Nie chciałem, ale zrobiłem
Palenia nigdy się nie nauczyłem, ale mimo to byłem przekonany, iż pomaga mi to uspokoić nerwy. Stałem na podwórku starego domu, patrząc na naszą wiejską ulicę, a myśli krążyły ciemne, ciężkie i niespokojne. W ostatnim czasie życie mocno mnie doświadczyło, troski przygniatały z każdej strony.
Mieszkałem sam w domu po zmarłej babci, rodzice mieli gospodarstwo w sąsiedniej wsi, jakieś siedem kilometrów stąd. Chciałem żyć na własny rachunek, marzyła mi się niezależność w końcu mam już dwadzieścia trzy lata. Pracuję na poczcie.
Nie skończyłem papierosa zgasiłem go szybkim ruchem i wyrzuciłem:
Nie podoba mi się to palenie Jak Zosia ona pali bez przerwy, to przez nią zacząłem, powiedziała, iż to pomaga nerwom, ale wątpię myślałem.
W tym momencie koło mojego domu przejechał nowy dzielnicowy, pan Antoni przeniesiony z powiatu. O nim mówiło się ostatnio w pracy. Patrzyłem za jego autem, aż zniknęło za zakrętem. Wszedłem do środka, bo zaczynało się ściemniać, a dziś miałem przed sobą szczególnie trudny i niebezpieczny wieczór
Wczoraj na poczcie, choć nie było tłumów, to jednak co jakiś czas zaglądali sąsiedzi.
Jutro będzie tu prawdziwy tłok rzuciła pani Anna, nasza pocztowa seniorka dziś cisza przed wypłatą emerytur.
Pani Anna pracuje na poczcie od młodości ludzie nie pamiętają już, żeby jej tu nie było. Nie raz słyszałem jak mawiała:
Już trzydzieści lat tutaj jestem, wszyscy mnie znają i nie wyobrażam sobie pracy gdzie indziej.
No pewnie, ciociu Aniu śmiała się młoda Zosia mama mówi, iż bez ciebie poczta w ogóle by nie ruszyła! Wszystko się tutaj na tobie trzyma.
Oj Zosiu, nie przesadzaj śmiała się Anna i bez mnie by się obeszło, na moje miejsce zawsze ktoś się znajdzie
Weszła Majka, krępa kobieta koło czterdziestki. Dzień dobry, upał dzisiaj jak w lipcu! Przyszłam, bo sąsiadka, babka Helena, prosiła o przedłużenie prenumeraty magazynu, bardzo lubi czytać. A my jutro wcześnie rano ruszamy całą rodziną nad Bałtyk, aż do Kołobrzegu Helena się boi, iż jej zostanie bez gazet, bo kończy się subskrypcja. Biedna, rzadko wychodzi z domu.
Oho, Majka odważyła się Anna nie boisz się tak daleko i jeszcze pociągiem jechać?
Skądże! Pierwszego dnia wrzucę zdjęcia na Facebooka, mam nowy kostium kąpielowy, będziecie mieć co oglądać obiecała Majka i wyszła.
To ile to kosztuje, żeby całą rodziną nad morze, masakra jakaś! wywróciła oczami Zosia.
Majka sobie radzi, mąż to przecież gospodarz spokojnie odparła Anna.
Siedziałem cicho, oparty o ścianę, śledząc rozmowę i patrząc na monitor. Myślałem
Po pewnym czasie na poczcie pojawił się Antoni, nasz dzielnicowy, przywitał się wesoło:
Dzień dobry! Powinienem dostać dziś jakieś powiadomienie, sprawdzi pani? zwrócił się do Zosi, ale dostrzegł mnie i długo się wpatrywał.
Nie wiedziałem, iż pracują tu takie ładne osoby tylko jakaś smutna jesteś powiedział.
Anna spojrzała za jego wzrokiem.
Małgosia. Zaręczyła się, ale w zeszłym miesiącu straciła narzeczonego uciął temat.
Antoni skinął głową, a Zosia powiedziała, iż dla niego nic nie przyszło.
Trzy tygodnie temu mój narzeczony Kuba zginał tragicznie; znaleziono go zamordowanego na obrzeżach miasta. Mówili, iż bywał w nielegalnych grach hazardowych, choć ja o tym nie wiedziałem. Policja nie znalazła sprawcy, ale pewnej nocy przyjechali do mnie dwaj młodzi mężczyźni, których pamiętałem z otoczenia Kuby.
Twój narzeczony był nam winien sporą sumę.
Ale przecież on nie żyje odpowiedziałem trzęsąc się ze strachu.
Długi nie umierają. Musisz spłacić jego dług, inaczej będzie źle odezwał się starszy z nich, Krzysiek, podając kwotę: sto tysięcy złotych.
Skąd mam wziąć tyle?
To już twój problem. U was na wiosce są bogaci, przemyśl to.
Ja choćby nie wiem, kto…
Dobrze wiesz, na poczcie pracujesz, znasz wszystkich. Za dwa tygodnie wracamy. Idź na policję, a nie wyjdziesz stąd żywa. Oto wytrychy, otworzysz każdy zamek rzucił wyraźnie.
