Nie chciała, ale musiała — Opowieść o młodej Vasili, która przez długi zmarłego narzeczonego zostaje…

polregion.pl 7 godzin temu

Nie chciała, ale to uczyniła

Palic nie potrafiła, ale była przekonana, iż to pomaga jej uspokoić nerwy. Stojąc na podwórku przed domem babci, obserwowała wiejską ulicę w Jabłonowie pod Toruniem jej myśli były ciemne, dziwne, splątane, przesycone niepokojem. Ostatnio jej życie wypełniły poważne troski.

W domu zmarłej babci Ireny mieszkała sama. Rodzice w sąsiedniej wsi, siedem kilometrów stąd. Chciała żyć na własną rękę, sama sobie sterem, miała już dwadzieścia trzy lata i pracowała w miejscowej placówce Poczty Polskiej.

Wyciągnęła papierosa, ale nie dopaliła go do końca, zgasiła w popielniczce pod krzakiem i westchnęła:
Nie podoba mi się palenie, tak jak Zosia ciągle jedno za drugim… To ona poradziła mi, iż na nerwy pomaga, ale wcale nie jestem pewna… rozważała szeptem.

Nagle przed jej domem przejechał czarny volkswagen, którym jechał nowy dzielnicowy Antoni, przeniesiony z powiatu bydgoskiego. Wiedziała o nim od koleżanek z poczty. Przez chwilę patrzyła za samochodem przez wymyślone okno. W domu już robiło się ciemno, dzień długo wydłużał swój cień, a ona dziś miała do wykonania coś ważnego i niebezpiecznego…

Wczoraj w urzędzie pocztowym nie było tłumów, ale od czasu do czasu wpadały znajome twarze ze wsi.

Jutro będzie tutaj armagedon rzuciła Anna Feliksa, kierowniczka poczty, z siwymi włosami i mocnym głosem dziś cisza przed wypłatą emerytur.

Anna Feliksa pracowała na poczcie od młodych lat, sama powtarzała:
Już trzydzieści lat służę tu, każdy mnie zna, i nie wyobrażam sobie innej pracy.

Noo, ciociu Aniu uśmiechnęła się Weronika, młodziutka stażystka Moja mama mówi, iż bez ciebie poczta już dawno by się rozpadła! Wszystko się na tobie trzyma.

Tak do końca nie rozpadłaby się… Każdego można zastąpić, a ja lada moment na emeryturę…

Dzień dobry! weszła do urzędu Mariola, kobieta korpulentna, czterdziestoletnia Uf, jak dziś gorąco! Wpadłam, bo sąsiadka, babka Genowefa prosiła, by jej zamówić prenumeratę na tygodnik uwielbia czytać, a my jutro z rana jedziemy nad Bałtyk, aż do Kołobrzegu… Poprosiła, bo kończy się jej prenumerata, boi się zostać bez lektury… Szkoda mi jej, nie wychodzi babka z domu, więc czyta, mówi, iż czas tak szybciej leci.

Mariola, nie boisz się tak daleko jechać, jeszcze samolotem? spytała Anna Feliksa W Kołobrzegu przynajmniej słońca nie zabraknie…

Nic a nic. Wrzucę zdjęcia na Facebooka, mam nowy strój kąpielowy, patrzcie potem! i już jej nie było.

Ile to trzeba mieć złotówek, żeby z rodziną nad morze lecieć… zamrugała Weronika.

A co, mają! Jej chłop, Michał, gospodarstwo rozkręcił… odparła Anna Feliksa, niezmąconym głosem.

Violetta, siedząc cicho przy ścianie, patrzyła na monitor, słuchała wszystkiego, obserwowała… Myśli, tak senne, skakały ze ściany na ścianę.

Po chwili wszedł dzielnicowy Antoni, rozjaśnił wnętrze uśmiechem:
Dzień dobry! Miało przyjść awizo na moje nazwisko, można sprawdzić? zwrócił się do Weroniki, ale jego wzrok zatrzymał się na Violettcie.
Nie wiedziałem, iż tu pracują takie piękne panie… Ale jakaś taka smutna jesteś…

Anna Feliksa wychwyciła spojrzenie:
O, Violetta… Narzeczonego niedawno pochowała…

Rozumiem… zamilkł Antoni, a Weronika odparła, iż na razie nic na jego nazwisko nie przyszło.

Trzy tygodnie temu tragicznie zginął narzeczony Violetty, Daniel. Znaleźli go zamordowanego w Toruniu na pustym parkingu. Podobno grał, po cichu, w szemrane automaty w podziemiu. Violetta nie wiedziała o niczym. Policja nie odnalazła sprawców, ale późnym wieczorem u Violetty pojawiło się dwóch młodych, miastowych. Miała w pamięci, iż widziała wcześniej Daniela w ich gronie.

Twój narzeczony wisiał nam okrągłą sumę.

Ale on… przecież nie żyje! przestraszona Violetta.

Ha, długi nie umierają, ty musisz spłacić. odezwał się jeden z nich, Łukasz, podając sumę: trzydzieści tysięcy złotych.

Skąd ja wezmę takie pieniądze?!

To twój problem. W waszej wsi są bogaci ludzie, myślisz… Przemyśl to.
Pracujesz na poczcie, wszystko o wszystkich wiesz mówił stanowczo Łukasz Potrzebujemy gotówki. Za dwa tygodnie wrócimy po nią. Do policji nie idź nie przeżyjesz, zapamiętaj. Tu masz wytrychy. Każdy zamek otworzysz dodał szorstko.

