Nie mogła znaleźć spokoju, gdy mała dziewczynka zasnęła na jej rękach.

polregion.pl 6 godzin temu

Zosia nie mogła znaleźć sobie miejsca. W ramionach spała mała Jagódka, a ona wciąż nie potrafiła odejść od okna.

Minęła już godzina, odkąd wpatrywała się w podwórko. Kilka godzin temu wrócił z pracy jej ukochany mąż Bartek. Zosia była w kuchni, a on nie przyszedł do niej. Gdy wyszła do pokoju, zobaczyła, iż pakuje swoje rzeczy.

— Dokąd idziesz? — spytała zmieszana.

— Wychodzę. Odchodzę od ciebie do kobiety, którą kocham.

— Bartek, żartujesz? Coś się stało w pracy, jedziesz w delegację?

— Czy ty naprawdę nie rozumiesz? Zmęczyłaś mnie. W twojej głowie jest tylko Jagódka, nie widzisz mnie, o siebie nie dbasz.

— Nie krzycz, obudzisz Jagódkę.

— Proszę bardzo. Znowu myślisz tylko o niej. Facet od ciebie odchodzi, a ty…

— Prawdziwy facet nie zostawiłby żony z małym dzieckiem — cicho powiedziała Zosia i wróciła do córeczki.

Znała charakter męża. Gdyby teraz kontynuowała tę rozmowę, wybuchłaby awantura. W oczach miała już łzy, których nie zamierzała mu pokazać. Wzięła Jagódkę z łóżeczka i wyszła do kuchni. Bartek tam nie pójdzie — nie miał tam czego zabierać.

Przez okno widziała, jak wsiadł do samochodu i odjechał. choćby się nie obejrzał, a Zosia wciąż nie mogła oderwać się od okna. Może miała nadzieję, iż jego auto zaraz pojawi się na podwórku, a Bartek powie, iż to tylko głupi żart. Ale nic takiego się nie stało.

Całą noc nie mogła zasnąć. Nie miała do kogo zadzwonić, by opowiedzieć o swoim nieszczęściu. Z matką dawno straciła kontakt. Ta ucieszyła się, gdy córka wyszła za mąż, i praktycznie o niej zapomniała. Dla Wandy zawsze istniało tylko jedno dziecko — młodszy brat Zosi. Miała przyjaciółki, ale wszystkie były takimi samymi mamami jak ona. Teraz pewnie odpoczywały. I jak miałyby jej pomóc?

Zosia zasnęła dopiero nad ranem. Spróbowała zadzwonić do Bartka, ale odrzucił połączenie i przysłał SMS-a, by więcej go nie niepokoiła.

Właśnie wtedy Jagódka zaczęła marudzić, i Zosia podeszła do niej. Nie mogła sobie pozwolić na rozpacz. Odszedł? Niech sobie idzie. Ma córeczkę, o którą musi zadbać. Trzeba myśleć, jak żyć dalej.

Sprawdziła, ile pieniędzy ma w portfelu i na koncie, i przeraziła się. choćby jeżeli poprosi właścicielkę mieszkania, by poczekała pięć dni z opłatą do wypłaty zasiłku, i tak jej nie starczy. A jeszcze trzeba coś jeść. Mogłaby znaleźć pracę zdalną, ale Bartek zabrał swój laptop.

Miała jeszcze dwa tygodnie opłaconego najmu, by coś wymyślić. Ale musiała działać szybko.

Gdy jednak zadzwoniła do wszystkich znajomych, zrozumiała, iż nic z tego nie wyjdzie. Nikogo nie może poprosić o pomoc. Żadna praca nie przyjmie jej z małym dzieckiem. choćby żeby umyć podłogi, musiałaby zostawić Jagódkę z kimś na godzinę czy dwie. A nie miała z kim.

