Nie ta panna młoda, czyli historia Valerka – rozchwytywanego wodzireja, który marząc o idealnej żoni…

polregion.pl 9 godzin temu

Nieznajoma panna młoda

Walduś miał ręce pełne roboty. Nigdy nie dawał żadnych ogłoszeń, nie pojawiał się w TVP czy Radiu Zet, a jednak jego imię i numer telefonu krążyły po mieście jak opowieści o tanich mieszkaniach w Warszawie z ust do ust, przez ciotki, kolegów, sąsiadki. Chcesz kogoś, kto poprowadzi wieczór? Walduś to twój człowiek! Urodziny, wesele, chrzciny, choćby przedszkolne pasowanie na starszaka dla Waldka nie było rzeczy niemożliwych, a zainteresowanie nim było takie, jakby ogłoszono promocję na pierogi w niedzielę.

Wszytko zaczęło się banalnie. Przyjaciel Waldka wziął ślub, a zamówiony wodzirej nie zjawił się potem wyszło na jaw, iż zatopił smutek (i wszystkie terminy) w kieliszku. Na szukanie zastępstwa nie było czasu, więc Walduś chwycił za mikrofon.

Od podstawówki był duszą towarzystwa recytował, występował w teatrze amatorskim Logos, w liceum Kółko Teatralne, a na Politechnice co roku dzielnie walczył w Kabaretonie czy Juwenaliach. Jego pierwszy improwizowany występ wypadł świetnie; w połowie imprezy dwie osoby podeszły do niego z prośbą, żeby poprowadził ich uroczystości. I tak się zaczęło.

Po studiach zatrudnił się w bełchatowskim instytucie naukowym zarabiał tyle, ile kosztuje bigos na Krupówkach. Nowa fucha dawała mu nie tylko więcej złotówek, ale frajdę, której nie sposób kupić. Niebawem zarabiał już dziesięć razy więcej jako konferansjer niż na etacie asystenta naukowego.

Po roku Walduś powiedział sobie dość: rzucił robotę w instytucie, na zebrane oszczędności kupił porządną aparaturę, założył działalność gospodarczą i zaczął oficjalnie działać w branży eventowej. Zaczął też brać lekcje śpiewu, bo, jak twierdził, talentu i słuchu nigdy za dużo. Nagle został śpiewającym prowadzącym, a do tego trzy razy w tygodniu występował z gitarą w restauracji „Pod Jemiołą”.

No i Walduś ma już lat trzydzieści, poczytny, przystojny, całkiem majętny DJ, konferansjer i wokalista, złoty chłopak, którego chciałoby widzieć pod rękę pół Warszawy. Kawaler ożenić się nie miał po co. Dziewczyny same się przyczepiały jak rzep do psiego ogona, wystarczyło spojrzeć każda gotowa. Ale wśród przyjaciół pojawiały się nowe obrączki, dzieci rosły, no i jemu też zaczęło się marzyć jakieś domowe ciepło. Tylko z kim? Chciał raz, a dobrze nie na chwilę, na zawsze.

Trzeba by sobie znaleźć młodziutką, wychować ją na własną modłę, zaraz po osiemnastce hajtnąć! Idealna żona! śmiał się do kolegów.

Dlatego podjął się prowadzenia kilku studniówek, z nadzieją, iż może znajdzie kandydatkę na przyszłą panią Waldową. Ale współczesne licealistki rozczarowywały go równie często, co nieświeże drożdżówki w szkolnym bufecie jakieś nie takie, nie w jego guście. Wciąż wypatrywał i polował, jak sam żartował, na niezwykły okaz.

No i wtedy los postanowił zrobić sobie z Waldka żarcik.

Wszystko się zaczęło niewinnie. Któregoś dnia zadzwoniła pani, powołując się na znajomych:
Potrzebujemy prowadzącego na wesele. Ma pan wolny termin 17 czerwca? Świetnie! Możemy się spotkać?