Gdy wyszli, zamknąłem drzwi drżącymi rękoma. Serce mi dudniło w domu było cicho, na dworze ciemno. Następnej nocy zdecydowałem wrócę do domu Majki. Wyjechali na urlop, a tam nie mają psa, tylko zamknięta brama. Przeszedłem przez płot.
Nie wiedziałem, jak dostanę się do środka, ale jak powiedział Krzysiek, udało mi się otworzyć drzwi wytrychem. Serce biło mi jak szalone, wiedziałem, iż łamię prawo. Byłem taki jak ci, którzy mnie do tego zmusili.
Szukałem pieniędzy długo. W pokoju jasno, światło z latarni padało przez okno.
Boże, co ja robię Tak bardzo chcę żyć, a przez Kubę muszę cierpieć, a choćby popełniać przestępstwo myślałem.
Bałem się zwrócić na policję, groźny Krzysiek był wszędzie. Znalazłem tylko piętnaście tysięcy złotych, w komodzie złoty pierścionek Majki i bransoletkę. Na stole leżał laptop, więc wrzuciłem go do torby.
Tak samo cicho oddaliłem się od domu, zarzuciłem worek na ramię, rozglądałem się, światła w oknach gasły, gdzieniegdzie warczały psy. Cisza nikt nic nie widział. Trząsłem się ze strachu.
W domu schowałem zdobycz w starym babcinym kufrze, w komórce za rupieciami. Nie spałem przez całą noc, głowa pulsowała bólem. Następnego dnia poszedłem do pracy.
Po południu wyszedłem z poczty, skierowałem się do baru mlecznego, kilka kroków dalej.
Dzień dobry zaskoczył mnie Antoni, uśmiechnął się nie bój się, po prostu idziemy w tym samym kierunku powiedział.
Dzień dobry odpowiedziałem cicho, nerwowo myśląc czy on już wie? Czekał na mnie?
Tak, na ciebie czekałem zażartował.
Odpowiedziałem mu wzrokiem, uspokoiłem się. Tak zaczęły się nasze wspólne obiady, czasem też odprowadzał mnie do domu, a potem zostawał u mnie.
Plotki gwałtownie krążyły:
Małgosia złapała dzielnicowego, dobrze się ustawiła niecierpliwiła się Tamara a mojej córce Kasi Antoni się podoba, ale Małgosia była szybsza.
Daj spokój, widać, iż mu się podoba. Zakochał się! odpowiadała sąsiadka.
Rzeczywiście, gwałtownie się zakochaliśmy. Część ludzi mnie krytykowała.
Ledwo pochowała narzeczonego, już nowy w domu.
A co, ma całe życie płakać? bronili mnie inni.
Nie znajdowałem sobie miejsca, zbliżał się termin spotkania z tymi ludźmi z miasta. Bałem się, iż zastaną mnie z Antonim… Chciałem mu się przyznać do wszystkiego, czas nieubłaganie się kończył. Dwa dni przed spotkaniem nie wytrzymałem:
Antoni, muszę ci coś powiedzieć zacząłem, a on się roześmiał.
Wiem, też cię kocham
To nie o to chodzi…
Słuchał uważnie i był wstrząśnięty. Nie wierzył, iż taka zwykła dziewczyna jak ja mogła się do czegoś takiego posunąć. Próbował mnie tłumaczyć przecież mnie zastraszali.
No dobrze, Małgosiu. Musisz za to odpowiedzieć. Gdzie są te rzeczy? Dopiero teraz mi mówisz, trzeba było od razu przyjść.
Wyjęłam torbę, oddałem mu wszystko. Obiecywał, błagał. Minęły dwa dni, późnym wieczorem zapukały do mnie drzwi. Ze strachem otworzyłem. Stał Krzysiek ze swoim wspólnikiem, domagali się pieniędzy.
Nie znalazłem więcej, jakoś to załatwię tłumaczyłem się. Proszę o trochę czasu.
Krzysiek złapał mnie mocno za ramię, aż zabolało.
Czas się skończył, dawaj forsę, albo zaraz szarpnął mnie za kołnierz, aż urwał mi koszulkę. Wtedy zobaczyłem, jak jego kolega padł na podłogę, za chwilę i on. Antoni założył mu kajdanki, drugi policjant podnosił wspólnika.
Już po wszystkim powiedział cicho Antoni dostaną za swoje. Jutro chodź na komisariat, porozmawiamy.
Przesłuchiwano mnie, całą prawdę wyznałem śledczemu. Majka wróciła z rodziną z urlopu, oddano im wszystko według listy. Antoni prosił jednak śledczego, by nie rozpowiadał, kto za tym stał. Jakoś się ułożyło. Nikt by nie uwierzył, iż spokojny chłopak z naszej wsi mógł zrobić coś takiego. Wszyscy uznali, iż to Krzysiek i jego kompan zresztą to oni zamordowali Kubę. Pojechali za kratki na długie lata.
Antoni oświadczył mi się, była piękna polska wesele. Miłość Antoniego zmyła moje winy i zaleczyła stare rany. Wychowujemy już córkę, Olę.
Zrozumiałem wtedy, iż najważniejsze to ufać drugiemu człowiekowi, nie dać się zastraszyć i nie odwracać się od tych, którzy chcą pomóc. Życie może zacząć się od nowa, jeżeli tylko okażesz odwagę i szczerość.










