Nie chcę, aby twój syn mieszkał z nami po ślubie – Wzruszająca historia decyzji ojca, który wybrał syna zamiast przyszłej żony

twojacena.pl 6 dni temu

Ciociu Gieniu, możesz mi pomóc z matematyką? wyszeptał cicho Olek, spoglądając z nadzieją na narzeczoną taty. Jutro mam sprawdzian, a tata będzie w pracy do późna

Maluchu, nie mam czasu odparła kobieta, nie odrywając wzroku od laptopa. Za dwa tygodnie mamy ślub, a tu jeszcze tyle rzeczy niegotowych. Chcesz chyba, żeby nasz ślub z tatą był idealny?

Jasne… odburknął zrezygnowany chłopiec i poszedł smutno do swojego pokoju. Olek bardzo nie lubił Gieni, ale tata wydawał się przy niej szczęśliwy. Dla jego dobra, trzeba wytrzymać.

Mama Olka była bardzo poważnie chora, nie miała już siły wychowywać syna.

Ośmiolatek nie powinien patrzeć na cierpienie własnej mamy!
Z takimi słowami Jarek, ojciec Olka, zabrał go do siebie. Jego narzeczona nie była zadowolona z tej sytuacji, ale milczała. Kłótnie tuż przed ślubem wydawały się jej złym pomysłem.

Gienia bardzo się starała grać troskliwą i wyrozumiałą partnerkę Jarka przynajmniej przy nim. Kiedy tylko wychodził do pracy, Olek stawał się dla niej zupełnie niewidzialny. Ten obcy dzieciak nie był jej do niczego potrzebny.

Tuż przed ślubem komputer Jarka się zepsuł, więc skorzystał z laptopa Gieni. Potrzebował tylko przeglądarki, by wysłać ważnego maila. Ale coś go podkusiło, żeby zerknąć w historię przeglądania.

Na twarzy Jarka cień padał coraz mocniej z każdą nową stroną. Z trzaskiem zamknął laptop i poszedł do salonu, gdzie narzeczona oglądała serial.

Co to za bzdury o domu dziecka dla mojego syna?! wycedził przez zęby.

O czym ty mówisz? zmarszczyła brwi Gienia. Mówiłeś, iż tylko wyślesz maila. Chyba jednak dobrze się po moim laptopie rozejrzałeś. Wstyd ci nie jest?

Odpowiedz mi. Nie zwracał uwagi na jej pretensje Jarek. Kto ci dał prawo rozporządzać cudzym synem?

No właśnie, cudzym! Gienia rzuciła pilot na podłogę. My będziemy mieli swoje dzieci, wspólne. A ten Olek tylko przeszkadza. Uczy się marnie, ledwo dociąga do dwói. Jaki z niego przykład?

Dziecko ma traumę! Matka umiera! Jeszcze do tego wyrwany ze swojego domu… Jest mu potwornie ciężko, a ty zamiast pomóc, myślisz tylko jak się go pozbyć! Jarek krzyczał, ledwie powstrzymując łzy. Dobrze, iż Olek właśnie był w szkole.

Nie krzycz na mnie! oburzyła się kobieta. Nie jestem zobowiązana wychowywać twojego potomka. Przecież ma babcię, niech go weźmie, jeżeli ci mój sposób nie pasuje.

I kiedy miałaś zamiar mi ten swój genialny plan oznajmić? Po tygodniu od ślubu? Po miesiącu?

Za kilka dni wypaliła bez krzty skruchy Gienia. Po co dłużej zwlekać? Znam kobietę z opieki społecznej, wszystko da się załatwić od ręki. Tam będzie mu lepiej.

Zrozum jedno powiedział Jarek spokojnie, nagle jakby uciszony. Nigdy nie zdradzę syna. Kocham Olka bardziej, niż wszystko na świecie.

A ja? poderwała się kobieta. Mnie nie kochasz? Nie jestem dla ciebie ważna? Gienia wybuchła. Nie chcę, żeby twój syn z nami mieszkał po ślubie. Wybieraj: on albo ja!

On odpowiedział bez cienia wahania Jarek. Babę zawsze można znaleźć, syn jest jeden.

Babę znajdziesz? Kto z tobą będzie chciał być, poza mną? kobieta aż trzęsła się ze wściekłości. Myślisz, iż ktoś pokocha twojego synusia od obcej baby? Nie rozśmieszaj mnie. Cudze dzieci, nikomu niepotrzebne!

Masz godzinę, pakuj się i opuść moje mieszkanie. Prezentów ślubnych też mi nie żal, możesz zabrać. Jarek założył kurtkę, zatrzymał się w przedpokoju i powiedział już cicho: Nie chcę cię już nigdy widzieć. Myślałaś, iż oszalałem na twoim punkcie? Pomyliłaś się. Szukałem nowej mamy dla Olka, ot co.

