Idę od ciebie!
Tak, moje przeczucie, iż nie zna mnie dobrze, się potwierdziło chyba zupełnie nie rozumiała, kim jest jej mąż.
No to, skoro tak, to wyjedź! Nie da się cię na siłę przytulić!
To nie koniec! Ja i Zosia weźmiemy dziewczynki pod swój dach! wtrącił Wiktor. Dzieci potrzebują taty i mamy!
Wiktor poznał mnie u wspólnych znajomych, od razu przyciągnął mnie swym cichym, nieco niepewnym spojrzeniem. Zawsze wydawał się lekko zakłopotany, a to w połączeniu z jego urodą było niezwykle intrygujące.
Do tej pory wszyscy mężczyźni, których spotkałam, byli pewni siebie i mieli jasny pogląd na to, co w życiu najważniejsze.
Wieczór upłynął nam na rozmowach, które porywały mnie coraz bardziej. niedługo jednak nasza znajoma, Ania, która zaprosiła Kasię na przyjęcie urodzinowe, szepnęła, gdy Wiktor zniknął do toalety:
Uważaj się z nim, ma trochę przyczepki!
Co to ma znaczyć, przyczepka? dopytała się dziewczyna.
Dosłownie ma dwoje dzieci!
Dwoje dzieci? zdziwiła się Kasia. Przez cały wieczór nie słyszałam nic o dzieciach, ani o żonie.
Okazało się, iż żona nie istnieje po prostu była kochanka, z którą planowaliśmy wziąć ślub. Ona uciekła, zostawiając Wiktorowi dwie małe córkibliźniaczki. Teraz sam, razem z matką, wychowuje je w kamienicy przy ulicy Jana PawłaII w Krakowie.
Co to za numer! pomyślała zaskoczona Kasia. Co za facet! Taki już się nie zdarza!
To chyba tłumaczyło jego niepewność: w takiej sytuacji każdy może się pogubić.
Dlaczego nie mówiliście mi o dziewczynkach? zapytała, wracając do pokoju.
Bo wszyscy się boją, iż to ich przerazi przyznał szczerze po krótkiej chwili milczenia. A ty pewnie i ty uciekniesz! A ja naprawdę nie chcę, żebyś odjeżdżała.
Nie odjadę obiecała Kasia. Zrozumiała, iż nie ma po co biec, i dotrzymała słowa.
Wiktor odprowadził ją do domu i umówili się na kolejny spotkanie. Bardzo spodobała mu się delikatna Kasia, a jej ojciecsamotnik nie zdołał jej przestraszyć, mimo iż miał jeszcze trójkę lat w swoim życiu.
Mama wyrzuciła mnie z domu, kiedy Ania zaprosiła mnie na urodziny wyjaśnił Wiktor. Mówiła, iż niedługo zwariuję. Z dziećmi naprawdę nie da się się nudzić!
Matka Kasi można było zrozumieć: jej była żona przed rokiem uciekła z innym, zostawiając bliźniaczki na pastwę losu. Nie oddali ich nikomu, ale sami je wychowali taki w naszym czasie rodziny patriotyczny gest.
Kasia poczuła, iż ten nieco cichy i dziwaczny ojciecsamotnik podoba jej się coraz bardziej.
Miała już dwadzieścia pięć lat i za sobą nieudane małżeństwo, które skończyło się jedynie burzliwym rozwodem.
Na początek ich relacji wszystko szło gładko oboje studiowali ostatni rok na AGH. Gdy po ślubie zamieszkali razem, odkryli, iż mają zupełnie odmienne poglądy na życie.
No i co z tego? powiadają ludzie, i mają rację. Większość z nas tak ma. Czy to znaczy, iż każdy musi się rozwodzić? Trzeba umieć iść na kompromis i przystosować się.
Kasia zaczęła się poddawać, bo Wiktor nie chciał tego robić: Moje słowo jest prawem! mawiał.
Dobrze! przyznała Kasia, choć w głębi czuła, iż nie jest to to, czego oczekiwała.
Po ukończeniu studiów Kasia gwałtownie znalazła pracę, a odpowiednie stanowisko dla Wiktora nie nadawało się wszędzie były albo nieodpowiednie godziny, albo zbyt mało inteligentny szef, albo kolejne przeszkody. Czego chcę, tego tu nie ma! marudził.
Wtedy jednak przybył Igor, bezrobotny, ale dowcipny, z którym kiedyś było zabawnie. Mamy wszystko, kochanie! mówił.
