Mój mąż, Sławek, i ja mieszkaliśmy razem ponad 20 lat. Żyliśmy sobie cicho i spokojnie. Mieliśmy działkę pod Warszawą, na którą jeździliśmy w każdy weekend. Sławek ogarniał mieszkanie, ja pichciłam w kuchni. Myślałam, iż do samej starości tak nam minie. A tu nagle Sławek wyskakuje z tekstem:
Krysia, przepraszam. Odchodzę. Poznałem inną kobietę i zakochałem się po uszy!
Mam swoje lata, trzydziestka ósemka na karku, głupia nie byłam, zauważałam przecież te kolegialne spacery i ukradkowe esemesowanie. Uważałam jednak, iż Sławek to nigdy mnie nie zostawi. Życzliwi sąsiedzi choćby podesłali mi zdjęcia, jak Sławek fika z kochanką do kawiarni. Zaciskałam zęby i znosiłam to z godnością. No ale jak Sławek powiedział, iż odchodzi byłam w szoku.
Dobrze, iż chociaż nasza córka Ania wtedy odpoczywała nad Bałtykiem z przyjaciółkami. Dla podniesienia na duchu wyżaliłam się koleżankom, iż mąż mnie zostawił.
Zwołałyśmy babskie posiedzenie. Jedna kumpela doradziła: schudnij i znajdź sobie innego. Druga jedź do jakiejś wróżki, niech go sprowadzi z powrotem. Trzecia po co się przejmujesz, od razu szukaj kogoś nowego!
A Basia powiedziała: A może żyj tak dalej, jak żyłaś! Lżej z czasem będzie! Ale ja tak nie potrafię! To boli! Musisz! Przejdzie. Ja już mam trzy rozwody na koncie wiem, co mówię. Sprzątaj, gotuj, chodź do roboty, oglądaj filmy i czytaj książki. Ale dla kogo mam gotować? Dla kogo? Dla nas! Codziennie będziemy wpadać i wszystko spałasujemy!
Podziękowałam dziewczynom za rady, ale długo nie wiedziałam, co robić.
W końcu zebrałam się i pojechałam do wróżki pod Piasecznem. Pokazałam jej zdjęcie Sławka i tej jego ukochanej. Wróżka rozłożyła karty, potrząsnęła wahadełkiem i zgroziła mi, iż Sławek wróci za dwa tygodnie.
No cóż, nie wrócił ani za dwa, ani za cztery tygodnie. Za to honorarium za czary to było pół mojej pensji, czyli trzy tysiące złotych wyparowało. Bez Sławka strasznie mi się nudziło i smutno było, więc zaczęłam masowo kupować drożdżówki i serniczki. Po dwóch tygodniach stanęłam na wadze i prawie dostałam zawału siedem kilo więcej na liczniku!
Pomyślałam, iż tak dalej być nie może. Zrobiłam generalne sprzątanie, wypucowałam kafelki, odświeżyłam kwiatki, przemeblowałam wszystko. Mieszkanie wyglądało jak z katalogu Ikea! Zapisałam się na tańce trzeba było jakoś te słodkości odtańczyć. Wciąż jednak gotowałam codziennie rosół i barszczyk, które Sławek tak uwielbiał. Moje kumpelki wpadały codziennie i wyjadały do ostatniej łyżki. A potem siadałam z herbatą na kanapie i oglądałam Grę o tron.
Kiedyś z Sławkiem planowaliśmy, iż obejrzymy razem, a czasu brakowało. Polubiłam ten serial, na wieczór był jak znalazł. No i któregoś razu drzwi się otwierają, wpada Sławek. Rozgląda się, aż mu się oczy robią okrągłe od tego porządku, a zapach barszczu aż nos drapie. A ja na kanapie, spokojna, serial oglądam.
Krysia, dobry wieczór. Przyszedłem po resztę rzeczy, których ostatnio nie zabrałem. Jasne, już spakowałam! Masz torbę? Nie mam. Spoko, dam ci swoją.
Wręczyłam mu jego manatki.
To barszczyk ugotowałaś? Ugotowałam. Chcesz talerz? Sławek chwilę się waha, potem kiwa głową.
Nałożyłam mu dwie miski barszczu. Zjadł, aż mu się uszy trzęsły. Potem tylko westchnął: Dzięki, Kryśka! Idę już. Idź, ja mam odcinek do końca do obejrzenia! A co oglądasz? Grę o tron. My kiedyś mieliśmy razem to oglądać, pamiętasz? Pamiętam!
Sławek poszedł. Popłakałam się trochę, potem dokończyłam odcinek i poszłam spać. Dwa tygodnie później drzwi się otwierają i Sławek stoi z walizką w progu. Patrzę na niego, nie wierzę.
Krysia, przepraszam! Kocham cię, kocham twój barszcz i twoją domową atmosferę. Wybacz mi, iż poleciałem na młodą skórkę. Przyszło ci tęsknić za moim barszczem? Tęsknię za wszystkim! Ale najbardziej za tobą! No to wpadaj. Wstydzę się przed tobą i przed Anką. Nic jej nie powiesz? Nic nie powiem. Chcesz kolacji? Chcę. Dzięki, Krysia.
