Nie chciała, ale musiała – dramatyczna historia Vasylisy z polskiej wsi: samotne życie w domu po bab…

polregion.pl 1 dzień temu

Nie chciała, ale zrobiła.

Palenie to nie był sport Aldony, ale była święcie przekonana, iż papieros potrafi uspokoić nerwy. Stała więc na podwórku swego domu w podwarszawskiej wsi i patrzyła na wykrzywioną od garbów ulicę, a jej myśli były jak typowe polskie niebo w listopadzie ciemne, gęste od zmartwień. Ostatnio życie raczej ją doświadczyło.

Aldona mieszkała sama w domu po zmarłej babci Jadwidze, rodzice siedzieli w Błoniu, siedem kilometrów dalej. Zachciało jej się tej, jak to się mówi, samodzielności, w końcu ma 23 lata. Pracowała na poczcie.

Ale papierosa nie wypaliła do końca, zgasiła, wyrzuciła ogryzek:

Nie cierpię palenia, jak Renia, ta to nałogowiec, od niej się nauczyłam, miało niby koić nerwy, a bzdura rozważała.

Akurat mijał jej dom nowy dzielnicowy Antek, świeżo przeniesiony z Grodziska. Wiedziała o nim od koleżanek z poczty. Spojrzała przez żółtą firankę na jego starą skodę, weszła do domu. Zaczynało się ściemniać, a przed nią czekała dziś misja dość niebezpieczna.

Dzień wcześniej na poczcie, choć nie było tłumów, to jednak ktoś od czasu do czasu wstąpił jak to w polskiej wsi.

Jutro armagedon, mruknęła Anna Fedorowicz, dziś cisza przed premią emeryturalną.

Anna Fedorowicz pracuje na poczcie od zawsze, wieś już nie pamięta czasów bez niej, a ona sama powtarza wszystkim:

Już trzydziesty rok na poczcie, wszyscy mnie znają, nie wyobrażam sobie robić coś innego.

Eeee, ciociu Aniu śmiała się młoda Reniusia moja mama mówi, iż bez ciebie to by tu nic nie działało, wszystko trzymasz.

Oj tam, znajdą jakieś zastępstwo, święte miejsce nigdy puste machała ręką Anna, jak pójdę na emeryturę

Dzień dobry! przywitała się ciężko wchodząc Marzena, kobita okazała, lat czterdzieści dwa. Uf, upał dziś. Przyszłam, bo sąsiadka, babka Gabriela, prosiła, żebym kupiła jej prenumeratę na Porady Domowe, ona lubi czytać, a jutro wyjeżdżamy do Gdańska, syn już przebiera nogami… Babka nie chodzi, tylko czyta, przynajmniej czas jej szybciej płynie.

Ooo, Marzena, nie boisz się tak daleko jechać? pytała Anna Bałtyk, trochę się pogrzejecie! powiedziała tonem, jakby przed chwilą wróciła z Mielna.

A co, wycieczka rodzinna, będą się chwalić na Facebooku, kupiłam nowy kostium, więc szykujcie się na sesję! roześmiała się Marzena i zniknęła za drzwiami.

Ależ to kosztuje, żeby się z rodziną na tydzień do Gdańska wyrwać! przewróciła oczami Reniusia.

Pieniądze mają, Michał farmer, ziemię od babki dostał, pewnie, odparła Anna.

Aldona milczała, siedziała tuż przy ścianie, zerkała w monitor i nasłuchiwała. Myślała…

Po chwili na pocztę wpadł Antek, dzielnicowy, roześmiany:

Dzień dobry, czekam na awizo, zajrzycie? spytał Renusię, ale natychmiast wypatrzył Aldonę i zaniemówił.

Nie sądziłem, iż takie ładne dziewczyny tu pracują tylko taka smutna.

Anna Fedorowicz wychwyciła to spojrzenie i wtrąciła:

Aaa, Aldona Narzeczonego niedawno pochowała.

Rozumiem powiedział Antek, a Renia sprawdziła na jego nazwisko nic jeszcze nie przyszło.

Trzy tygodnie temu narzeczony Aldony, Dawid, zginął tragicznie znaleziono go pobitego w parku w Grodzisku. Cicho mówi się, iż był hazardzistą, grywał po cichu w piwnicznych automatowych lokalach. Aldona nic nie wiedziała. Policja umyła ręce, ale pewnej późnej nocy z miasta przyjechało dwóch młodych facetów. Znała ich, bo widziała ich parę razy z Dawidem.

Twój Dawid winien nam kupę forsy.

Ale on nie żyje! zająknęła się Aldona.

A długi nie umierają. Ty teraz jesteś na tapecie. Trzysta tysięcy złotych. Masz dwa tygodnie! groźnie rzucił Leszek.

Skąd ja wezmę takie pieniądze?

Twoje zmartwienie! W waszej wsi jest paru bogaczy, rusz głową.

Ja choćby nie wiem, kto próbowała.

Jesteś na poczcie, przecież wszyscy do ciebie chodzą uciął Leszek. Weź, oto wytrychy otworzysz każdy zamek. Pamiętaj, zawiadomisz policję, to znajdą cię choćby na Kołymie.

