Nie ta panna młoda. Valerek był rozchwytywanym wodzirejem – nie reklamował się w gazetach ani w telewizji, a mimo to o jego talencie szeptano sobie z ust do ust. Prowadził koncerty, wesela, jubileusze, a choćby przedszkolne zakończenia roku, zdobywając serca dzieci i ich mam. Wszystko zaczęło się przypadkiem, gdy na ślubie przyjaciela nie pojawił się zamówiony wcześniej wodzirej – Valerek wziął mikrofon i poprowadził uroczystość z takim sukcesem, iż od razu dostał następne zlecenia. W dzieciństwie grał w szkolnych przedstawieniach, był aktywny w teatrze „Logos”, na studiach należał do kabaretu i regularnie uczestniczył w „Juwenaliach”. Z czasem imprezy zaczęły przynosić choćby dziesięć razy więcej dochodu niż praca w naukowym instytucie, więc Valerek rzucił etat, zainwestował w sprzęt, założył własną działalność i zaczął podbijać świat rozrywki – uczył się śpiewu, trzy razy w tygodniu dorabiał jako piosenkarz w jednej z restauracji. W wieku trzydziestu lat miał już pozycję, pieniądze i uznanie, ale cały czas był kawalerem – nie widział powodu, by się wiązać, skoro kobiety same się do niego garnęły. Jednak wraz z nastaniem rodzin i dzieci wśród przyjaciół sam zaczął marzyć o spokojnym, trwałym związku. Próbował znaleźć idealną partnerkę, myślał nawet, żeby „wychować sobie żonę” ze szkolnej znajomej, ale żadna dziewczyna nie spełniała jego oczekiwań. Aż los zrobił mu psikusa… Wszystko zaczęło się niewinnie – zadzwoniła pewna kobieta w sprawie prowadzenia wesela 17 czerwca. Spotkanie przebiegło pomyślnie, a sama Ksenia okazała się tak charyzmatyczna i piękna, iż Valerek stracił dla niej głowę. Była inteligentna, konkretna, idealne połączenie wyglądu i charakteru – i choć na oko wydawała się mieć około 25 lat, rozmowa ujawniła, iż jest znacznie starsza. Po podpisaniu umowy pojawił się narzeczony, młodszy od Valerka, i… cały świat się zawalił. Od tego momentu Valerek nie mógł przestać o Kseni myśleć, szukał pretekstu, by do niej zadzwonić lub się spotkać. choćby rozważał odmowę prowadzenia wesela, byleby nie uczestniczyć w jej szczęściu. Jednak w przeddzień uroczystości Ksenia przyszła do niego „dopracować scenariusz”, a spotkanie zakończyło się wspólnie spędzoną nocą. Następnego ranka wszystko wydawało się jak we śnie – jednak wesele miało się odbyć zgodnie z planem, a Ksenia nie dawała po sobie poznać żadnych emocji. Valerek był w rozterce: zdradzić narzeczonemu, czy zapomnieć? Czy on naprawdę chce takiej kobiety? Odpowiedź była prosta: chce jej, bez względu na wszystko. Dzień ślubu. Valerek widzi Ksenię jeszcze przed przyjęciem – uśmiechnięta, promieniejąca mówi, iż uciekła z rejestracji, bo wolała spędzić czas z nim, zamiast jeździć po mieście z „młodymi”. W końcu okazuje się, iż to nie ona wychodzi za mąż, tylko jej córka, a Valerek bez namysłu prosi ją o rękę! Wesele było wspaniałe, a wieść o związku Valerka ze starszą o dziewięć lat kobietą gwałtownie obiegła rodzinę – wszyscy zgodnie stwierdzili, iż w taką można się tylko zakochać. Ksenia i jej córka Ksycha urodziły dzieci niemal w tym samym czasie.

newsempire24.com 1 dzień temu

Obca narzeczona.

Walerian był rozchwytywany niczym świeże pączki na ciepło w tłusty czwartek. Nigdy nie dawał ogłoszeń ani do “Gazety Wyborczej”, ani choćby nie próbował reklamować się w lokalnej telewizji. Jego imię, oraz numer telefonu, przekazywane były jednak z ust do ust, niczym najnowszy dowcip u ciotek na imieninach. Konferansjer na koncercie? Żaden kłopot! Poprowadzić wesele albo imieniny? Rewelacja! Raz choćby poproszono go o prowadzenie przedszkolnej uroczystości podbił wtedy serca nie tylko dzieci, ale i większości mam obecnych na sali!

