Nie jesteśmy sobie bliscy, i tyle

newsempire24.com 1 dzień temu

Dziennik, Warszawa, 12 marca 2024

“Dlaczego się wtrącasz w nie swoje sprawy?” – wrzeszczała Kinga, wymachując rękami. “To moja córka, nie twoja!”

“Chciałam tylko pomóc” – cicho odpowiedziała Krystyna, stojąc przy kuchence z patelnią w dłoniach. “Ewa ma gorączkę, temperatura wysoka…”

“Pomóc!” – przedrzeźniała Kinga. “Chcesz pokazać, jaka to z ciebie dobra macocha, co? Żeby tatuś się rozczulił?”

“Kinga, przestań” – próbował interweniować Marek, ale córka choćby nie spojrzała w jego stronę.

“A ty się nie odzywaj! Zawsze ją bronisz!” – Wskazała palcem na Krystynę. “Nie jesteś mi rodziną i koniec! Wymieniłeś własną córkę na tę… na tę…”

Kinga nie dokończyła, odwróciła się i wybiegła z kuchni. Drzwi jej pokoju zatrzasnęły się z hukiem, aż zatrzęsły się szyby w kredensie.

Krystyna odłożyła patelnię na stół i osunęła się na krzesło. Ręce jej drżały, w oczach stały łzy.

“Nie przejmuj się” – Marek podszedł do żony i położył dłoń na jej ramieniu. “Jest zdenerwowana przez studia. Nie dostała się na budżet, wściekła się na cały świat.”

“Marek, ona ma rację” – szepnęła Krystyna. “Naprawdę nie jestem dla niej rodziną. I nigdy nie będę.”

“Głupoty mówisz. Czas wszystko ułoży.”

Krystyna uśmiechnęła się gorzko. Czas. Byli małżeństwem już cztery lata, a relacje z Kingą tylko się pogarszały. Najpierw dziewczyna była po prostu chłodna i zdystansowana. Potem zaczęły się przytyki, uszczypliwe uwagi. Teraz – otwarta wojna.

“Może nie powinnam była proponować opłacenia jej studiów?” – zapytała Krystyna.

“Dlaczego? Chciałaś dobrze.”

“Ona odebrała to jako próbę przekupienia.”

Marek westchnął i usiadł obok żony.

“Krystyna, rozumiem, iż ci ciężko. Ale Kinga straciła matkę w wieku czternastu lat. Boi się, iż ktoś zajmie jej miejsce.”

“Nie próbuję zastąpić jej matki. Chcę tylko, żebyśmy żyli w zgodzie.”

“Wiem. I ona to zrozumie, prędzej czy później.”

Krystyna skinęła głową, ale w duszy wątpiła. Każdy dzień w tym domu był próbą. Kinga jakby specjalnie szukała powodów do kłótni – raz obiad nie ten, raz rzeczy nie na miejscu, raz rozmowa przez telefon za głośna.

Z pokoju Kingi dochodziła głośna muzyka. Sąsiedzi już kilka razu skarżyli się, ale dziewczyna ignorowała uwagi.

“Idź, powiedz jej, żeby ściszyła” – poprosiła Krystyna.

“Powiedz sama. Musicie się nauczyć rozmawiać.”

“Po tym, co przed chwilą się stało?”

“Właśnie dlatego. Nie można pozwolić, by konflikt się utrwalił.”

Krystyna niechętnie wstała i podeszła do drzwi pasierbicy. Zapukała.

“Kinga, mogę wejść?”

Muzyka stała się jeszcze głośniejsza. Krystyna zapukała mocniej.

“Kinga, musimy porozmawiać.”

Drzwi otworzyły się gwałtownie. W progu stała dziewczyna z czerwonymi od płaczu oczami.

“Czego chcesz?”

“Proszę, ścisz muzykę. Sąsiedzi się skarżą.”

“Nie obchodzą mnie sąsiedzi.”

“Kinga, rozumiem, iż jesteś zdenerwowana…”

“Nic nie rozumiesz!” – wybuchnęła. “Myślisz, iż jak rzuciłaś pieniędzmi, to powinnam cię pokochać? Nie doczekasz się!”

“Nie oczekuję miłości. Chcę tylko, żebyśmy nie kłóciły się co chwilę.”

“Nie chcesz kłótni – wynoś się. To nasz dom, mój i taty. Ty tu jesteś niepotrzebna.”

Słowa zabolały Krystynę. Starała się zachować spokój.

“Kinga, twój ojciec mnie kocha. Ja też go kocham. Jesteśmy rodziną.”

“Nie!” – krzyknęła. “Ja i tata jesteśmy rodziną! A ty tylko tu mieszkasz! Myślisz, iż nie wiem, iż wyszłaś za niego dla mieszkania?”

Krystyna zbladła.

“Kto ci takie rzeczy mówił?”

“Babcia. Mama mamy. Mówi, iż jesteś łowczynią cudzego majątku. Że specjalnie się do taty przypchałaś, jak dowiedziałaś się, iż jest wdowcem z trzypokojowym.”

“To nieprawda…”

“Prawda!” – Kinga podeszła bliżej, oczy błyszczały ze złości. “Miałaś czterdzieści lat, mieszkałaś w kawalerce, a tu taka okazja – facet z mieszkaniem! Oczywiście, iż się z nim ożeniłaś!”

Każde słowo było jak policzek. Krystyna czuła, jak płoną jej policzki.

“Kocham twojego ojca…”

“Jasne. Kochasz jego mieszkanie i wypłatę. A jego samego tylko tolerujesz.”

“Przestań!” – nie wytrzymała Krystyna. “Nie masz prawa tak mówić!”

“Mam! To mój dom! A ty tu nikim nie jesteś!”

Kinga zatrzasnęła drzwi przed noskiem macochy. Muzyka zagrzmiała jeszcze głośniej.

Krystyna stała na korytarzu, drżąc z gniewu i urazy. Słowa Kingy trafiły w czuły punkt. Tak, poznała Marka, gdy miała czterdzieści lat. Tak, mieszkała w kawalerce i marzyła o własnym M. Ale za mąż wyszła z miłości, nie dla korzyści.

Marek znalazł ją w łazience, gdzie próbowała się uspokoić.

“Co się stało? Kinga darła się jak opętana.”

“Powiedziała, iż wyszłam za ciebie dla mieszkania.”

Marek zmarszczył brwi.

“Skąd jej takie myśli?”

“Od twojej był”Najważniejsze, iż po latach walki w końcu zrozumieliśmy, iż rodzinna miłość jest jak Wisła – czasem wzburzona i nieprzewidywalna, ale zawsze znajduje swoje koryto.”

Idź do oryginalnego materiału