Mieli wystarczająco i nie brakowało im mieszkania. Babcia Kasi, już po kres, zostawiła jej mały kawalerka w bloku przy Placu Grunwaldzkim w Gdańsku. Jednak życie małżeńskie nie wyglądało, jak Kasia sobie wyobrażała. Igor nie pomagał w domu to nie było królewskie zajęcie!
Załatw sobie służbę, królu! doradzała Kasia, zmęczona jego lenistwem. Albo zamów sprzątanie!
Zdała sobie sprawę, iż postawiła na niewłaściwego partnera. Nie tylko nie dotarła do mety, ale choćby nie ruszyła z miejsca Igor okazał się jakby ciastkiem bez nadzienia.
Rozczarowany mąż wrócił do mamy, a Kasia przez trzy lata nie patrzyła już na żadnych mężczyzn dzięki, najjadłam się! pomyślała.
Wtedy w jej życiu pojawił się Wiktor. Nie tylko się pojawił niedługo oświadczył się i przedstawił rodzinie: urocze bliźniaczki i mamę Zofię.
Kasia zrozumiała, iż chce być z nimi, już dawno się w nim zakochała.
Dom miał duży hałas nie dziwiło to, bo Kasia wpadła w depresję, ale nie pod przymusem, a z własnej woli.
Nie myślałam, iż będziesz taki! krzyczała matka. Po co się tak pakujesz? Są przecież dobrzy mężczyźni, po co wybierasz tę chorobę?
Mamo, Wiktor jest całkiem normalny! słabo protestowała córka.
Oczywiście, normalny! wtrącił ojciec. Ten normalny zaraz powiesi sobie przyjaciół! Rozumiesz, co cię czeka?
Co mnie czeka? zdziwiła się Kasia. Gdybym urodziła własne bliźniaki, co by się stało? Tak samo!
Nic takiego! ryknął ojciec. Jedna sprawa własne dzieci, inna cudze! Mama uciekła, ale geny nie da się wymazać! Będą rosły co zrobisz?
Dlaczego będą rosły? myślała Kasia. Z Wiktorem będzie normalna, pełna rodzina, kochający tata i mama. Człowiek to nie tylko geny, ale i to, co go kształtuje w dzieciństwie.
Na ślubie nie zjawiły się rodzice panny młodej, a matka pana młodego też została z wnuczkami w domu. Ślub odbył się skromnie w kawiarni, przy świadkach.
Po weselu facet z przyczepką wprowadził się do starej kawalerki. niedługo w rodzinie Nowaków pojawiło się trzech chłopców Kasia i Wiktor mieli wspólną córkę.
Rodzice stopniowo się ocieplili w końcu wnuczka, tak, i zaczęli rozmawiać, nie dzieląc dzieci na swoje i obce. Są mądrzy i rozumieją, iż podziały prowadzą do kłótni. Żyją więc w zgodzie, dzięki Bogu!
Starsze córki chodziły do przedszkola, a najmłodsza pomagała babciom. Co ciekawe, te dwie szwagierki bardzo się zaprzyjaźniły!
Pierwszej żony Wiktora odebrano prawa rodzicielskie rodzice i teściowa Zofia się wkręciły: Złapę ją, jak się ruszy! krzyczała. Jednak alimentów nie udało się wyegzekwować, bo Zosia zniknęła bez śladu. Może tak było lepiej.
Dziewczynki wiedziały, iż Kasia nie jest ich biologiczną mamą, ale pamiętały drobne wspomnienia z wczesnego dzieciństwa przelotne obrazy innej mamy. Nie było więc sensu tego ukrywać.
Czas mijał, a córki rosły i cieszyły rodziców. Kasia i Wiktor pracowali razem zwykła, normalna rodzina.
Pierwsza żona pojawiła się, gdy dziewczynkom skończyło się czternaście lat. Tak, po dwunastu latach zniknięcia, nagle znów była.
Wiktor, wracając z zakupów z pustą torbą, spotkał Zosię!
Którą Zosię? zapytała żona, bo już dawno nie myślała o zagubionej mamie.
Moją Zosię! odparł Wiktor.
Słowo moją rozdarło ją kim była wtedy? Kasia poczuła niepokój. Wszystko wydawało się takie samo, a jednak nieco inne.
Gdzie ją spotkałeś?
W naszym sklepie!
Co ona robiła? Też szła na zakupy?
adekwatnie stała
Stała? Czy czekała na kogoś? Co się z nią stanie? pomyślała Kasia i zapytała głośno:
Co ci powiedziała? Coś ci powiedziała?
No, powiedziała! wymówił niechętnie mąż.
Co? Dlaczego mam wyciągać z ciebie wszystkie haczyki?
