Nie potrafiłam pokochać… – Dziewczyny, przyznajcie się, która z was to Lila? – dziewczyna patrzy…

twojacena.pl 21 godzin temu

NIE POTRAFIŁAM POKOCHAĆ

Dziewczyny, która z was to Zuzanna? zapytała kobieta z lekkim uśmiechem, patrząc na mnie i moją koleżankę badawczo.

Ja jestem Zuzanna. A co? odpowiedziałam zaskoczona.

Mam tu dla ciebie list, Zuzanno. Od Waldka nieznajoma sięgnęła do kieszeni fartucha po zmięty kopertę i podała mi ją.

Od Waldka? A gdzie on sam? zdziwiłam się.

Przenieśli go do domu dla dorosłych. Czekał na ciebie, Zuzanno, jak na mannę z nieba. Wypatrywał przez okno dniami i nocami. Ten list prosił mnie przeczytać, żebym sprawdziła błędy. Nie chciał się przed tobą skompromitować. Ale muszę już lecieć, zaraz obiad. Jestem tu wychowawczynią spojrzała na mnie surowo, westchnęła i zniknęła za drzwiami.

…Kiedyś, w wakacje, razem z Basią przypadkiem weszłyśmy na teren nieznanego ośrodka. Miałyśmy po szesnaście lat, cieszyła nas beztroska lata, szukałyśmy przygód.

Usiadłyśmy na ławce pod rozłożystą lipą, plotkowałyśmy, śmiałyśmy się. choćby nie zauważyłyśmy, kiedy podeszło do nas dwóch chłopaków.

Cześć, dziewczyny! Nudzicie się może? Poznamy się? powiedział jeden, podając mi rękę. Waldek.

Odpowiedziałam:

Zuzanna. A to moja przyjaciółka Basia. A twój cichy kolega jak ma na imię?

Leon odpowiedział nieśmiało drugi.

Obaj wydali nam się trochę staroświeccy i bardzo poprawni. Waldek poważnie zauważył:

Dziewczyny, czemu nosicie takie krótkie spódniczki? Basia to jeszcze dekolt ten taki odważny

Oj chłopcy, nie patrzcie tam, gdzie nie trzeba. Bo wam oczy rozbiegną się na wszystkie strony zaśmiałyśmy się z Basią.

Trudno nie patrzeć, jesteśmy facetami. Może jeszcze palicie papierosy? dopytywał dalej rozczulająco Waldek.

Oczywiście, palimy. Ale nie tak na poważnie żartowałyśmy.

Dopiero wtedy z Basią zauważyłyśmy, iż chłopakom coś dolega z nogami.

Waldek z trudem poruszał się, Leon wyraźnie utykał na jedną nogę.

Jesteście tu na leczeniu? podpytałam.

Tak. Miałem wypadek na motorze, Leon niefortunnie skoczył do wody ze skały odrzekł szybkim, wyuczonym tonem Waldek. Niedługo nas wypiszą.

Bez zawahania uwierzyłyśmy w ich historie. Dopiero później dowiedziałyśmy się, iż Waldek i Leon to nie ofiary nieszczęśliwych wypadków, ale niepełnosprawni od dziecka, mieszkający tu na stałe. Dla nich nasze wizyty były jak mała namiastka wolności.

Mieszkali, uczyli się w zamkniętym ośrodku, ukrytym przed światem zewnętrznym. Każdy z nich miał własną legendę w zanadrzu dramat z motocyklem, feralny skok, bójkę. Prawda niepełnosprawność od urodzenia.

Waldek i Leon okazali się ciekawi, oczytani, dojrzali jak na swój wiek.

Z Basią zaczęłyśmy ich odwiedzać co tydzień.

Początkowo była to zwykła litość, potem jakieś ciche pragnienie, by ich rozweselić, a także podpatrzeć, jak radzą sobie w trudnym świecie.

Takie krótkie spotkania stały się dla nas czymś normalnym.

Waldek przynosił mi narwane z klombu kwiaty, Leon nieśmiało wręczał Basi własnoręczne origami.

