Ciociu Aniu, pomożesz mi proszę z matematyką? cicho zapytał Michał, patrząc z nadzieją na narzeczoną taty. Jutro mam sprawdzian, a tata będzie w pracy do wieczora.
Michałku, nie mam teraz czasu odpowiedziała dziewczyna, choćby nie odrywając wzroku od laptopa. Za dwa tygodnie nasz ślub, a wciąż tyle rzeczy do zrobienia… Chyba chcesz, żeby nasz ślub z twoim tatą był idealny?
Jasne wymamrotał zrezygnowany chłopiec i poszedł smutny do swojego pokoju. Ania niezbyt mu się podobała, ale tata był szczęśliwy. Musi to jakoś przecierpieć.
Mama Michała poważnie zachorowała i nie mogła już dalej go wychowywać.
Ośmiolatek nie powinien patrzeć na cierpienie własnej matki!
Z takimi słowami Robert, ojciec Michała, zabrał syna do siebie. Jego narzeczona nie była zachwycona tą sytuacją, ale wolała przemilczeć sprawę nie chciała kłótni tuż przed ślubem.
Ania bardzo starała się przy Robercie udawać troskliwą i wyrozumiałą, której bardzo żal chłopca. Ale gdy tylko Robert wychodził do pracy, natychmiast całkowicie ignorowała Michała. Cudze dziecko było jej zupełnie obojętne.
Na kilka dni przed ślubem u Roberta zepsuł się komputer i musiał skorzystać z laptopa Ani. Zamierzał tylko gwałtownie wysłać istotny mail, ale coś go podkusiło, żeby zajrzeć w historię przeglądarki.
Jego wyraz twarzy robił się coraz bardziej ponury. Z trzaskiem zamknął laptopa i poszedł do salonu, gdzie jego prawie-żona oglądała serial.
O co chodzi z tymi pomysłami o domu dziecka dla mojego syna?! zapytał Robert przez zaciśnięte zęby.
O czym ty mówisz? zmarszczyła się Ania. Mówiłeś, iż tylko wyślesz maila, a jednak łaziłeś po komputerze. Nie wstyd ci?
Pytam po raz ostatni. Robert nie reagował na jej uwagi. Kto ci dał prawo decydować o cudzym dziecku?
No właśnie, cudzym! Ania odrzuciła pilot. Przecież będziemy mieli własne, wspólne dzieci. A Michał będzie tylko przeszkadzał. Ledwo się uczy, same oceny niedostateczne. I co on za wzór pokaże?
Dziecko przeżywa dramat! Mama przy końcu życia! Na dodatek wyrwany ze wszystkiego, co znał! Jest mu potwornie ciężko, a ty zamiast pomóc knujesz, jak się go pozbyć! Robert już krzyczał, nie panując nad emocjami. Dobrze, iż Michał był wtedy w szkole.
Przestań na mnie krzyczeć! oburzyła się kobieta. Ja nie muszę wychowywać twojego dziecka. Ma babcię niech ją zabiera, jeżeli nie pasuje ci mój plan.
I kiedy miałaś mi powiedzieć o tym twoim “genialnym” pomyśle? Robert choćby nie próbował się uspokoić. Po tygodniu od ślubu? Po miesiącu?
Za kilka dni przyznała bez wstydu. Po co czekać? Mam znajomą w opiece społecznej, pomoże załatwić wszystkie papiery. Michałowi tam będzie lepiej.
Zapamiętaj sobie jedno Robert nagle mówił zupełnie spokojnie nigdy nie zdradzę swojego syna. Kocham Michała nad życie, jest dla mnie najważniejszy na świecie.
A ja? Ania zerwała się z kanapy. Ja cię nie obchodzę? Co ze mną? Kochasz mnie? Słuchaj powiedziała już półkrzykiem nie chcę, żeby twój syn z nami mieszkał po ślubie. Decyduj: albo on, albo ja.
On odpowiedział Robert bez zwątpienia. Kobietę mogę znaleźć zawsze. Syn mam tylko jednego.
Znajdziesz? Proszę cię, kto na ciebie spojrzy oprócz mnie? Ania trzęsła się ze złości. Myślisz, iż któraś pokocha twojego bachora? Nie rozśmieszaj mnie. Obce dzieci nikogo nie obchodzą!
