Mój mąż Bartek i ja spędziliśmy razem ponad 20 lat. Żyliśmy spokojnie, bez większych dramatów. Każdy weekend jechaliśmy na działkę pod Warszawą. Bartek zwykle sprzątał mieszkanie, a ja gotowałem. Myślałem, iż tak już będziemy razem do starości. Aż tu pewnego dnia Bartek wyznał mi nagle:
Haniu, przepraszam. Odchodzę od ciebie. Poznałem inną kobietę i bardzo się w niej zakochałem!
Oczywiście mam już 38 lat i nie jestem głupi. Dobrze widziałem, iż Bartek kogoś ma. Starałem się nie robić z tego tragedii. Myślałem po prostu, iż Bartek nigdy mnie nie zostawi. Życzliwe koleżanki wysyłały mi choćby zdjęcia Bartka z jego kochanką. Tolerowałem to wszystko. Aż Bartek pewnego dnia stwierdził, iż odchodzi. To była dla mnie totalna niespodzianka.
Dobrze chociaż, iż nasza córka Magda była wtedy nad morzem z koleżankami. Dla pocieszenia powiedziałem znajomym, iż żona mnie zostawiła.
Zebraliśmy się na naradzie samych babach. Jedna koleżanka poradziła mi, żebym schudł i znalazł sobie kogoś nowego. Druga sugerowała, żebym natychmiast pojechał do wróżki, która sprowadzi mi Bartka z powrotem. Trzecia od razu doradziła, żeby jak najszybciej znaleźć sobie nową kobietę.
A Iza powiedziała: Żyj po swojemu, jak żyłeś! Będzie ci łatwiej! Ale nie mogę tak żyć! To tak boli! Musisz, inaczej się nie da. Zobaczysz, z czasem minie. Sama przeżyłam trzy rozwody. Ty sprzątaj, gotuj, chodź do pracy, oglądaj filmy, czytaj książki. A dla kogo będę gotować? zapytałem rozżalony. Dla nas! Przyjdziemy wieczorem i wszystko zjemy!
Podziękowałem za wszystkie te rady, ale przez długi czas nie wiedziałem, co adekwatnie zrobić.
Ostatecznie postanowiłem pójść najpierw do wróżki. Wziąłem zdjęcie Bartka z kochanką, a ona rozłożyła karty, odprawiła rytuał i powiedziała, iż Bartek wróci do mnie za dwa tygodnie.
Nie wrócił ani po dwóch tygodniach, ani po miesiącu. A przecież zostawiłem tam połowę swojej pensji. Czułem się bez niego bardzo samotny i przygnębiony. Zacząłem więc kupować sobie ogromne ilości pączków, serników i innych słodkości w cukierni. Po dwóch tygodniach stanąłem na wadze i stwierdziłem, iż tak dalej być nie może. Przytyłem aż siedem kilo!
Zacząłem działać inaczej. Zrobiłem generalne porządki wyszorowałem wszystko na błysk, przesadziłem kwiaty, poprzestawiałem meble. Mieszkanie wyglądało teraz przytulnie i pięknie! Zapisałem się choćby na zajęcia taneczne, bo musiałem spalić jakoś te słodycze. Każdego dnia gotowałem zupę szczawiową, którą Bartek uwielbiał. Wieczorami wpadały do mnie koleżanki, wcinały ją i gawędziły. Gdy wychodziły, oglądałem w telewizji Grę o tron.
Bartek i ja zawsze chcieliśmy się za ten serial zabrać, ale jakoś nigdy nie było czasu. Okazało się, iż to świetna rozrywka. Bardzo mnie wciągnął. I nagle, pewnego wieczoru, słyszę, iż otwierają się drzwi. Bartek wszedł do pokoju, popatrzył na czyste, pachnące mieszkanie, a w powietrzu unosił się zapach szczawiowej. Siedziałem spokojnie na kanapie, oglądając serial.
Haniu, dobry wieczór. Przyszedłem po rzeczy, których ostatnio nie zabrałem. Jasne, już wszystko spakowałem! Masz torbę? Nie To masz, dam ci!
Spakowałem Bartkowi rzeczy i podałem mu torbę.
To ty zrobiłeś szczawiową? Tak. Jesteś głodny? Chcesz zupę? Bartek chwilę pomyślał i skinął głową.
Nalałem mu zupy. Zjadł dwie miski, a potem powiedział: Dzięki, Haniu! Lecę już! To leć, a ja dokończę odcinek! Co oglądasz? Grę o tron. My kiedyś, pamiętasz, chcieliśmy to obejrzeć razem Zapytał ze smutkiem. Pamiętam odpowiedziałem.
Bartek wyszedł. Płakałem przez chwilę, a potem dokończyłem serial i poszedłem spać. Po dwóch tygodniach Bartek zjawił się u mnie z wszystkimi swoimi rzeczami. Popatrzyłem na niego, nie wierząc.
Haniu, przepraszam! Kocham cię! Tęskniłem za twoją zupą i przytulnym mieszkaniem, wybacz mi, przepraszam, iż ostatnio zgłupiałem i zapatrzyłem się na młodsze ciało. Czyli tęskniłeś za zupą szczawiową? Za wszystkim! Ale najbardziej za tobą! No to wchodź. Wstyd mi przed tobą i naszą córką. Nic jej nie powiesz? Nie powiem. Chcesz coś zjeść? Chcę. Bardzo dziękuję.
Dziś wiem jedno: żadne rady, wróżki, czy łzy nie naprawią tego, co naprawdę tylko czas i codzienność potrafią poskładać na nowo. Najważniejsze to znaleźć sens w sobie wtedy inni też chętnie wracają.