Spotkali się. I wtedy, jak później Walduś powtarzał, pierwszy raz w życiu poczuł, iż ziemia usuwa mu się spod nóg. Kobieta, która przedstawiła się jako Ksawera, była zjawiskowa Walduś takich widział dotąd tylko w reklamach szamponu do włosów. Rozmawiała rzeczowo, konkretnie trzeba to, tamto i tamto. Walduś gapił się na nią gapiąc, szczęściarz z tego jej narzeczonego! Nie dość, iż piękna, to jeszcze bystra. Rzadkość! Na oko dałby jej z dwadzieścia pięć lat, najwyżej parę więcej. Ale nagle wspomniała, iż była w drużynie harcerskiej w czasach PRL-u… znaczy, minimum czterdzieści na karku!

Dogadali szczegóły, podpisali umowę choć Ksawera się zapierała:
Ale po co ten papier, ja panu wierzę, opinie ma pan znakomite!

Waldek jednak zawsze pilnował formalności nie tylko sam dotrzymywał słowa, ale i wymagał tego od klientów.
Rozliczam się z US, nie chcę kłopotów wyjaśniał, a w duchu przyznawał sam przed sobą, iż ten papier to dowód, iż Ksawera nie jest przywidzeniem.

Nagle u pani zadźwięczał telefon.
O, narzeczony przyjechał po mnie. Odwieźć pana?

Waldek odmówił, ale odprowadził ją do samochodu zawsze to robił, jeżeli państwo młodzi nie przychodzili razem. Mógł ocenić, jak para się dogaduje. Tym razem jednak kierowały nim raczej zawiść i nutka zazdrości. Bo oto z auta wyskoczył chłopak, młodszy choćby od Waldka!
Ksawera, wszystko ok?
Ona tylko się uśmiechnęła, jakby saying no przecież zawsze u mnie OK. Wsiadła. Narzeczony zamknął drzwi i podał Waldiemu rękę:
To pan poprowadzi nasze wesele? Bardzo miło, Sławek wiele panu zawdzięcza ręka, uśmiech. Przepraszam, jestem Robert, narzeczony.

Najchętniej Waldek od razu dałby temu Robertowi narzeczonemu w nos, żeby ta szczęśliwa mina zmieniła się na zadziwioną, ale tylko podał mu przyjaźnie rękę:
Waldemar. Bardzo mi miło.

Od tego dnia Walduś stracił spokój. W każdym możliwym momencie szukał okazji, żeby zadzwonić do Ksawery, usłyszeć jej głos, umówić się na spotkanie. Dzień ślubu zbliżał się wielkimi krokami, a jemu wydawało się, iż zaraz zwariuje. Jedyny przyjaciel, któremu się zwierzył, śmiał się ironicznie:
A co ze szkolnymi miss? Miała być idealna żona, co?

Waldek wzdychał:
Jakie tam miss szkoły. Ksawera to kobieta idealna. Nikt mi więcej niepotrzebny.

To jej się oświadcz! doradzał przyjaciel.
Głupi jesteś? Ona wychodzi za mąż, znaczy kocha faceta. Po co jej taki pajac jak ja?

Raz po raz wpadał szczęśliwy Robert:
Ksawera prosiła, żeby przekazać…

W tych chwilach Waldek miał ochotę wbić mu widelec w kanapkę. Myślał nawet, żeby zrezygnować z prowadzenia tej imprezy, trudno, niech idzie w świat, iż się nie pojawił! Ale wtedy nigdy już nie zobaczyłby Ksawery, a to było najgorsze, co mogło mu się przydarzyć.

Dwa dni przed weselem Ksawera pojawiła się u Waldka, jak sama ujęła dopieszczać scenariusz, aby było perfekcyjnie. Biuro akurat w remoncie, więc walczono nad tekstem w mieszkaniu Waldka. Śmiali się, gadali nie tylko o ślubie. Było sprawnie, miło, lekko. Kiedy już dopracowali plan, Waldek zaproponował toast:
Żeby wesele było perfekcyjne! Cykniemy po lampce szampana?