Wyszedł, a Violetta zatrzasnęła drzwi. Krew pulsowała jej w skroniach, dom zamarł, za oknem wiatr plątał liście. Po dobie postanowiła nocą zakradnie się do domu Marioli. Wyjechali na urlop. Wiedziała, iż nie było tam psów, tylko zamknięta brama. To nie przeszkodziło przeskoczyła płot.

Nie miała pojęcia, jak wejdzie do środka ale, jak zapewniał Łukasz, wytrych otworzył zamek. Serce biło, była po drugiej stronie prawa. Czyżby stawała się jedną z tych, którzy pchnęli ją w ten senny, dziwny grzech?

Długo szukała pieniędzy; pokój oświetlały nierealnie żółte plamy latarni zza płotu.
O Boże, co ja robię… Chcę przecież żyć… Daniel, co ty ze mną uczyniłeś? Leżysz tam, za ziemią, a ja płacę za ciebie, łamię prawo…

Violetta wiedziała, iż powinna iść na policję, ale lękała się ten okrutny Łukasz wszędzie ją znajdzie…

Znalazła zaledwie piętnaście tysięcy złotych, w szufladzie komody złoty pierścionek Marioli i bransoletę. Na stole migotał laptop schowała go do torby.

Cicha, nie-prawdziwa noc była jej sprzymierzeńcem wyszła cicho z domu Marioli, z torbą na ramieniu, rozglądając się sennie na wszystkie strony. W oknach ciemno, szczekanie psów z oddali; nikogo, nikt nie widzi. Przeszywał ją lęk, trzęsła się.

W domu torbę upchnęła w starym babcinym kufrze w spiżarni, pod starzyzną. Nie spała tej nocy, głowa bolała, z oczu płynął czas. Rano poszła, bardziej lunatycznie niż przytomnie, do pracy.

W południe wybiegła z poczty i ruszyła jakby szła przez mleczną mgłę do stołówki przy sklepie.
Dzień dobry nieoczekiwanie przed nią pojawił się Antoni. Violetta drgnęła, on uśmiechnął się szeroko nie bój się, idziemy razem, tak się złożyło, mam też ochotę na zupę.

Dzień dobry odpowiedziała cicho. Po głowie stukało jej żelazne pytanie: Czy on już wie, co zrobiłam? Czekał tu na mnie?

A pewnie! Czekałem właśnie na ciebie zażartował Antoni błyszczącymi oczami.

Spojrzała w jego błękitne oczy, coś w niej się uspokoiło. Od tego dnia jadali razem obiady, a czasem wieczorem wracał z nią, a później zostawał dłużej…

Wieść rozniosła się szybciej niż pożar w upalne popołudnie:
Violetta chapnęła dzielnicowego, sprytna… złościła się Tamara z sąsiedztwa Antoni to marzenie mojej córki Tosi, a tu ta…

Ale widać przecież, iż to jemu podoba się Violetta, zakochał się, to widać!

I rzeczywiście była to prawdziwa, senna miłość, a niektórzy we wsi krzywo patrzyli na Violettę.
Niedawno straciła narzeczonego, a już nowy…

Co ma się sama zadręczać? bronili ją inni.

Sen Violetty gęstniał od lęku nadchodził dzień, gdy ci z miasta mieli przyjechać po pieniądze. Bała się, co jeżeli natrafią na Antoniego… Chciała już mu wyznać, co zrobiła czas przyspieszał nienaturalnie. Nie wytrzymała, przedostatniego dnia zdecydowała:

Antoni… muszę ci się do czegoś przyznać zaczęła Violetta, a on się roześmiał.

Wiem, wiem, ja też cię bardzo kocham…

Nie o to chodzi…

Antoni stał się poważny, słuchał uważnie, nie mogąc uwierzyć, iż ta drobna, piękna Violetta podjęła się takiej rzeczy. Zaraz ją usprawiedliwiał, przecież została zastraszona…

Dziwna sprawa, Violetta… Będziesz musiała odpowiedzieć za to. Gdzie są te rzeczy? No przecież powinnaś była od razu przyjść do mnie…

Wyjęła torbę, oddała mu wszystko. Przez dwa dni Antoni jej tłumaczył, obiecywał pomoc. Po dwóch nocach drzwi Violetty rozlegle załomotały otworzyła je, strach trzymając za klamkę. Przed nią Łukasz z kolegą, żądali pieniędzy.

Nie znalazłam jeszcze pieniędzy, ale na pewno… coś wymyślę, proszę, dajcie mi czas.

Łukasz chwycił ją za ramię, ścisnął boleśnie.
Czas? Nie ma już czasu, dawaj kasę albo teraz… szarpnął za dekolt bluzki, aż się rozdarła. Ale wtedy drugi padł za jego plecami, tuż po nim Łukasz. Leżeli już na sennej podłodze, a Antoni zakładał kajdanki, drugi policjant podnosił kolegę Łukasza.

To już koniec powiedział Antoni cicho zapłacą za swoje winy. Rano zgłoś się do komisariatu, wyjaśnimy wszystko.

Violettę przesłuchiwano, opowiedziała śledczemu wszystko jak w śnie. Mariola po powrocie znad morza, z rodziną, dostała z powrotem swoje rzeczy, wedle opisu. Antoni prosił o dyskrecję w sprawie Violetty. Tylko oni wiedzieli wśród ludzi we wsi szeptano, iż to przecież bandyci byli winni kradzieży. Okazało się też, iż to Łukasz i jego kolega zamordowali Daniela… Na długo wyjechali do miejsc dalekich i chłodnych.

Antoni oświadczył się Violettcie była senna ceremonia ślubna pod kościołem w Jabłonowie. Miłość Antoniego obmyła wszystkie jej winy, uleczyła stare rany. Dziś razem wychowują córkę, Olę.

Idź do oryginalnego materiału