Jak wyszli, gwałtownie zatrzasnęła drzwi. Pulsowało jej w głowie. W domu cicho jak w niedzielę rano, za oknem ciemno jak w komórce na węgiel. Po dobie podjęła decyzję: w nocy zakradnie się do Marzeny. Ci wyjechali na wakacje. Wiedziała, iż pies ich zdechł przed rokiem, tylko brama zamknięta, ale weszła po starej drabince.

Aldona nie wiedziała, czy uda jej się wejść do środka ale Leszek nie kłamał z wytrychami. Serce jej waliło złamała prawo, czuła się jak ci bandyci, którzy ją do tego zmusili.

Szukała pieniędzy długo, w jasnym pokoju, gdzie światło latarni padało przez okno. Łzy jej ciekły z oczu.

Boże Święty, co ja wyrabiam… Żyć mi się chce, a Dawid nawalił, i teraz ja muszę się tłumaczyć i jeszcze kraść!

Rozważała policję, ale obrzydliwy Leszek budził w niej przerażenie Znalazła zaledwie 15 tysięcy złotych i w szufladzie złoty pierścionek oraz bransoletkę. Na stole stał laptop hop do torebki.

Wymknęła się cicho jak kot z domu Marzeny, torba na ramieniu, rozglądała się, w oknach ciemno, psy wyły jakby był Sylwester. Drżała cała, strach zżerał ją od środka.

W domu schowała torbę do babcinego kufra w składziku pod stosem starych szali. Nie spała całą noc, głowa ją bolała. Do pracy poszła na pół żywa. Przed południem wymknęła się z poczty i ruszyła do baru mlecznego.

Dzień dobry, przed nią wyrósł Antek. Aldona aż podskoczyła, ale on się roześmiał. Nie bój się, po prostu też idę na pierogi!

Dzień dobry burknęła cicho, kalkulując w głowie już wie? Czekał na mnie?

Właśnie na ciebie, mrugnął.

Spojrzała mu głęboko w oczy żartował, poczuła spokój. Od tej pory obiadali razem, a po pracy Antek odprowadzał ją do domu, potem coraz częściej zostawał na noc.

Wioska grzmiała plotkami:

Ale się ustawiła ta Aldona, zgarnęła dzielnicowego, burczała Tamara, Mi się Antek podobał, a tu taka prędka była ta Aldona

E, widać, iż zakochany w niej, śmiały się sąsiadki.

Faktycznie, między nimi wybuchła miłość. Ale nie wszystkim się to podobało.

Narzeczony ledwo leży pod ziemią, a ona już z innym! zrzędziła Zofia.

I co, ma całe życie płakać? broniły Aldony bardziej wyrozumiałe.

Aldona nie umiała usiedzieć w miejscu, zbliżał się dzień, kiedy ci z Grodziska mieli wrócić po kasę. Bała się, co jeżeli zastaną Antka? Nosiło ją, chciała mu się wyspowiadać, czas gonił. W końcu, dwa dni przed terminem pękła:

Antek, muszę ci coś wyznać, zaczęła Aldona. On się roześmiał:

No co, ja też ciebie kocham

Nie o to chodzi

Antek słuchał, spoważniał, nie mógł uwierzyć, iż jego ukochana, taka delikatna, mogła to zrobić. Zaraz ją usprawiedliwił przecież ją zastraszono.

No nieźle, Aldona. Teraz czeka cię rozmowa poważna. Gdzie schowałaś fanty? Naiwna, trzeba było od razu do mnie!

Wyjęła torbę, oddała mu wszystko. Przekonywał ją długo, obiecywał pomoc. Po dwóch dniach, wieczorem zapukał Leszek z kolegą, domagając się pieniędzy.

Nie znalazłam wymyślę coś, trzęsła się. Dajcie mi jeszcze trochę czasu.

Leszek złapał ją za ramię, zgniótł boleśnie.

Czas się skończył, dawaj albo tu na miejscu warknął, szarpiąc jej bluzkę i wtedy padł jego kolega za Leszkiem, po chwili Leszek też już leżał trzymając się za ucho. Antek, szybki jak zwinny piesek, założył kajdanki, drugi policjant podniósł kumpla Leszka.

Już po wszystkim, uspokoił ją Antek. Dostaną, co im się należy. Przyjdź rano na komisariat, wyjaśnimy całą sprawę.

Aldonę przesłuchali, opowiedziała wszystko śledczemu. Marzena wróciła z rodzinnych wakacji, przedmioty zwrócono co do sztuki. Antek uprosił, by sprawę Aldony nie rozpowiadano po wsi. Jakoś się wszystko rozeszło po kościach. Nikt nie uwierzyłby, iż Aldona, skromna dziewczyna, mogła się posunąć do takiego czynu. Ostatecznie i tak uznano, iż Leszek z kolegą to bandyci, do tego okazało się, iż zamieszani byli także w śmierć Dawida. Na długo trafili za kratki.

Antek oświadczył się Aldonie, była piękna wiejska impreza. Miłość Antka zmyła wszystkie grzechy Aldony, uleczyła jej duszę. Dziś wychowują już córeczkę Krysię.

Idź do oryginalnego materiału