„Nie jem wczorajszego jedzenia, gotuj codziennie”. Mój 48-letni partner wymyślił listę 5 „kobiecych obowiązków”. Jak zareagowałam

newsempire24.com 6 dni temu

Nie jem z wczoraj, gotuj codziennie. Mój 48-letni konkubent wręczył mi listę kobiecych obowiązków. Co zrobiłam

W sobotni poranek, gdy Artur otworzył lodówkę, wyciągnął pojemnik z moim wczorajszym leczo i powiedział: Iwona, przecież wiesz, iż nie jem odgrzewanego. Zrób coś świeżego, co? stałam wtedy przy kuchence z filiżanką kawy i patrzyłam na niego, jakbym zobaczyła ufoludka. Nie chodziło o to, iż poprosił o jedzenie ludzie czasem proszą. Ale w jego głosie nie było cienia prośby, tylko stwierdzenie faktu. Jakby to było oczywiste, iż kobieta ma gotować na zawołanie, a kolacja z poprzedniego wieczoru to zamach na jego komfort.

Mam czterdzieści pięć lat. Jestem niezależna, mam pracę, własne mieszkanie i życie, które latami odbudowywałam po rozwodzie. Zaprosiłam Artura do siebie miesiąc temu nie po to, by mieć usługobiorcę, ale by być z człowiekiem, który wydawał mi się dojrzały i normalny. Okazało się, iż moje pojęcie dojrzałości było błędne.

Wydawał się całkiem normalny dopóki nie zamieszkał ze mną.

Poznaliśmy się zwyczajnie przez aplikację randkową. Artur miał czterdzieści osiem lat, był po rozwodzie, pracował jako kierowca dostawczy, wynajmował małą kawalerkę. Pisał się kulturalnie, na spotkaniach był szarmancki. Przynosił kwiaty, opowiadał dowcipy, nie pytał o moją pensję i nie przechwalał się swoimi sukcesami.

Spotykaliśmy się trzy miesiące wszystko przebiegało spokojnie. Zero dziwactw czy sygnałów ostrzegawczych. Odwiedzał mnie w weekendy, gotowaliśmy razem, oglądaliśmy filmy, spacerowaliśmy. Pomagał z naczyniami, proponował pójście do sklepu, prawił komplementy. Myślałam: oto dorosły facet, bez resztek po matce.

Aż któregoś razu powiedział, iż ma dosyć płacenia za wynajem i iż logiczne byłoby się przenieść do ciebie, skoro i tak razem jesteśmy większość czasu. Zgodziłam się stwierdziłam, iż jesteśmy dorośli i nie ma co zwlekać.

Pierwszy tydzień minął spokojnie. Sprzątał po sobie, czasem choćby gotował sam, nie rozrzucał rzeczy. Ale od drugiego tygodnia zaczęły pojawiać się drobiazgi, które ignorowałam.

Te drobiazgi wcale nie były drobne.

Zaczął zostawiać kubek po herbacie. Zapytałam, czy umyje, na co odpowiedział: Przecież zmywasz wieczorem, po co się męczyć dwa razy? Zaraz potem zaczęły pojawiać się brudne skarpetki przy kanapie. Kiedy poprosiłam, by wrzucał je do kosza na pranie, tylko się zaśmiał: Iwona, nie przesadzaj, to drobiazg.

Coraz częściej prosił, bym mu coś podała, przyniosła, zrobiła choćby jeżeli sam siedział bliżej. Iwona, podaj pilota. Iwona, nalej mi wody. Iwona, widziałaś moją ładowarkę? A ja, pracując zdalnie z domu, coraz częściej czułam się nie jak partnerka, ale personel sprzątający we własnym mieszkaniu.

I nadszedł poranek z leczo. A potem wieczór, kiedy wyciągnął do mnie listę.

W niedzielę wieczorem Artur usiadł naprzeciwko mnie na kanapie, wyciągnął telefon i z poważną miną powiedział:

Wiesz, pomyślałem, iż powinniśmy ustalić kwestie domowe, żeby nie było nieporozumień. Spisałem, co wypada jasno podzielić po domowemu.

Spięłam się. Liczyłam, iż porozmawiamy o podziale obowiązków kto co robi, jak nam wygodnie.

Artur otworzył notatnik w komórce i zaczął czytać…

Pierwszy punkt: Gotowanie. Kobieta powinna codziennie gotować, najlepiej coś różnorodnego. Nie jem odgrzewanego znaczy, codziennie ma być świeże. Zatkało mnie. On nie mrugnął choćby powieką i czytał dalej.

