Sklepy z odzieżą używaną coraz częściej oferują ubrania z sieciówek typu fast fashion oraz chińskich platform sprzedażowych Shein czy Temu. To oczywiście wiąże się z ich złą jakością. - Na moje oko tylko 5 procent asortymentu to rzeczy, które nadają się do noszenia - powiedziała jedna z naszych rozmówczyń. Podobnie jak inne, już jakiś czas temu zrezygnowała z wizyt w second handach. Jedną z głównych przyczyn był zalew tego typu sklepów ubraniami bardzo złej jakości.
REKLAMA
Zobacz wideo "Gwiazd na miarę Grażyny Torbickiej już nie będzie". Marcin Prokop w "Z bliska"
Komentują ceny w second handach. "Nawet nie opłaca się brać od ręki"
Nasz artykuł na ten temat wywołał zagorzałą dyskusję w mediach społecznościowych. Wielu jej uczestników zwróciło uwagę na wysokie ceny w tego typu lokalach. Często zdarza się, iż ubrania są droższe niż w sieciówkach lub na chińskich platformach sprzedażowych.
Przecież w galeriach handlowych ubrania na przecenach są tańsze niż używane.
Ubrania podarte, zużyte. A ceny? Kosmos! [...] Getry dla dziecka: sprane, starte na kolanach - 15 złotych.
Na Shein można kupić taniej i nowe. Teraz w lumpeksach są takie ceny, iż choćby nie opłaca się brać tych ubrań do ręki.
Też już nie chodzę, bo po prostu tam już nic nie ma. A jak jest, to cena czasem wyższa niż z sieciówki
- czytamy w sekcji komentarzy pod postem na Facebooku. Jedna z komentujących porównała współczesne polskie second handy z tymi sprzed kilkunastu lat.
Jakieś 15 lat temu to były super lumpeksy. Teraz widzę w nich same szmaty, które nie nadają się do noszenia, a kosztują fortunę
- napisała.
Klientki o przemyśle modowym. "Jesteśmy zalewani tym świństwem"
Niektórzy komentujący pokusili się o diagnozę obecnej sytuacji w polskich second handach. Ich zdaniem jest powiązana z tym, jak funkcjonuje współczesny przemysł modowy oraz z naszymi nawykami zakupowymi.
15 lat temu ciężko było znaleźć coś nowego. Większość ubrań była używana, ale ich składy były ok. Teraz prawie wszystko nowe, ale sam Shein i inne takie. To pokazuje właśnie skalę problemu z fast fashion - ludzie kupują, bo tanie i wyrzucają nowe rzeczy, by kupić następne... Jesteśmy zalewani tym świństwem.
Niestety ciucholandy odzwierciedlają ostatnie 20-30 lat w świecie mody. To sieciówki, chińskie platformy i kupa badziewia.
Ludzie kupują śmieciowe ubrania, bo są tanie, a na te dobrej klasy większości nie stać
- czytamy pod postem.
Współczesne lumpeksy to sport dla cierpliwych? "Dużo czasu tam spędzam"
W dyskusji pojawiły się też głosy osób, które przez cały czas robią zakupy w tego typu miejscach. Jedna z komentujących pochwaliła się swoimi ostatnimi "zdobyczami", chcąc udowodnić, iż w lumpeksach przez cały czas można znaleźć perełki. Jednak, jak zauważa, nie jest to łatwe zadanie.
Niestety lumpeksy to sport dla cierpliwych. Chodzę regularnie, ale kocham to. Czasem znajdę jedną rzecz, innym razem 5, a czasami nic. Na to trzeba poświęcić czas i musi sprawiać frajdę. Ostatnio znalazłam genialne spodnie. W sieci ich koszt to 750 złotych, a ja je mam za 2. Innym razem kupiłam jedwabną bluzkę za 4 złote. Kocham to uczucie
- zdradziła. Jednak jak dodała, bardzo nie podoba się jej zachowanie niektórych klientów second handów.
Jedyne czego nie znoszę to dostaw i z tego zawsze rezygnuję. Nienawidzę tego chamstwa i prostactwa, wtedy wychodzi prawdziwa natura człowieka
- podsumowała.
Co zamiast lumpeksów? Takie sklepy zdobywają wielu klientów
W ostatnich latach w naszym kraju pojawia się coraz więcej butików z modą vintage. w tej chwili tego typu sklepy działają głównie w największych miejscowościach. I mimo iż ceny są w nich znacznie wyższe niż w tradycyjnych lumpeksach, wiele byłych klientek second handów chętnie je odwiedza. Podkreślają, iż wolą kupić jedną rzecz dobrej jakości niż cały koszyk ubrań z poliestru.
- Stacjonarne miejsca z wyselekcjonowaną modą z drugiej ręki przyczyniły się do zmiany postrzegania tych produktów. To już nie są kosze z przysłowiowym miszmaszem, ale pięknie pachnące, wyprasowane i kolorystycznie zaprezentowane rzeczy, które niczym nie przypominają produktów po cioci czy babci - powiedziała w rozmowie z naszym serwisem Iza Miłosz, współzałożycielka Grupy Slow i współorganizatorka targów Slow Weekend.
I jak dodała, tego typu butiki przyciągają również osoby, które nie lubiły tradycyjnych ciucholandów. - Osoby dotąd sceptyczne w odniesieniu do sklepów z odzieżą używaną przekonują się do rzeczy z drugiego obiegu. Coraz częściej zostają klientami targów czy stacjonarnych butików vintage. Forma zaprezentowania i jakość produktów często zupełnie nie odbiegają od klasycznych butików. Jest to wartość dodana dla takich klientów - podkreśliła.
Czy robisz zakupy w lumpeksach? Zachęcamy do udziału w sondzie i komentowania artykułu.
