Nie spodziewałam się tego po mężu — Aniu, musimy coś zrobić… — westchnęła Irena do słuchawki. — Co…

polregion.pl 3 godzin temu

Lucynka, musimy coś zrobić… westchnęła Maria do telefonu.

Co się stało? z nutką niepokoju odpowiedziała młodsza siostra.

Już sam telefon od starszej wydał się Lucynie podejrzany.

Zwykle wymieniały się szybkimi wiadomościami na Messengerze, a tym razem Maria uparła się na rozmowę.

Mama już nie daje rady mieszkać sama.

Gdybyś dzwoniła do niej częściej, sama byś wiedziała, wypomniała Maria.

Oj, daj spokój! Przejdź do rzeczy. Co się dzieje, czego nie wiem?

Maria znów westchnęła. Nerwy Lucyny zawsze były napięte, od kilku lat ostentacyjnie podkreślała swoją niezależność i każde wspomnienie o mamie odbierała jako atak.

Przypominam, iż mama ma już 73 lata. Ciśnienie jej skacze, czuje się coraz słabiej.

Ledwo sobie gotuje, a żeby utrzymać porządek w mieszkaniu, musi się mocno zmuszać, spokojnie wyjaśniła starsza. Już nie mówię, iż choćby do sklepu po chleb czasem nie jest w stanie dojść.

Na szczęście sąsiadka, pani Wanda, jej przynosi.

Chcesz powiedzieć, iż mama głoduje? zaniepokoiła się Lucyna.

Oczywiście, iż nie! Raz na dwa tygodnie przyjeżdżam, przywożę wszystko co trzeba. Ale chodzi o to, iż nasza mama już nie da sobie rady bez pomocy.

A co jeżeli się przewróci? Coś sobie złamie? Przy jej tuszy potem będzie bardzo trudno się nią opiekować.

Obie zamilkły na chwilę.

Janina Kowalska zawsze była okrągła, a z wiekiem nabrała jeszcze więcej kilogramów. Mimo słabego zdrowia, jedzenie bardzo ceniła, i nie znosiła, gdy córki próbowały sugerować dietę.

Poza tym bardzo doskwiera jej samotność, płacze, gdy wyjeżdżam.

Żali się, iż wszyscy ją opuścili… ciągnęła Maria. Naprawdę nie daję już rady.

To co proponujesz?

Maria milczała, zbierając się w sobie z każdym rokiem trudniej rozmawiało się z Lucyną.

Proponuję, żebyś to ty zamieszkała z mamą.

No wspaniale! A czemu ty nie możesz się do niej wprowadzić?

Zgaduję! Masz Witusia, męża anioła, i pasierba, zaledwie 25-letniego chłopczyka, którym musisz się opiekować.

Tak?

Lucyna, po co to wszystko?

Bo jak zwykle wszystko chcesz zrzucić na mnie! Nigdy ci na mnie nie zależało! Lucyna prawie krzyczała.

I Maria się zirytowała:

A pamiętasz, gdy mama latała między chorym ojcem a tobą i Zosią?! Jeździła z wioski z jedzeniem, zostawała z Zosią, żebyś TY najukochańsza mogła popracować i odpocząć! Przeszkadzało ci coś wtedy?!

W tym momencie Lucyna zamilkła. Wiedziała, iż siostra ma rację. Tak było po jej krótkim małżeństwie z ojcem Zosi, a teściowa świętej pamięci Pani Halina łaskawie pozwoliła synek i wnuczce mieszkać do pełnoletności Zosi w jednopokojowym mieszkaniu.

Sama pani Halina wnuczki nie rozpieszczała, a były mąż płacił groszowe alimenty. Lucyna musiała się dwoić i troić, by zapewnić byt sobie i córce.

Pomoc rodziców była wybawieniem, ale czy trzeba jej to wypominać do końca życia?

Gdy wnuczka osiągnęła pełnoletność, teściowa jasno poprosiła o opuszczenie mieszkania.

Zosia już wtedy studiowała w Krakowie, miała chłopaka, więc Lucyna uznała, iż może zacząć nowe życie i wyjechała za pracą do Warszawy.

Od lat wynajmowała mieszkanie w Piastowie, zarabiała jak się dało po czterdziestce trudno o dobrą posadę!

Mimo trudności, była zadowolona z życia i nie zamierzała wracać na wieś.

Skąd możesz wiedzieć, jak to jest samotnie wychowywać dziecko?! odgryzła się do siostry z premedytacją, wiedząc, iż to czuły punkt. Pożyłabyś jak ja, to byś teraz nie pouczała!

Maria na długo zamilkła.

Jej życie układało się najpierw nieźle po studiach została w Opolu, pracowała jako księgowa i marzyła o zamążpójściu.

Ale z potencjalnymi mężami nigdy nie miała szczęścia albo pijak, albo maminsynek, albo utrzymanek.

Dopiero w wieku 39 lat poznała Wita trzy lata starszego wdowca z dziesięcioletnim synem Maćkiem.

Wit pracował jako elektryk w spółdzielni, umiał wszystko naprawić. Przy tym nie pił ani trochę, był małomówny, dokładny, wręcz pedantyczny.

Maria zakochała się na zabój. Przez czternaście lat wspólnego życia starała się spełniać każdą jego zachciankę.

