Nie ta panna młoda. Valerek był rozchwytywany w całym mieście. Nigdy nie reklamował się w gazetach…

newsempire24.com 5 dni temu

Obca narzeczona

Waldek był rozchwytywany. Nigdy nie zamieszczał ogłoszeń w gazetach ani nie reklamował się w telewizji. Jego nazwisko i numer telefonu przekazywano sobie szeptem, tak zwanym pocztą pantoflową. Poprowadzić koncert? Nie ma sprawy! Zorganizować jubileusz albo wesele? Wspaniale! Raz choćby prowadził zakończenie roku w przedszkolu i tam zdobył serca nie tylko dzieci, ale także ich mam!

Wszystko zaczęło się przypadkiem. Bliski kolega brał ślub, a zamówiony wcześniej wodzirej nie pojawił się, bo jak się potem okazało wpadł w ciąg. Szukać nowego nie było już czasu, więc Waldek złapał za mikrofon.

Jeszcze w liceum brał udział w przedstawieniach teatralnych, należał do amatorskiego kółka “Logos”, na studiach nie opuszczał żadnej “Wiosny Studenckiej” i był filarem szkolnego kabaretu. Poprowadził imprezę z rozmachem, spontanicznie i dowcipnie, a już podczas wesela dwóch gości poprosiło go o zorganizowanie swoich uroczystości.

Po skończeniu studiów Waldek zatrudnił się w jednym z wrocławskich instytutów naukowych, ale zarobki miał marne, ledwie starczało na życie. Pierwsze honoraria za prowadzenie imprez były dla niego powiewem innego świata brał każdą propozycję, bo dawała mu nie tylko dodatkowy zastrzyk pieniędzy, ale też prawdziwą satysfakcję. gwałtownie okazało się, iż wystarczy kilka zleceń w miesiącu i zarabia dziesięć razy więcej niż w instytucie na stanowisku młodszego asystenta.

Po roku rzucił pracę w instytucie, zaoszczędzone pieniądze przeznaczył na porządną aparaturę, założył własną działalność gospodarczą i oficjalnie zajął się prowadzeniem imprez. Zaczął choćby brać lekcje śpiewu, bo miał dobry głos i słuch. Dość gwałtownie został wodzirejem-śpiewakiem, a choćby dwa, trzy razy w tygodniu dorabiał jako śpiewający DJ w jednej z modnych wrocławskich restauracji.

Teraz Waldek miał trzydzieści lat, był przystojny, zarabiał naprawdę nieźle i cieszył się uznaniem jako konferansjer, piosenkarz i DJ, który potrafił poprowadzić każdą uroczystość. Kawaler, a na dodatek niespecjalnie się z tym spieszył dziewczyny garnęły się do niego stadami, wystarczyło skinąć palcem, każda się zgadzała na wszystko. Z czasem jednak widział coraz więcej znajomych wchodzących w trwałe związki, rodziły się dzieci i Waldek zaczął myśleć o spokojnym szczęściu rodzinnym. Tylko z kim? Przygody niczemu nie służyły, on chciał zakochać się raz i na zawsze.

Muszę znaleźć licealistkę, wychować ją pod siebie, a jak skończy osiemnaście lat poślubić. Będę miał idealną żonę! wymyślił kiedyś pijąc piwo z kumplem.

Zaczął choćby przyjmować zlecenia na bale maturalne, łudząc się, iż znajdzie tam tę jedyną. Ale współczesne dziewczyny rozczarowywały go inne były, niż sobie wymarzył. Nie tracił nadziei, jak sam żartował: “polował na rzadkiego zwierza”. Wtedy los postanowił sobie z niego zażartować.

Na początku nic nie zapowiadało zmian. Zadzwoniła pewna kobieta, powołując się na polecenie znajomych:

Potrzebujemy prowadzącego na wesele. Czy 17 czerwca jest pan wolny? Wspaniale! Może się spotkamy?