A wszystko zaczęło się całkiem zwyczajnie. Najlepszy przyjaciel brał ślub, zamówiony wcześniej wodzirej zapodział się gdzieś, jak później wyszło zapomniał o bożym świecie w alkoholowych odmętach. Na szukanie ratunku nie było czasu, więc Walerian chwycił mikrofon jak zawodowiec.

W szkole działał w teatrze “Wędrowniczek”, potem w liceum prowadził kabaret, na uniwersytecie był gwiazdą Juwenaliów i nieprzemijającym asem zespołu improwizacji. Tamten występ był sukcesem spontaniczny popis charyzmy a na gorąco dwóch słuchaczy poprosiło go, by poprowadził również ich uroczystości.

Po studiach Walerian zacumował w jednym z instytutów naukowych we Wrocławiu, gdzie na etacie młodszego specjalisty zarabiał raptem tyle, co stypendium socjalne. Pierwsze dochody z wystąpień na scenie zachęciły go do dalszych prób łapał wszystkie propozycje, czerpiąc nie tylko zyski finansowe, ale i euforia z kontaktu z ludźmi. gwałtownie zorientował się, iż z tej działalności miesiąc w miesiąc ma dziesięć razy tyle, co z państwowej pensji.

Na koniec roku zrezygnował z pracy naukowca, za uzbierane oszczędności kupił profesjonalny sprzęt, założył własną działalność gospodarczą i ruszył pełną parą na polu rozrywki. Jednocześnie zaczął brać lekcje śpiewu talent i słuch miał wrodzony. niedługo zdobył opinię śpiewającego konferansjera, dorabiał też kilka razy w tygodniu wokalnie w jednej z restauracji, gdzie kelnerki szeptały o nim z błyskiem w oku.

Mijały lata Walerian miał już trzydziestkę, był przystojny, całkiem dobrze ustawiony i w mieście znany jako charyzmatyczny prowadzący, ratujący każdą imprezę. Żonaty nie był i adekwatnie po co? Dziewczyn aż się roiło, każda chętna, wystarczyło skinienie. Ale przyjaciele zakładali rodziny, rodziły się dzieci, i powoli zaczęło mu czegoś brakować. Marzyła mu się własna rodzina. Tylko… z kim? Lekkoduchy interesowały go wyłącznie na chwilę, a on chciał, by to było raz na zawsze.

Trzeba poznać jakąś licealistkę, wychować ją pod siebie, a jak skończy osiemnaście brać ślub powtarzał na żarty. Idealna żona.

Dlatego łapał choćby prowadzenie studniówek czy połowinek, z nadzieją, iż tam podpatrzy swoją przyszłą. Ale współczesne dziewczyny raczej rozczarowywały inne niż sobie wyobrażał. Nie tracił jednak wiary, obserwując “młode sarny” na miejskim balu. Wtedy właśnie los postanowił zabawić się z moim kuzynem.

Nic nie wskazywało na zmianę. Pewnego dnia zadzwoniła kobieta, powołała się na znajomych:

Potrzeba wodzireja na wesele. Siedemnastego czerwca jest Pan wolny? Cudownie! Spotkamy się?

Spotkali się. Walerian, jak twierdził, pierwszy raz w życiu doświadczył uczucia, iż ziemia ucieka spod nóg. Kobieta, przedstawiająca się jako Ksawera, była olśniewająca jak z połączenia legendy i reklamy perfum. Mówiła rzeczowo, jasno to i tamto, konkrety. Walerian podziwiał ją bezwiednie kto by się nie zachwycił! Piękna i ewidentnie bystra. Rzadkie połączenie! Na pierwszy rzut oka oceniał ją na 25 lat, najwyżej 30, ale wspomniała, iż bywała w ZMP, czyli musiała mieć już przynajmniej 40! Omawiali szczegóły, dogadali się i podpisywali umowę, choć Ksawera protestowała:

Po co to? Wierzę Panu! Polecano mi Pana wszędzie

Walerian był zasadniczy, zawsze pracował na umowę i dbał o papiery, a jeszcze bardziej o własne bezpieczeństwo fiskalne.

Składam rozliczenia do urzędu skarbowego, nie chcę kłopotów upierał się.

A w duchu, jak później przyznawał, potrzebował namacalnego dowodu, iż Ksawera nie jest snem.

