„Nie jem wczorajszego, gotuj codziennie”. Mój 48-letni partner przedstawił mi listę 5 „kobiece obowiązki”. Jak na to zareagowałam

newsempire24.com 1 dzień temu

Wyobraź sobie: mam czterdzieści pięć lat, własne mieszkanie w Warszawie, stabilną pracę i życie ułożone na własnych zasadach po rozwodzie. Zaprosiłam miesiąc temu do siebie Pawła, bo wydawał się dojrzałym facetem, a nie dlatego, iż potrzebowałam kogoś do podawania śniadania do łóżka. Tymczasem w sobotni poranek Paweł otwiera lodówkę, wyciąga pojemnik z moim wczorajszym leczo i z miną bardzo poważną mówi: Anka, przecież wiesz, iż nie jem wczorajszych rzeczy. Ugotujesz coś konkretnego, świeżego?. Stałam wtedy przy kuchni z kubkiem kawy i patrzyłam na niego, jakbym zobaczyła kosmitę. Nie dlatego, iż poprosił o obiad o to ludzie czasem proszą. Tylko ten ton! Zero pytania, sama oczywistość jakby to było naturalne, iż kobieta ma zawsze na zawołanie gotować na świeżo, a zostawienie obiadu z dnia poprzedniego to już prawie zbrodnia domowa.

Poznaliśmy się klasycznie, przez Tinder. Paweł, czterdzieści osiem lat, kierowca dostawczaków, po rozwodzie, wynajmował malutkie mieszkanie na Bemowie. W online’owych rozmowach kulturalny, na spotkaniach przynosił tulipany, rozśmieszał mnie, zero gadki o pieniądzach i przechwałek. Przez pierwsze trzy miesiące randkowaliśmy w spokojnym tempie weekendy razem, gotowanie, kino, spacery. Był pomocny, zmywał, robił zakupy, miły. Myślałam: znalazłam normalnego, ogarniętego faceta.

Potem padła propozycja, żebym go przygarnęła bo i tak spędzamy większość czasu razem, a płacenie dalej za wynajem nie ma sensu. Zgodziłam się dorosła jestem, szkoda czasu.

Pierwsze dni luz. Sprzątał po sobie, czasem coś ugotował, nie rozrzucał rzeczy. Ale po tygodniu, dwóch zaczęły się drobiazgi, które początkowo bagatelizowałam. A potem

Zostawiał kubek z herbatą na stole i pytał: Po co mam myć? Przecież wieczorem i tak ty zmywasz, nie ma sensu się męczyć dwa razy. Skarpetki obok kanapy zaczęły się mnożyć. Zwróciłam uwagę, a on tylko się zaśmiał: Anka, no daj spokój, takie szczegóły. Po kolei podaj pilota, więcej wody, gdzie jest moja ładowarka choćby jak siedział bliżej. Pracowałam zdalnie, on wracał po pracy, a ja miałam wrażenie, iż zamieniam się w panią sprzątającą we własnym domu.

I wtedy był ten poranek z leczo. A wieczorem, jakby tego było mało, Paweł wręczył mi listę. LISTĘ!

Siadł naprzeciw mnie na kanapie, wyciąga telefon z notatkami i poważnie mówi: Wiesz, trzeba dogadać pewne sprawy domowe. Napisałem, żeby było jasne.

Myślę: okej, pogadamy o podziale obowiązków, spoko.

Paweł czyta: Punkt pierwszy Gotowanie. Kobieta powinna gotować codziennie, najlepiej różnorodnie. Wczorajszego nie jadam, więc codziennie musi być świeże. Zamrugałam. On czyta dalej…

Drugi: Pranie i prasowanie. To kobiece sprawy, faceci się na tym nie znają. Koszule w poniedziałek mają być świeżo wyprasowane. Krew się burzyła we mnie coraz bardziej.

Trzeci: Sprzątanie. Mokrą szmatą raz w tygodniu, kurze regularnie. Ja haruję cały dzień, nie mam na to czasu.

Czwarty: Bliskość. Minimum dwa razy w tygodniu to ważne dla harmonii. Patrzyłam na niego, ledwo powstrzymując śmiech i wściekłość.

Piąty: Finanse. Opłaty za mieszkanie na pół, jedzenie kupujesz ty, bo częściej gotujesz i jesteś w domu. Ja płacę za siebie. Uśmiechnął się: No, chyba uczciwie?

Patrzę na niego i pytam: Paweł, a gdzie tu są twoje obowiązki? On na to: Jak to gdzie? Przecież pieniądze przynoszę. Chyba to coś znaczy? Mówię: Też pracuję, i zarabiam nie mniej niż ty. On z oburzeniem: No, ale ty jesteś w domu, to nie to samo. Ja cały dzień w trasie, w stresie, ty pod kocem na home office.

Wstałam, spojrzałam mu w oczy i mówię: Czyli mam być twoją darmową gosposią?. On patrzy z dezaprobatą: Gosposią? Po prostu normalny podział facet zarabia, kobieta dba o dom. Od zawsze tak było. Ja na to: Serio, Paweł? Lata pięćdziesiąte się skończyły. Jest 2024 rok. Paweł westchnął: Anka, faceci nie są stworzeni do sprzątania. Jesteśmy zdobywcami, ty powinnaś być strażniczką domowego ogniska.

Nie spałam całą noc, słuchałam jak równo chrapie i miałam ochotę krzyczeć. Swoje rzeczy zebrałam o piątej rano w dwa reklamówki, położyłam przy drzwiach, dopięłam kartkę: Paweł, zapoznałam się z twoją listą. Oto moja:

1) Poszukaj sobie innej strażniczki ogniska.

2) Rzeczy są przy drzwiach.

3) Klucze zostaw w skrzynce na listy.

4) Nie dzwoń. Powodzenia w szukaniu gospodyni, co będzie pracować za harmonię.

Wyszłam zanim wstał. Pojechałam do Marty, wypiłyśmy kawę, opowiedziałam jej wszystko. Kiwała tylko głową: Anka, dobrze, iż przejrzałaś na oczy. Wyobraź sobie, co byłoby za rok.

Kilka godzin później dostałam od Pawła sms: Serio takie głupoty cię wyprowadziły z równowagi? Myślałem, iż jesteś dojrzała. Nie odpisałam, zablokowałam numer.

Minęły dwa miesiące. Przemyślałam to wszystko i wiem dziś jedno: Paweł szukał nie partnerki, tylko obsługi, do gotowania, sprzątania, prania i łóżka a nie do wspólnego życia. I najstraszniejsze jest to, iż dla niego to była po prostu norma kobieta po czterdziestce według niego nie ma granic ani oczekiwań, tylko wdzięczność za uwagę faceta. Takich jest więcej niż się wydaje: udają partnerskich, a potem, jak już się wprowadzą, pokazują prawdziwe oblicze.

I wiesz co? Lepiej być samą i szczęśliwą niż we dwoje i czuć się jak sprzątaczka. Mam czterdzieści pięć lat, i nie mam najmniejszej ochoty dopasowywać się do czyichś list. Dla mnie partner to ktoś, kto widzi we mnie osobę, nie funkcję.

A ty co byś zrobiła? Odeszłabyś czy próbowała się dogadać? Masz wrażenie, iż faceci po czterdziestce częściej szukają pomocnicy niż partnerki? I czy zdarzyło ci się kiedyś, iż po wspólnym zamieszkaniu ktoś totalnie zmienił zasady gry?

Idź do oryginalnego materiału