Poczekaj, Jarek, a co ze ślubem? zgłupiała kobieta. Była przekonana, iż Jarek ulegnie jej ultimatum, a tu Wyrzuca ją!

Naprawdę jeszcze nie rozumiesz? zdziwił się Jarek. Nie będzie żadnego ślubu. Dokonałem wyboru i nie jest on twoją korzyścią. Pakuj się szybko. jeżeli przyjadę, a ty wciąż tu będziesz, nie będę się patyczkował.

Drzwi trzasnęły. Gienia została sama w mieszkaniu. Osunęła się na kanapę, nie wiedząc, co teraz począć. W jej głowie to mieszkanie było już jej, nie zamierzała go opuszczać.

Zadzwonił domofon. Gienia zerwała się, z szerokim uśmiechem wybiegła do drzwi. To pewnie żart! Jarek zaraz wróci, wszystko naprawi…

Przesyłka dla pani oznajmił ochoczo kurier, podając dokument do podpisu.

O mało co nie złamała długopisu rozgoryczona kobieta, bazgrząc po papierze. Chłopak spojrzał na nią dziwnie, odebrał papiery i zniknął.

W pudle leżała suknia ślubna, obsypana światłem i szyderczo cicha. Drogocenna. Gienia wywaliła ją z pudła i wściekle przydeptała na ziemi, depcząc zapomniane marzenia na drobną szmatę.

Chwyciła komórkę i wybrała numer przyjaciółki, wyciągając z szafy walizkę.

Czego znowu? mruknęło w słuchawce. Sama nie śpisz, innym też spać nie dasz. Co, stres przed ślubem?

Żadnego ślubu nie będzie! syknęła Gienia, przełączając połączenie na tryb głośnomówiący. Pakuję się. Przyjedź po mnie.

Co się stało? ton przyjaciółki nagle się zaostrzył. Zrobił ci krzywdę?

Oj tak, ale jak! zawołała Gienia i opowiedziała o całym zajściu. Po drugiej stronie zaległa cisza. Halo? Zasnęłaś?

Serio chciałaś się pozbyć tego dzieciaka?

Ależ tak, na co mi on prychnęła kobieta. Własne sobie zrobię.

Wiesz co zawiesiła głos przyjaciółka. Ja cię nie rozumiem. I nie chcę rozumieć. Nigdy bym nie pomyślała, iż możesz być taka

Phi, nie zależy mi na twoim rozumieniu syknęła Gienia, siłując się z walizką. Przyjedziesz?

Nie padło krótko. Dzwoń do kogoś innego.

No to znajdę sobie taxi…

***********************************************

Jarek odebrał syna ze szkoły, a potem poszli razem do parku, karmić łabędzie na stawie. Olek był szczęśliwy, iż tata w końcu daje mu uwagę, ale zapytał nieśmiało:

Nie musisz już pomagać cioci Gieni ze ślubem? w głosie miał cień niepewności. Zaraz tata powie muszę i wrócą do domu

Nie odparł spokojnie Jarek, czym mocno zaskoczył Olka. Ślubu nie będzie. Nie będziesz smutny, jeżeli Gienia już z nami nie zamieszka? spytał z lekkim wahaniem. Wyrzucając narzeczoną, nie pomyślał, co syn na to.

Nie będę smutny! oczy chłopca zalśniły radością. Wcale jej nie lubiłem. Ja dla niej nic nie znaczyłem.

Nic się nie martw Jarek przytulił Olka mocno. Na razie będziemy żyć tylko we dwóch. A potem, zobaczysz, znajdzie się kobieta, która pokocha cię jak własnego synaChłopiec wtulił się w ramię taty, a na jego twarzy pojawił się pierwszy od dawna szczery uśmiech.

Tato a jak kiedyś będziesz miał nową żonę, to czy ona będzie mnie lubiła?

Jarek spojrzał Olkowi prosto w oczy.

jeżeli kiedyś kogoś pokocham, to tylko taką osobę, która pokocha też ciebie. Bez tego nie ma rodziny.

Olek przytaknął, a potem nagle chwycił tatę za rękę mocniej.

A póki co, możemy być najlepszym duetem świata?

Jarek roześmiał się lekko i rozrzucił na wodę kolejne kawałki bułki. Łabędzie popłynęły bliżej, łapiąc okruchy w dzióbki.

Oczywiście. Ty i ja najlepszy duet świata.

Szli jeszcze długo przez park, wsłuchując się w szum liści i śmiejąc się do siebie. Olek wiedział już, iż nie będzie sam i iż choćby jeżeli świat bywa czasem okrutny, zawsze można znaleźć kogoś, kto zamieni strach w odwagę, a łzy w uśmiech. A tata tata nigdy go nie zawiedzie.

Tego dnia obaj poczuli, iż zaczynają wszystko od nowa. Razem.

Idź do oryginalnego materiału