Telefon Ksawery zapiszczał przyszła SMS:

O, już narzeczony po mnie zajechał. Może podwieźć Pana?

Walerian odmówił, ale wyszedł odprowadzić klientkę zawsze tak robił, gdy narzeczeni pojawiali się osobno. Jednak tym razem nie chodziło o ciekawość, a o coś, co przypominało zawiść i przeszywającą zazdrość. Narzeczony go zdziwił spodziewał się rówieśnika Ksawery, a tu podjechał młodzieniec młodszy od niego:

Ksawera, wszystko gra? zawołał.

Ona tylko się uśmiechnęła, jakby nic nie mogło pójść nie tak, wsiadła, on zatrzasnął drzwi auta i podał Walerianowi dłoń:

Pan prowadzi nasz ślub? Miło, Sławo mi opowiadał, iż jest Pan najlepszy. Robert, narzeczony przedstawił się.

Najchętniej rzuciłby się na Roberta z pięściami, zgasił jego szeroki uśmiech, ale tylko uścisnął mu rękę.

Walerian. Bardzo mi miło.

Od tamtego dnia nie miał spokoju. W każdej wolnej chwili szukał pretekstu, by zadzwonić do Ksawery, usłyszeć choć na chwilę jej głos, zobaczyć ją jeszcze raz. Dni do ślubu topniały nieubłaganie, a Walerian czuł, iż traci zmysły. Jedyny przyjaciel, któremu się zwierzył, podpytywał z przekąsem:

A co z tym wychowaniem idealnej żony ze szkolnej ławki?

Walerian tylko się skrzywił:

Daj spokój! Ksawera jest idealna, żadna inna się nie liczy.

To powiedz jej to doradzał kumpel.

Oszalałeś? Wychodzi za mąż, to znaczy, iż kocha! Po co miałaby znać moje idiotyczne uczucia?

Robert regularnie podrzucał wieści:

Ksawera prosiła przekazać

Na te wizyty Walerian ledwie się powstrzymywał, by nie rzucić nieprzyjemnym słowem. Myślał nawet, by zrezygnować z prowadzenia tej uroczystości niech już stracę renomę! Ale przecież nigdy by jej już nie zobaczył I to zżerało go do szpiku.

Dwa dni przed uroczystością Ksawera przyjechała do niego, jak sama określiła wypolerować scenariusz, by wszystko było cacy. W jego mieszkaniu, bo w biurze akurat trwał remont. Rozmowa płynęła swobodnie, sporo śmiechu, oboje mieli świetny humor. Kiedy dopinali szczegóły, Walerian niespodziewanie zaproponował:

Może po kieliszku szampana? Za idealny przebieg wesela.

Ksawera bez wahania:

Z przyjemnością.

Śmiała się wtedy jak nigdy, Walerian nie mógł oderwać wzroku od jej rozświetlonej twarzy. Szampan dodał mu odwagi pochylił się i ją pocałował. A ona odpowiedziała. Oboje stracili głowy.

Walerian ocknął się nagle. Siedział na łóżku, rozglądał się otępiałym wzrokiem. To był sen, czy naprawdę przeżył najpiękniejszą noc życia? Po Ksawerze nie było śladu, ale jej ulubione perfumy unosiły się nad poduszką. Więc jednak? Zwlekł się, by się upewnić nie, nie przywidziało mu się. I co teraz, przecież ślubu nie odwołają! Walerian zadzwonił do Ksawery:

Cześć

A ona, jakby nigdy nic:

No hej! Co tam? Przepraszam, iż wymknęłam się po angielsku, ale sam rozumiesz przygotowania na finiszu!

Ślub dalej aktualny? spytał, głosem jakby obcym.

A dlaczego miałby nie być? Wszystko pod kontrolą!

Czy wszystkie kobiety są tak cyniczne? Jak to, wszystko normalnie?! Jak ona spojrzy jutro narzeczonemu w oczy?! Walerian nie mógł znaleźć sobie miejsca. Zerwać wesele? Ale czy chce kobiety tak bezdusznej? I szczerze sobie wyznał: chce. Każdą cząstką siebie.

Następnego dnia pojechał na salę wcześniej niż zwykle. Dekoratorki kończyły rozkładać kwiaty i rzucały mu zalotne spojrzenia spod grzywek. Wtedy

Nie wierzył własnym oczom. Podeszła Ksawera.