Zosia powiedziała właścicielce, iż wyprowadzi się po upływie opłaconego okresu. Nie mogła znaleźć sobie miejsca. Mogła wynająć pokój w akademiku — choćby sprawdzała oferty. Ale sąsiedztwo było takie, iż i wrogowi by go nie życzyła. Pisała do Bartka, prosząc o pomoc finansową dla córeczki, ale nie odpowiadał. choćby nie czytał wiadomości. Najwyraźniej dodał ją do czarnej listy.

Zostało pięć dni do wyprowadzki, i Zosia zaczęła pakować rzeczy. Nie miała ich wiele, ale musiała czymś zająć myśli. Właśnie wtedy ktoś zadzwonił do drzwi.

Otworzyła i stała w osłupieniu. Na progu stała Krystyna — jej teściowa.

— Czy teraz czekają mnie jeszcze większe problemy? — pomyślała Zosia, wpuszczając teściową do środka.

Z Krystyną zawsze miała napięte relacje. Uśmiechały się do siebie, ale w głębi duszy się nie znosiły. Już w dniu poznania przyszła teściowa dała jej do zrozumienia, iż Zosia jej się nie podoba. Jak wiele matek uznała, iż syn wybrał niewłaściwie. Przecież mógłby znaleźć lepszą. Dlatego Zosia od razu powiedziała, iż nie zamieszkają razem — nie dogadają się. Wyprowadzili się więc do wynajmowanego mieszkania.

Gdy teściowa przychodziła w gości, było jak w tych dowcipach: „Zosia, a ty w ogóle tu ścierasz kurze?”. A jedzenie, które gotowała Zosia, teściowa nazywała świństwem. Kiedy jednak Zosia zaszła w ciążę, Krystyna trochę odpuściła. Ale gdy urodziła się Jagódka, teściowa natychmiast stwierdziła, iż dziecko nie przypomina ich rodziny i Bartek powinien sprawdzić, czy na pewno jest ojcem.

Dopiero gdy Jagódka skończyła pół roku, Krystyna zaczęła dostrzegać w niej znajome rysy i czasem brała ją na ręce.

Bartek starał się uspokajać żonę. Mówił, iż matka wychowała go sama i dlatego jest taka zazdrosna. Prosił, by zniosła jej humory, bo i tak przychodziła rzadko. A choć Zosia chętnie skorzystałaby z pomocy, nigdy nie prosiła teściową.

A teraz Krystyna stoi w jej przedpokoju — i to po tym, jak Bartek odszedł. Pewnie przyszła, by dokopać jej na pożegnanie. Ale Zosia była już na to obojętna.

Głos teściowej wyrwał ją z zamyślenia.

— No, spakuj gwałtownie rzeczy. Nie ma tu dla was miejsca — powiedziała stanowczo.

— Krystyno, nie rozumiem…

— Co tu rozumieć? Pakujcie się. Jedziecie do mnie.

— Do was?

— A gdzie się wybierasz? Do matki, gdzie tłok jak w autobusie?

— Więc… wiecie o wszystkim?

— Oczywiście. Szkoda, iż wcześniej się nie dowiedziałam. Dziś ten dureń mi powiedział. Mam trzypokojowe mieszkanie. Wszystkim wystarczy miejsca.

Zosia nie miała wyboru. Pomyślała: „Raz kozie śmierć”.

Gdy przyjechały do domu Krystyny, Zosia była przerażona. Ale teściowa pokazała jej pokój dla niej i Jagódki. Gdy Zosia rozpakowała część rzeczy i ułożyła córeczkę do snu, wyszła do kuchni.

— Zosiu, wiem, iż nasze relacje dalekie są od ideału. Ale postaraj się zrozumieć i wybacz mi, jeżeli możesz.

— Krystyno, po prostu chciałaście dla syna jak najlepiej.

— Jakie tam najlepiej! — przerwałaI wtedy Zosia zrozumiała, iż czasem największe wsparcie przychodzi z najmniej oczekiwanej strony, a rodzinę można znaleźć choćby tam, gdzie dawniej widziało się tylko chłód.

Idź do oryginalnego materiału