Mój mąż Tomek i ja mieszkaliśmy razem ponad 20 lat. Było u nas spokojnie i cicho. Mieliśmy działkę pod Warszawą, na którą jeździliśmy niemal w każdy weekend. Tomek sprzątał w mieszkaniu, a ja gotowałem. Myślałem, iż już tak do starości będziemy żyli. Aż któregoś dnia Tomek oznajmił mi niespodziewanie:
Anetko, przepraszam. Odchodzę od ciebie. Poznałem inną kobietę i bardzo się w niej zakochałem!
Mam już 38 lat, nie jestem głupi i dobrze widziałem, iż Tomek ma kogoś na boku. Starałem się nie robić z tego tragedii. Wydawało mi się, iż Tomek nigdy mnie nie zostawi. Życzliwi znajomi często przysyłali mi choćby zdjęcia Tomka z jego kochanką. Ale znosiłem to. I nagle Tomek naprawdę powiedział, iż odchodzi. Byłem całkiem zaskoczony.
Dobrze się złożyło, iż nasza córka była wtedy na urlopie z przyjaciółkami nad morzem. Kiedy ochłonąłem, powiedziałem znajomym, iż Tomek mnie zostawił.
Zaprosiliśmy kilka koleżanek na radę kobiet. Jedna doradziła mi, żebym schudł i znalazł sobie inną kobietę. Druga poradziła natychmiast pojechać do wróżki i sprowadzić męża z powrotem. Trzecia od razu zaczęła namawiać, żeby szukać nowego faceta.
A Magda powiedziała: A ty żyj dalej tak, jak żyłeś! Będzie ci łatwiej! Ale ja tak nie potrafię! Tak strasznie mnie boli! Musisz! Zobaczysz, z czasem to minie. Ja miałam już trzy rozwody. Sprzątaj mieszkanie, gotuj, chodź do pracy, oglądaj filmy, czytaj książki. Dla kogo mam gotować? Dla nas! Każdego wieczoru przyjdziemy do ciebie i wszystko zjemy!
Podziękowałem przyjaciółkom za rady. Przez dłuższy czas nie wiedziałem, którą zastosować.
W końcu zdecydowałem najpierw pojechać do wróżki. Wziąłem zdjęcie Tomka z kochanką. Wróżka rozłożyła karty, odprawiła rytuał i powiedziała, iż mąż wróci do mnie w ciągu dwóch tygodni.
Nie wrócił po dwóch tygodniach, nie wrócił też po miesiącu. Przy okazji wróżce zostawiłem połowę swojej miesięcznej pensji. Bardzo brakowało mi męża, było mi pusto i smutno. Zacząłem wtedy kupować w cukierni cały stos ciastek i słodyczy. Po dwóch tygodniach stanąłem na wagę i zrozumiałem, iż tak dłużej być nie może. W ciągu chwili przytyłem 7 kilogramów.
Postanowiłem zrobić coś innego. Zabrałem się za gruntowne sprzątanie domu, wszystko wypucowałem na błysk, poprzesadzałem kwiaty, poprzestawiałem meble. Mieszkanie wyglądało przytulnie i ślicznie! Zapisałem się też na kurs tańca musiałem jakoś zrzucić te kilogramy po tylu ciastkach. Codziennie gotowałem zupę szczawiową, którą Tomek najbardziej lubił. Wieczorami przychodziły do mnie koleżanki i wszystko zjadały. A potem oglądałem Grę o tron.
Wcześniej Tomek i ja dużo słyszeliśmy o tym serialu, ale jakoś nigdy nie mieliśmy czasu go obejrzeć. Bardzo mi się spodobał. Uwielbiałem wieczorne seanse. I nagle któregoś wieczoru drzwi się otworzyły. Wszedł Tomek. Rozejrzał się czysto, przytulnie, zapach szczawiowej unosił się w powietrzu. A ja spokojnie siedziałem na kanapie i oglądałem serial.
Anetko, dobry wieczór. Przyszedłem zabrać rzeczy, których ostatnio nie wziąłem. Jasne! Już je spakowałem. Masz torbę? Nie mam. Spokojnie, ja mam.
Pozbierałem Tomka rzeczy do torby i wręczyłem mu ją.
Gotowałeś szczawiową? Tak, zrobiłem! Jesteś głodny? Chcesz zupę? Chwilę się zastanawiał, potem przytaknął głową.
Nalałem mu szczawiowej. Tomek zjadł dwie miski. Potem powiedział: Dziękuję, Anetko! Idę już. Idź, a ja jeszcze mam odcinek do obejrzenia! Co oglądasz? Grę o tron. A pamiętasz, jak zawsze chcieliśmy razem obejrzeć ten serial? zapytał smutno Tomek. Oczywiście, iż pamiętam.
Tomek wyszedł. Jeszcze przez chwilę płakałem, obejrzałem serial do końca i poszedłem spać. Dwa tygodnie później Tomek wrócił do mnie ze wszystkimi swoimi rzeczami. Patrzyłem na niego i nie wiedziałem, co się dzieje.
Aneta, przepraszam! Tak bardzo cię kocham! Kocham twoją zupę, twoją szczawiową, twoje przytulne mieszkanie. Wybacz mi, proszę, iż pobłądziłem z młodszym ciałem. Czyli tęskniłeś za moją szczawiową?! Za wszystkim tęskniłem! Ale najbardziej za tobą! Skoro tak, to wchodź. Tak mi wstyd przed tobą i naszą córką. Nic jej nie powiesz? Dobrze, nic nie powiem. Chcesz coś zjeść? Chętnie. Dziękuję ci.