Cześć. Zaraz po rejestracji uciekłam, bo nie wytrzymałam, musiałam cię zobaczyć, rozpromieniła się A ty co taki skołowany, Walerian?

Nic z tego nie rozumiem wychrypiał To znaczy już byłaś na rejestracji? A potem zniknęłaś?

No tak, głuptasie. Po co mam tłuc się po mieście z tymi wszystkimi młodymi, jak lepiej spędzić czas z tobą. Nie cieszysz się?

Ale jakimi młodymi? To przecież ty bierzesz ślub?

Ksawera spojrzała na niego zdziwiona, potem wybuchła śmiechem tak czystym, iż aż chciało się do niej przyłączyć:

Przecież nie ja, tylko moja córka, Ksenia! Studiuje w Krakowie, wróciła dopiero wczoraj! nagle spoważniała Naprawdę myślałeś, iż to ja wychodzę za mąż?

I dwa dni przed ślubem sypiam z innym? Co ty o mnie myślisz

Walerian dopiero teraz zrozumiał. Ksawera ani razu nie użyła “ja” albo “my”, zawsze mówiła “panna młoda i pan młody”. Robert nigdy nie powiedział do niej “Ksenia”, ale tylko “Ksawera” i zawsze na “Pani”. Jak mógł się nie zorientować? Sam nie wiedział, czy się śmiać czy płakać. W końcu zdobył się na najważniejsze pytanie:

A ty Jesteś wolna? wymamrotał, a gdy przytaknęła, wypalił od razu: Wyjdź za mnie! Proszę

Wesele było jak z bajki, a prowadzący przebił samego siebie i zebrał owacje od gości. Nowożeńcy podeszli mu podziękować:

Dziękujemy! Brak nam słów, tak cudowny wieczór!

Ja mu podziękuję podeszła Ksawera Wy już biegnijcie, limuzyna czeka! Ja tu nad wszystkim zapanuję.

Wiadomość, iż Walerian żeni się z kobietą o dziewięć lat starszą, lotem gołębia pocztowego rozniosła się po rodzinie. Wszyscy byli na początku zdziwieni, ale gdy ujrzeli Ksawerę, odruchowo powtarzali:

W takiej nie sposób się nie zakochać!

Nawet rodziły Ksenia i jej mama Ksawera z różnicą zaledwie dwóch tygodniWalerian, pokorniejąc wobec własnych omyłek i wzruszeń, spojrzał na Ksawerę kobietę, która odnalazła go wtedy, gdy sam już wątpił, iż ktokolwiek istnieje dla niego na tym świecie. Ona puściła mu oczko w typowy dla siebie zaczepny sposób.

Trzeba było wcześniej pytać szepnęła mu do ucha. Tyle imienin, tylu panien… a wystarczyła ci jedna matka panny młodej.

Na sali tańczono do świtu, a prowadzący, mimo rozdygotanego serca i motyli w brzuchu, poprowadził oczepiny nieco inaczej niż zwykle: sam poprosił Ksawerę do pierwszego tańca, ignorując tradycję i szeptane komentarze. Goście klaskali, dziękowali, śmiali się, nikt nie miał wątpliwości, iż rodzi się tu coś wyjątkowego.

Po północy, kiedy muzyka na chwilę przycichła, Walerian pochylił się nad swoją obcą narzeczoną już nie aż taką obcą. Ujął jej dłoń i wymruczał:

Gdybym wiedział, iż świat jest taki prosty

Jest tylko wtedy, jeżeli nie próbujesz wszystkiego kontrolować ucięła Ksawera. A czasami los cię zaskoczy i przynosi dokładnie to, czego się bałeś, a czego pragnąłeś najbardziej.

Nie pytaj czy, nie pytaj kiedy po prostu zatańcz. Tę lekcję Walerian zamierzał zapamiętać na całe życie.

I chociaż pół miasta mówiło potem, iż żenić się z kobietą starszą to szaleństwo, nikt już nie miał wątpliwości, iż Walerian prowadził odtąd tylko najważniejsze przyjęcie swojego życia własne szczęście.

A Ksawera? Zawsze, gdy przechodziła ulicą z Walerianem u boku, miała ten sam niepowtarzalny błysk w oku. Jakby wiedziała, iż żaden scenariusz nie napisałby jej lepszej roli, niż ta, w którą właśnie weszła.

Idź do oryginalnego materiału