Wiktor po prostu spotkał największą miłość swojego życia Zosię, niezmienioną, słodką jak cukierek. Była jego latarką w ciemnościach, bo kochał ją od zawsze.
Kasia czuła się rozbita.
Zosia przyznała, iż wzięła się w garść i już nie zamierza się poddawać. Nie miała już nic wspólnego z tym dżentelmenem, którego pozostawiła on już miał nową, młodszą partnerkę i nie miał dzieci.
Więc może zaczniemy od nowa, Olek? rzekła Zosia, lekko dotykając jego ręki palcami.
Olek tak go przezywała w najintymniejszych chwilach to był ich kod.
I Olek się rozluźnił, jakby lata nie istniały.
Czy dziewczyny mnie pamiętają? spytała Zosia.
Dziewczyny nie pamiętały jej już miały już swoją mamę, czyli Kasę.
Oczywiście, pamiętają! okłamał mężczyzna, bo w miłości liczą się wszystkie środki.
No to do przodu: mama jest mamą! kontynuowała piękna kobieta. Wiem, iż jesteś żonaty! Rozwódź się, weź dziewczynki i wróćmy do życia sprzed lat!
Wymienili się numerami telefonów: Zadzwoń, czekam! i Wiktor ruszył do domu. Jak powiedzieć żonie o tym wszystkim? O rozwodzie, o odebraniu dziewczynek? On stracił rozum i postanowił to zrobić. Nie żałował ani Kasi, ani dwóm przywykłym dziewczynkom widział cel i nie widział przeszkód. Hormony były wrogiem!
Nabrał powietrza i krzyknął:
Idę od ciebie!
Moje przeczucie się potwierdziło chyba nie znała mnie dobrze! Jedno krótkie spotkanie z byłą żoną wystarczyło, by wszystko odwrócić.
Kasia chwilę milczała, nabierając sił, po czym powiedziała:
No więc, skoro tak wyjedź! Nie da się cię na siłę przytulić!
To nie koniec! Z Zosią weźmiemy dziewczynki pod nasz dach! wykrzyknął Wiktor. Dziewczynki potrzebują taty i mamy!
Tak? spytała spokojnie żona. A kto ci je ma dać?
Kto? My! Jesteśmy biologicznymi rodzicami i prawo jest po naszej stronie! oświadczył mężczyzna. Każdy sąd stanie po naszej stronie!
Co ty mówisz! nie zmieniając tonu odpowiedziała żona. A co z tym, iż ich mama jest pozbawiona praw rodzicielskich? Zapomniałeś, iż jest Kazimiera?
Rozwiążemy to! rzekł Wiktor. I z opieką, i z wszystkimi formalnościami! Ty powiedz dziewczynkom!
Nie, nie, ja nie! sprzeciwiła się żona. Kto wymyśli, ten i wprowadza.
Był niedzielny dzień, wszyscy byli w domu. Wtedy kochający tata oznajmił dziewczynkom sensacyjną nowinę: niedługo będziemy wszyscy razem!
Tak, już jesteśmy razem! krzyknęły radośnie Ania i Zuzanna.
Nie, mam na myśli waszą prawdziwą mamę! wyjaśnił ojciec.
Dziewczynki spojrzały na siebie, po czym Ania powiedziała:
O kim mówisz? Nie rozumiemy! To nasza mama! wskazała na bladą Kasię.
Nie, macie inną, biologiczną mamę!
To ta, co uciekła sto lat temu? I którą babcia Zofia zawsze chciała ukarać? Mówisz o niej? zapytała Ania z sarkazmem.
Ona się zmieniła i zrozumiała swoje błędy!
Cieszymy się z niej, niech się dalej przemienia! A co my w tym?
Dlaczego? Bo jesteśmy rodziną!
Kasia milczała, pozwalając córkom samym podjąć decyzję przyjmie każdy ich wybór.
Tato, mówię poważnie? zapytała Ania. Naprawdę myślisz, iż my i ta obca ciotka powinniśmy żyć razem?
Nie mów tak o swojej mamie! nagle krzyknął ojciec, jakby to było naprawdę poważne. Nie chcecie, my was z Zosią w sądzie pozbędziemy!
Potem odszedł chyba poszedł do ukochanej, już nie miał dokąd pójść. Później złożył pozew o rozwód.
Wiktor dotrzymał groźby i w sądzie domagał się zwrotu dziewczynek. Sąd jednak stanął po stronie Kasi i bliźniaczekW końcu wszyscy zgodnie postanowili, iż najważniejsze jest dobro dziewczynek, i położyli kres sporom, żyjąc razem jako pełna, kochająca rodzina.