Spotkali się. Według Waldka, pierwszy raz w życiu zrozumiał powiedzenie ziemia usunęła mu się spod nóg. Kobieta, która przedstawiła się jako Ksawera, była olśniewająca takich jeszcze nie widział na własne oczy. Mówiła konkretnie i rzeczowo, wszystko wiedziała, była pogodzona z sobą i otoczeniem. Do tego nie tylko piękna, ale też, jak się wydawało, bardzo inteligentna rzadkie połączenie! Na oko dawał jej około dwudziestu pięciu, może trzydziestu lat, ale gdy wspomniała coś o dawnym zaangażowaniu w ZHP, Waldek gwałtownie przekalkulował, iż musi mieć co najmniej czterdziestkę.

Dogadali szczegóły, podpisali umowę, choć Ksawera zaprotestowała:

Po co te papiery? Wierzę panu, ma pan świetne opinie!

Waldek jednak zawsze działał na podstawie umów nie tylko sam sumiennie je realizował, ale też tego samego wymagał od innych. I tym razem się uparł:

Składam rozliczenia w urzędzie skarbowym, nie chcę mieć żadnych problemów.

A sam, jak sam później przyznał, traktował umowę jako namacalny dowód, iż to się naprawdę dzieje Ksawera istniała naprawdę!

Nagle zadzwonił jej telefon z wiadomością:

O, to pewnie narzeczony już po mnie przyjechał. Podwieźć pana?

Odmówił, ale wyszedł ją odprowadzić. Zawsze tak robił, kiedy panna młoda i pan młody przychodzili oddzielnie chciał ocenić ich relacje. Tym razem nie kierowała nim ciekawość, ale czysta zazdrość! Wyobrażał sobie jej narzeczonego jako czterdziestolatka, przystojnego pasującego do Ksawery. A tu z samochodu wyskoczył chłopak sporo młodszy od Waldka:

Ksawera, wszystko w porządku?

Oczywiście, przecież zawsze tak jest! odpowiedziała z uśmiechem i wsiadła do samochodu. Narzeczony obszedł auto i wyciągnął do Waldka rękę:

Pan poprowadzi nasze wesele? Słyszałem dużo dobrego od Sławka, mówił, iż jest pan najlepszy. Robert jestem, pan młody.

Wszystkimi siłami musiał się powstrzymać, by nie rzucić się na Roberta i wymazać mu z twarzy ten szczęśliwy uśmiech. Przywitał się tylko oschle:

Waldek. Miło mi.

Od tego dnia nie zaznał spokoju. Szukał choćby najmniejszego powodu, żeby zadzwonić do Ksawery, usłyszeć jej głos, zobaczyć się z nią. Dzień ślubu zbliżał się nieubłaganie, a on miał wrażenie, iż wariuje. Jedynemu koledze, któremu się zwierzył, ten dogadywał z przekąsem:

A licealistki? Gdzie twoja idealna żona spod igły?

Waldek machał ręką:

Jakie licealistki? Ksawera to kobieta idealna, żadna inna nie jest mi do szczęścia potrzebna!

To powiedz jej radził kumpel. Na to Waldek tylko syknął:

Chyba cię pogrzało? Ona bierze ślub, więc kocha swojego wybranka. Znajdę lepszą z nią robotę niż z moimi głupimi uczuciami?

Czasem sam Robert wpadał do niego uśmiechnięty od ucha do ucha:

Ksawera prosiła, żebym coś przekazał…

W tych chwilach Waldek ledwie powstrzymywał się przed jakąś dosadną odpowiedzią zaczynał choćby poważnie myśleć o wycofaniu się z poprowadzenia wesela, miał już dość tej katorgi. Ale myśl, iż wtedy już nigdy Ksawery nie zobaczy, zabijała go. I kapitulował.

Na dwa dni przed weselem Ksawera zaproponowała jeszcze jedno spotkanie, żeby dopieścić scenariusz, by wszystko wyszło perfekcyjnie. Biuro Waldka akurat było w remoncie, więc spotkali się u niego w mieszkaniu. Rozmowa zeszła na zupełnie inne tematy, śmiech towarzyszył im niemal przez cały czas. Po dopięciu szczegółów Waldek zaproponował lampkę szampana:

Za udane wesele!

