Nie płakałam po pogrzebie męża.
Wszyscy czekali na łzy, a ja ich nie dałam.
A w zeszły wtorek zmieniłam zamki, gdy córka była na molo.
Aneta wróciła wcześniej niż planowałam.
Zastała pana Waldka z osiedla, jak dokręca ostatni wkręt w nowym zamku.
Stała w progu z siatką jabłek, jeszcze w kurtce.
Patrzyła to na mnie, to na ślusarza.
Jakby zobaczyła coś, czego nie umie nazwać.
— Mamo, czemu moje klucze nie pasują? — zapytała, gdy pan Waldek wyszedł.
— Bo zmieniłam zamki — odpowiedziałam spokojnie.
— A dlaczego bez pytania?
— Bo to moje drzwi.
Zamilkła.
Zawsze kiedy milczy, zbiera argumenty.
Postawiła siatkę na podłodze w przedpokoju.
Zdjęła buty, ustawiła równo przy wycieraczce.
Zupełnie jak jej ojciec dawniej.
I wtedy powiedziała to, co mówi od trzydziestu lat.
Tylko głos jej zadrżał inaczej niż zawsze.
— Mamo, ja wiem lepiej, co dla ciebie dobre…
— Wiesz? — zapytałam cicho.
— Zawsze wiedziałaś lepiej, Aneto.
— Mamo, nie o to chodzi.
— A o co chodzi? — spytałam.
Spojrzała na mnie, jakby szukała dawnej matki.
Tej, która ustępowała, żeby było spokojnie.
— Boję się o ciebie — powiedziała.
— Sama, w tym domu, po tacie…
— Nie jestem sama — odpowiedziałam.
— Jestem tu, gdzie mieszkałam czterdzieści lat.
— Ale mogłabyś zamieszkać ze mną.
— Mogłabym. Ale nie chcę.
Usiadła na krawędzi fotela, jak gość.
Nie jak córka we własnym domu.
— Dlaczego nie płakałaś na pogrzebie? — zapytała nagle.
Czekałam na to pytanie latami.
— Bo płakałam przez trzydzieści lat małżeństwa.
— Mamo, co ty mówisz…
— Mówię prawdę, Aneto.
— Tata był dobrym człowiekiem!
— Dla ciebie. Nie dla mnie.
Zapadła cisza, cięższa niż poprzednia.
— Zmieniłam zamki, bo chcę decydować sama.
— O wszystkim. choćby o drzwiach.
Wzięła siatkę z jabłkami, wstała.
— Wrócę, kiedy będziesz gotowa rozmawiać.
— Jestem gotowa teraz.
— Ale ja nie — powiedziała i wyszła.
Zostałam sama w przedpokoju, z nowym zamkiem.
Pierwszy raz od lat poczułam, iż drzwi są moje.