Potem siadaliśmy wszyscy razem na ławce. Waldek zasiadał blisko mnie, Leon odwracał się plecami i całą uwagę poświęcał Basi. Była zawstydzona, rumieniła się, ale widać było, iż dobrze jej w towarzystwie nieśmiałego Leona.

Rozmawialiśmy z chłopakami o wszystkim i o niczym.

Minęło ciepłe, beztroskie lato.

Nadeszła deszczowa jesień, wróciłyśmy z Basią do szkolnych obowiązków. Przyszła matura, nowy rok, potem przygotowania do egzaminów.

Zapomniałyśmy zupełnie o Waldku i Leonie.

…Szalony egzaminacyjny czas, ostatni dzwonek, bal studniówkowy. Przed nami wakacje, czas nadziei.

Razem z Basią postanowiłyśmy odwiedzić ośrodek, przypomnieć sobie dawne czasy, zobaczyć chłopaków. Usiedliśmy na znajomej ławce, mając nadzieję, iż zaraz pojawią się Waldek i Leon. Waldek z kwiatkami, Leon z kolejnym origami.

Dwugodzinne oczekiwanie na próżno.

Nagle z drzwi wyszła młoda kobieta, podeszła do mnie i wręczyła list Waldka. Natychmiast otworzyłam kopertę:

Kochana Zuzanno! Jesteś moim pachnącym kwiatem, odległą gwiazdą! Może nie zrozumiałaś, ale zakochałem się w tobie od pierwszego spotkania. Wasze wizyty były dla mnie oddechem, życiem. Pół roku wyglądam przez okno, czekam na ciebie. Zapomniałaś o mnie. Ach, szkoda! Nasze ścieżki się rozeszły. Ale dziękuję, bo dzięki tobie poznałem, czym jest prawdziwa miłość. Wciąż słyszę twój aksamitny głos, widzę uśmiech, pamiętam delikatne dłonie. Źle mi bez ciebie, Zuziu! Marzę, by cię choć raz jeszcze zobaczyć! Chcę wziąć oddech a nie mam czym

Ja i Leon mamy już po osiemnaście lat. Na wiosnę przenoszą nas do innych ośrodków. Pewnie już się nie zobaczymy. Serce mi pęka! Mam nadzieję, iż z czasem wyzdrowieję z tej miłości.

Żegnaj, ukochana!

Podpis na zawsze twój Waldek.

W kopercie z listem był zasuszony kwiatek.

Ogarnęło mnie przejmujące poczucie winy. Serce ścisnęło się, bo wiedziałam, iż nic już nie zmienię. Przypomniały mi się słowa: Jesteśmy odpowiedzialni za tych, których oswoimy.

Nie miałam pojęcia, jak bardzo Waldek to wszystko przeżywał. Ale nie potrafiłabym odwzajemnić jego uczuć. Nigdy nie czułam do niego nic ponad sympatię, ciekawość wobec interesującego rozmówcy. Tak, trochę z nim flirtowałam, drażniłam się, dokładałam drew do ognia jego zauroczenia, ale nie wiedziałam, iż to stanie się dla niego płomieniem miłości.

Minęło wiele, wiele lat. List Waldka pożółkł, kwiatek rozsypał się w proch. Ale pamiętam nasze niewinne spotkania, rozmowy, śmiech z żartów Waldka.

Ta historia ma ciąg dalszy. Basia bardzo przejęła się losem Leona. Jego rodzice odrzucili go ze względu na inność urodził się z wyraźnie krótszą jedną nogą. Basia skończyła pedagogikę, pracuje w domu dla niepełnosprawnych dzieci. Leon został jej ukochanym mężem. Mają dwóch dorosłych synów.

Waldek, jak opowiadał kiedyś Leon, przez wiele lat żył samotnie. Gdy Waldek miał już około czterdziestki, do ośrodka przyjechała jego matka, zobaczyła opuszczonego syna, zapłakała, odżyła w niej dawna miłość, zabrała Waldka na wieś. Tam ślad po nim się urywa…

Idź do oryginalnego materiału