Ksawera zgodziła się z radością. Wieczór był taki jak z reklamy: śmiech, miłe słowa, a nagle… szampan dodał Waldiemu odwagi, więc ją pocałował. Najbardziej zaskakujące Ksawera odpowiedziała. Głowa zaczęła mu wirować jak kręcąca się karuzela na Jarmarku Dominikańskim.

Waldek ocknął się rano. Siedzi, patrzy, nie wie, czy śnił, czy faktycznie przeżył najlepszą noc w życiu. Po Ksawarze nie został żaden ślad, oprócz zapachu perfum na poduszce. Chyba jednak to się wydarzyło… Wstał, z duszą na ramieniu. gwałtownie zadzwonił do Ksawery:
Cześć…

Ona jakby nigdy nic:
Hej! Wszystko w porządku? Przepraszam, iż wyszłam bez słowa, ale rozumiesz, ślub już jutro!

No to będzie to wesele? spytał przybity.
Oczywiście! Czemu miałoby nie być? Wszystko świetnie!

Czy wszystkie kobiety na tym świecie są aż tak cyniczne? Jak ona może bez skrupułów patrzeć na narzeczonego? Waldek nie wiedział, co robić. Zerwać wesele? Ale czy chce mieć tak cyniczną żonę? A potem musiał przyznać sam przed sobą: tak, chce. Każdą.

Następnego dnia pojawił się wcześnie na sali. Dekoratorki kończyły stroić salę i posyłały mu zalotne spojrzenia a tu…

Nie wierzył własnym oczom: do sali weszła Ksawera.
Cześć. Uciekłam zaraz po rejestracji, strasznie chciałam cię zobaczyć uśmiechnęła się szeroko. Ale co ci jest, Waldek?!

Nic nie rozumiem wymamrotał. Była rejestracja? I uciekłaś?
No pewnie, ty gapa! Po co miałabym jeździć z młodymi po mieście, skoro mogę być z tobą? Czy nie cieszysz się?

Poczekaj, jak z młodymi? To nie ty wychodzisz za mąż?

Ksawera spojrzała na niego przez chwilę z lekkim rozbawieniem, a potem zaczęła się śmiać tak szczerze, iż Waldek musiał się uśmiechnąć.
Oczywiście, iż nie! Moja córka, Ksenia! Studiuje w Gdańsku, przyjechała dopiero wczoraj. Ty myślałeś, iż to ja?

I dwa dni przed ślubem miałabym pójść do łóżka z innym? No ładnie mnie oceniasz…

Wtedy do Waldka dotarło. Ksawera nigdy nie mówiła my, zawsze używała panna młoda z panem młodym. Robert nie mówił do niej per Ksenia, tylko Ksawera, na pani. Jak mógł na to nie wpaść? Dziwne ale nareszcie spytał o najważniejsze:
A ty? Jesteś wolna? a kiedy kobieta przytaknęła, wypalił natychmiast:
Wyjdź za mnie! Proszę…

Wesele było wspaniałe Walduś z siebie dał więcej niż kiedykolwiek, goście byli zachwyceni. Młodzi przyszli do niego, żeby podziękować:
Dziękujemy, naprawdę nie wiemy, jak się odwdzięczyć!

Ja się już odwdzięczę wtrąciła Ksawera i posłała im znaczące spojrzenie Limo już czeka na was, a ja tu jeszcze trochę pokontroluję.

Wieść o tym, iż Walduś żeni się z kobietą starszą o dziewięć lat, błyskawicznie rozeszła się wśród rodziny. Początkowo wszyscy podchodzili do tego z dystansem, ale jak zobaczyli Ksawerę, zgodnie stwierdzili:
W takiej nie można się nie zakochać!

Parę lat później Ksawera i jej córka Ksenia niemal jednocześnie urodziły różnica była raptem dwa tygodnie…

Idź do oryginalnego materiału