Masz godzinę na spakowanie swoich rzeczy i opuszczenie tego mieszkania. Prezenty też weź, nie żal mi rzucił Robert, narzucając kurtkę. Zatrzymał się jeszcze przy drzwiach Nie chcę cię tu więcej widzieć. Gdybyś myślała, iż miałem do ciebie jakieś wyjątkowe uczucia, to byłaś w błędzie. Chciałem tylko, by Michał miał nową mamę, i tyle.
Poczekaj, Robercie, a co ze ślubem? zapytała roztrzęsiona Ania. była pewna, iż Robert przeprosi i przyjmie jej warunki, a tu wyrzuca ją?
Jeszcze nie rozumiesz? odparł zupełnie spokojnie. Nie będzie żadnego ślubu. Wybór już padł, nie na ciebie. Pakuj się. jeżeli tu wrócę, a dalej będziesz nie będę już grzeczny.
Drzwi trzasnęły, zostawiając Anię samą w pustym mieszkaniu. Usiadła bezradnie na kanapie, nie wiedząc, co robić. Przecież już traktowała to miejsce jak swoje i nie zamierzała się wynosić.
Nagle rozległ się dzwonek. Ania zerwała się, uśmiechając się sama do siebie Robert pewnie żartował, na pewno jej nie zostawi…
Przesyłka dla pani, proszę tu podpisać powiedział energiczny kurier.
Ania niemal połamała długopis, składając podpis. Chłopak spojrzał na nią dziwnie i zniknął zaraz po zabraniu dokumentów.
W pudełku lśniła sukienka ślubna bardzo droga, śnieżnobiała. Ania z wściekłością cisnęła kreacją na podłogę i jeszcze specjalnie po niej przeszła, zmieniając ją w zwykłą szmatę.
Zirytowana, sięgnęła po telefon i wykręciła numer do przyjaciółki, jednocześnie wyciągając z szafy walizkę.
Co się stało? w słuchawce odezwał się zaspany głos. Sama nie śpisz i innym nie dasz! Co, stres przedślubny? zadrwiła koleżanka.
Nie będzie żadnego ślubu! syknęła Ania, włączając tryb głośnomówiący. Pakuję się. Przyjedziesz, zabierzesz mnie?
Co się adekwatnie stało? dziewczyna po drugiej stronie nagle spoważniała. On ci coś zrobił?
Pewnie, iż tak! zawołała Ania, streszczając cały ostatni konflikt. Po drugiej stronie nastała cisza. Halo, zasnęłaś?
Ty serio chciałaś pozbyć się tego chłopca?
Oczywiście, po co mi cudze dziecko prychnęła Ania. Swoje bym urodziła.
Wiesz co odrzekła koleżanka po chwili milczenia nie rozumiem cię i nie chcę rozumieć. Nigdy bym nie pomyślała, iż możesz zrobić coś takiego.
Mam to gdzieś, co myślisz parsknęła Ania, z trudem domykając walizkę. Przyjedziesz?
Nie usłyszała suchą odpowiedź Zadzwoń do kogoś innego.
Świetnie, zadzwonię po taxi…
***********************************************
Robert odebrał syna ze szkoły i razem poszli do parku karmić gołębie. Michał cieszył się z czasu spędzonego z ojcem, ale w końcu zapytał:
A nie musisz pomagać cioci Ani przy ślubie? zamilkł, bojąc się odpowiedzi. Przecież tata zaraz powie, iż musi i będą musieli wracać do domu…
Nie muszę odparł Robert, czym bardzo zaskoczył syna. Ślubu nie będzie. Nie będziesz chyba bardzo smutny, iż Ania nie zamieszka z nami? dopytywał, trochę się niepokojąc, czy wyrzucając narzeczoną nie skrzywdził syna.
Nie, wcale się nie zmartwię odpowiedział Michał z szerokim uśmiechem. choćby się cieszę. Szczerze mówiąc, ona mnie nie lubiła. Ja jej też nie.
Spokojnie, synku przytulił mocno chłopca Robert. Na razie będziemy we dwóch. I wierzę, iż kiedyś znajdziemy kobietę, która będzie cię kochać jak własnego syna…



![Wieczna latarka [TOWARY MODNE 314]](https://i1.ytimg.com/vi/_HOxLbiY4SA/maxresdefault.jpg)