Z czasem choćby zdobyła sympatię pasierba i bardzo dbała o rodzinę.

O własnym dziecku marzyła, ale niestety się nie udało, więc Wit i Maciek stali się jej całym światem.

Nie chciała tego stracić.

Chciałam zabrać mamę do siebie, powiedziała chrapliwym od wzruszenia głosem, ale od razu powiedziała, iż nie chce.

Jak to? I twój ukochany Wituś nie ma nic przeciwko, żeby teściowa zamieszkała w waszym dwupokojowym mieszkaniu? ironizowała Lucyna. Albo choćby sama nie pytałaś, bo wiedziałaś, iż mama odmówi?

Lucyna! Daj już spokój! Mówmy poważnie! Bez złośliwości.

Już dosyć, syknęła młodsza i się rozłączyła.

Maria ścisnęła telefon w dłoni i zapatrzyła się w przestrzeń. Najlepszym rozwiązaniem byłby przeprowadzka Lucyny do mamy.

Ona sama mogłaby przyjeżdżać z pomocą i wspierać finansowo. W małej miejscowości z internetem nie było problemu, więc Lucyna mogłaby znaleźć pracę zdalną.

Ale ewidentnie nie miała zamiaru ułatwiać życia siostrze. Jak była rozpieszczona w dzieciństwie, tak została.

I już nie zmusisz, nie każesz…

Rozmawiałam z mamą. Powiedziała, iż wszystko w porządku i żadnych opiekunek nie potrzebuje. Przestań robić dramat! taki sms przyszedł od Lucyny następnego dnia.

Maria choćby nie odpowiedziała.

Po co się kłócić? Lucyna do mamy dzwoni ledwie raz w miesiącu i napisze parę wiadomości.

Mama nie narzeka cieszy się, iż Lucynka nie zapomina, nie chce jej martwić. Młodsza łatwo się obraża i mogłaby zupełnie zerwać kontakt.

Maria niczym się nie obraża i wysłuchuje matczynych utyskiwań minimum raz w tygodniu. Potem nie śpi po nocach.

Nawet Wit, zwykle niezwracający uwagi na jej nastrój, już zapytał, czy coś się nie stało.

Nie chciała go martwić swoimi problemami. Ale sama nie miała pomysłu, co dalej.

Płacić opiekunce? Na to nie byłoby ich stać.

Dobra, dosyć tego! Wit odstawił z impetem szklankę z herbatą na stół. Od trzech miesięcy chodzisz jak cień. Co się dzieje? No?

Maria niespodziewanie rozpłakała się, ale gwałtownie się opanowała (przecież mężczyźni nie lubią łez) i streściła sprawę.

Czemu mi nie mówiłaś, iż z panią Janiną jest tak źle? zapytał Wit.

Nie chciałam cię martwić… wymamrotała.

Chyba niepotrzebnie mu się żaliła. Może nie chciałby kłopotów żony?

Jasne, Wit wstał od stołu. Dzięki za kolację. Idę spać.

Nawet nie obejrzał jak zwykle wiadomości w telewizji. Co teraz będzie?

Maria przewracała się w łóżku pół nocy, nie mogąc zasnąć, a rano zaspała, nie słysząc budzika.

To sobota, ale mężowi zawsze podawała śniadanie o stałej porze. I tu zawaliła…

Tymczasem Wit spokojnie pił herbatę i przeglądał coś na telefonie.

Obudziłaś się? zwrócił się do niej poważnie, choć ton miał spokojny.

Tak, Wituś! Zaraz zrobię śniadanie! zakrzątnęła się Maria.

Usiądź, musimy pogadać.

Usiadła ostrożnie na taborecie, wstrzymując oddech.

Pomyślałem. Musimy pomóc twojej mamie. Nie wypada zostawiać starszych ludzi samych.

Moja matka, niestety, nie dożyła starości… Przemyślałem sprawę: przeprowadzamy się do niej.

Już sprawdziłem, mogę dostać pracę u miejscowego rolnika, a i tobie coś się znajdzie.

Maria prawie zemdlała z wrażenia.

Witek… Jesteś pewien?

Pewien. Pani Janina mojemu Maćkowi zawsze pozwalała spędzać u siebie wakacje, a mnie traktowała jak własnego syna. Pamiętam to doskonale.

Poza tym zawsze marzyłem o życiu na wsi, jeżeli tylko teściowa się zgodzi.

Maria patrzyła na męża z niedowierzaniem. Tego na pewno się po Wicie nie spodziewała.

A co z Maćkiem? zapytała.

A co z Maćkiem? zdziwił się Wit. Dorosły chłop, z wykształceniem, z pracą. Ucieszy się, jak dostanie całe mieszkanie dla siebie.

Wituś! Maria rzuciła mu się na szyję i bezwiednie zapłakała ze szczęścia, zapominając, iż mąż nie lubi takich emocji.

Ale tym razem nie odsunął się. Pogłaskał ją tylko po ramionach:

Spokojnie. Wszystko się ułoży.

Maria bardzo na to liczyła.

Życie często stawia nas przed trudnymi wyborami. Jednak to, jak zachowamy się wobec najbliższych, świadczy o nas naprawdę. Czasem warto wyjść naprzeciw drugiemu człowiekowi i razem stawiać czoła trudnościom wtedy wszystko staje się prostsze i nabiera sensu.

Idź do oryginalnego materiału