Punkt drugi: Pranie i prasowanie to typowo kobieca domena, facet się na tym nie zna. Koszule mają być uprasowane do poniedziałku. We mnie rosła gorąca mieszanka złości i niedowierzania.

Punkt trzeci: Sprzątanie. Mopowanie raz w tygodniu, kurz wycierać regularnie. Cały dzień jestem w pracy, nie mam na to czasu. Głos miał monotonny, jakby recytował nie listę dla partnerki, ale opis stanowiska.

Punkt czwarty: Bliskość. Minimum dwa razy w tygodniu. Dla harmonii związku. Zacisnęłam pięści patrząc, jak spokojnie scrolluje telefon, ani razu nie podnosząc wzroku.

Punkt piąty: Finanse. Rachunki za mieszkanie płacimy po połowie, jedzenie ty, bo i tak najczęściej gotujesz. Ja pokrywam tylko swoje osobiste wydatki. Kiedy skończył, uśmiechnął się, jakby przysłużył się światu: No i jak, uczciwie?

Milczałam parę sekund. Potem spokojnie pytam: Artur, a gdzie na tej liście są twoje obowiązki? Zdziwiony uniósł brwi: No jak to gdzie? Przynoszę pieniądze do domu. To nic? Ja też pracuję, odpowiedziałam. Pracuję z domu, zarabiam co najmniej tyle co ty. Ale to przecież praca zdalna rzucił, to nie to samo co moja. Ty siedzisz w cieple, ja latam po mieście, stykam się z ludźmi, męczę się.

Podniosłam się z kanapy: Artur, czyli mam być twoją darmową gospodynią? Zmarszczył brwi: Gospodynią? Nie, to przecież normalny podział w związku. Facet zarabia, kobieta pilnuje domu. Od zawsze tak było. Tak było w czasach Gomułki, odpowiedziałam. Teraz jest XXI wiek. Westchnął, jakby mówił do dziecka: Iwona, facet nie jest stworzony do zajmowania się domem. My łowcy, kobieta strażniczka domowego ogniska.

Całą noc nie zmrużyłam oka. Leżałam, słuchając, jak Artur chrapie obok, jakby nic się nie stało. Jakby ta lista i przypisane mi miejsce to była norma.

O piątej rano podjęłam decyzję. Spakowałam jego rzeczy w dwie reklamówki, położyłam przy drzwiach. Napisałam kartkę: Artur, twoją listę przeczytałam. Oto moja:

1) Szukaj sobie innej strażniczki ogniska.

2) Twoje rzeczy są pod drzwiami.

3) Klucze wrzuć do skrzynki na listy.

4) Nie dzwoń. Powodzenia w poszukiwaniu gospodyni, która będzie to robić za harmonię w związku. Wyszłam zanim wstał, poszłam do przyjaciółki, wypiłyśmy kawę, opowiedziałam jej wszystko. Pokręciła tylko głową: Iwona, dobrze, iż zobaczyłaś to teraz. Wyobraź sobie, co by było za rok.

Trzy godziny później Artur napisał: Naprawdę się o takie bzdury obrażasz? Myślałem, iż jesteś dorosła. Nie odpowiedziałam, tylko zablokowałam jego numer.

Co się kryje za taką listą?
Minęły dwa miesiące. Dużo myślałam i zrozumiałam: po pierwsze, Artur nie szukał partnerki, tylko obsługi do domu z opcją na wieczór kobieta ma gotować, prać, sprzątać, być dostępna zgodnie z grafikiem i nie mieć żadnych oczekiwań. Po drugie, dla niego to była norma kobieta po czterdziestce nie jest człowiekiem z granicami, tylko istotą, która ma być wdzięczna za uwagę i spełniać funkcje domowe. Po trzecie, takich facetów jest więcej niż myślimy umieją się maskować, a potem, jak już kobieta się złapie, powoli prezentują żądania.

Najważniejsze, czego się nauczyłam: lepiej być samą i wolną, niż we dwoje w roli służącej. Mam czterdzieści pięć lat i zasłużyłam na życie według własnych zasad. Bez list, bez obowiązków przypisanych tylko mi, bez mężczyzny, który widzi we mnie funkcję, a nie osobę.

Jeśli to oznacza samotność niech będzie. Lepiej być samej niż z kimś, kto traktuje cię jak sprzątaczkę.

A wy? Wyszłybyście po takiej liście, czy próbowałybyście znaleźć kompromis? Czemu niektórzy mężczyźni po czterdziestce szukają nie partnerki, ale gospodyni? I czy też spotkałyście się z kimś, kto zaraz po przeprowadzce wprowadzał własny regulamin?.

Idź do oryginalnego materiału