu na ogłoszenie. Laleczka ujęła Piotra za rękę i z rozbrajającą szczerością wypaliła:

Nie ten Piotr, co miał być, ale chyba ten, co być powinien.

Przez sekundę trwała zawstydzona cisza, a potem babcia, która do tej pory podchodziła do każdego kandydata jak do podejrzanego pacjenta, uśmiechnęła się pod nosem:

Ważne, żeby był z sercem mruknęła, a reszta wybuchła śmiechem.

Na chwilę wszystko pomyłki, oczekiwania, urazy przestało mieć znaczenie. Wszyscy śmiali się razem, choćby Łatka szczeknęła z aprobatą, a Laleczka poczuła, iż los czasem plącze ścieżki tylko po to, żebyśmy w końcu trafili na te adekwatne.

Tego wieczoru, stojąc obok Piotra, patrząc na dom pełen przyjaciół i rodziny, pomyślała z czułym rozbawieniem: czasem najpiękniejsze historie zaczynają się od największej pomyłki. A reszta? To już niech sobie układa każdy po swojemu byle z odrobiną odwagi, uśmiechu i szczerego śmiechu.

Idź do oryginalnego materiału