Z przyjemnością! odparła Ksawera beztrosko.

Dziewczyna śmiała się tak serdecznie, iż Waldek nie mógł oderwać od niej wzroku. Szampan dodał mu odwagi i w pewnym momencie ją pocałował. O dziwo, odpowiedziała mu tym samym. Stracili głowy.

Waldek ocknął się wcześnie rano. Usiadł na łóżku i rozglądał się. Czy mu się to śniło, czy rzeczywiście przeżył najpiękniejszą noc w życiu? Po Ksawerze nie było jednak śladu, tylko sąsiednia poduszka pachniała jej perfumami. Czyli jednak to nie był sen… Wciąż z wahaniem, zadzwonił do niej.

Cześć…

Odebrała pogodnie:

Cześć! Przepraszam, iż wyszłam, ale rozumiesz, tyle roboty, techniczne szczegóły ślub już jutro!

To wesele się jednak odbędzie? spytał Waldek głucho.

Oczywiście! Dlaczego miałoby być inaczej? Wszystko będzie świetnie!

Czy każda kobieta jest aż tak cyniczna? Ślub za moment, a ona choćby nie mrugnie okiem, patrząc na swojego narzeczonego? Waldek oszalał od rozterek. Zerwać wesele? Ale czy chce potem żyć z taką wyrachowaną kobietą? Po namyśle odpowiadał sobie szczerze: tak, bardzo. choćby z taką.

Następnego dnia pojawił się w restauracji wcześniej. Dekoratorki właśnie kończyły stroić salę i zerkając na niego zalotnie. Nagle…

Nie wierzył własnym oczom: Ksawera podeszła do niego osobiście.

Hej! Zaraz po rejestracji uciekłam, by cię zobaczyć. Tak bardzo chciałam uśmiechała się promiennie. Co z tobą, Waldek?

Nic nie rozumiem… wyjąkał. To jest po rejestracji? Potem uciekłaś?

Tak, w tej twojej głowie pewnie się nie mieści! Po co miałabym się włóczyć z młodzieżą po mieście, skoro wolę być z tobą. A może nie chcesz?

Poczekaj… Z jaką młodzieżą? To przecież ty wychodzisz za mąż?

Ksawera przez chwilę patrzyła na niego osłupiała, po czym wybuchła śmiechem. Miała szczery, zaraźliwy śmiech, Waldek od razu poczuł się lepiej.

No coś ty! To moja córka, Ksenia! Studiuje w Gdańsku, wczoraj wróciła na chwilę. Przestała się śmiać nagle poważniejąc. Myślałeś, iż to ja brałam ślub? Że dwa dni przed weselem sypiam z innym? Piękne masz o mnie zdanie…

Wtedy do Waldka zaczęło docierać. Ksawera nigdy nie powiedziała ja cały czas mówiła panna młoda z panem młodym. Robert też nigdy nie powiedział do niej Ksenia, tylko Ksawera, zawsze per pan/pani. Jak mógł wcześniej tego nie zauważyć? To było aż za śmieszne. W końcu zapytał najważniejsze:

A ty? Jesteś wolna? Kiedy przytaknęła, wypalił jednym tchem: Wyjdź za mnie! Proszę…

Wesele odbyło się z wielkim rozmachem, Waldek przeszedł sam siebie jako prowadzący, goście byli zachwyceni. Nowożeńcy podeszli do niego podziękować:

Dziękujemy panu, cudowny wieczór!

Ja sama mu podziękuję Ksawera dołączyła do nich. Idźcie już, limuzyna na was czeka. Ja tu jeszcze dopilnuję wszystkiego.

Nowina, iż Waldek żeni się z kobietą starszą od siebie o dziewięć lat, gwałtownie rozeszła się po rodzinie. Początkowo podchodzono do tego z dystansem, ale później, gdy poznali Ksawerę, powtarzano zgodnie:

W takiej można zakochać się od pierwszego wejrzenia!

Ksawera i jej córka Ksenia urodziły dzieci w odstępie zaledwie dwóch tygodni.

Idź do oryginalnego materiału