Marto, nie ma Cię już tyle lat, choćby nie wiesz, jak teraz żyję i co się u mnie dzieje
Marta i Paweł byli razem ponad pięć lat. Paweł nie zarabiał zbyt dużo, ot zwyczajny pracownik fizyczny, pensja raczej skromna do luksusów było im daleko. Marta natomiast zawsze marzyła o wygodniejszym i najlepiej dostatnim życiu, więc nie ukrywała, iż uśmiech szerzej rozkwitał jej na twarzy, gdy na horyzoncie pojawiał się ktoś bardziej zamożny niż jej mąż.
Aż tu nagle, jak z nieba spadł jej prawdziwy łut szczęścia zwrócił na nią uwagę majętny przedsiębiorca, który obiecał jej złote góry. Marta dała się oczarować jego słowom, spakowała manatki i porzuciła Pawła, licząc na nowe, lepsze życie.
Paweł potwornie przeżył odejście żony. Był rozbity prosił na kolanach, błagał, obiecywał, iż wszystko się zmieni. Mówił, iż znajdzie lepszą pracę, będzie harował na trzy etaty, byle tylko Marta została przy nim. Przysiągł, iż nie spocznie, dopóki ona nie będzie szczęśliwa.
Ale Marta była już głową na jachcie i w najdroższych butikach Warszawy czy Paryża, a nie w ich niewielkim mieszkaniu na Pradze. Żadne słowa Pawła, żadne przysięgi jej nie ruszyły podjęła decyzję, bo pragnęła mieć w życiu wszystko, na co tylko zapragnie.
Minęło pięć lat. Marta, już trzydziestodwuletnia, nagle okazała się dla biznesmena nudna, bo wokół niego kręciło się mnóstwo młodszych i śmielszych dziewczyn. Usłyszała od niego, iż marudzi, iż za dużo wymaga i została z niczym.
Pieniędzy na życie w Warszawie zaczęło brakować, a Marta nie przywykła do samodzielnej pracy szczerze, nigdy choćby nie spróbowała zapracować na siebie. Wpadła więc na genialny pomysł wrócić do Pawła. Uznała, iż skoro tak ją kochał i składał tyle obietnic, to musi czekać z otwartymi ramionami.
Podjechała więc pod klatkę starego bloku, podeszła pod drzwi mieszkania, które pamięta z dawnych czasów. Nagle jakiś szelest, potem drzwi uchyliła jej nieznajoma kobieta z córeczką na rękach.
Kochanie, już tyle razy mówiłam, żebyś nie otwierała drzwi bez mamy odezwała się kobieta do dziewczynki, a zaraz potem spojrzała na Martę. Kogo pani szuka? zapytała z lekkim zdziwieniem.
Marta stała wytrzeszczając oczy, nie wiedząc, co powiedzieć.
Pawła szukam, jest może w domu? zapytała niepewnie.
Paweł, jakaś pani do ciebie! zawołała tamta, odwracając się. Jak pani ma na imię?
Marta odpowiedziała cicho.
Na progu stanął Paweł, przez chwilę niedowierzającym spojrzeniem wpatrywał się w swoją byłą.
Marta?! powiedział w szoku. Kochanie zwrócił się do kobiety wejdź proszę do środka z Mają, muszę chwilę porozmawiać.
Marta patrzyła na kobietę z córką, która właśnie odchodziła.
Kim ona jest? zapytała drżącym głosem.
To moja żona, Ola, a to moja córeczka, Maja powiedział Paweł.
Kiedy to się stało? Masz teraz dziecko? Przecież przysięgałeś mi miłość do grobowej deski. Mówiłeś, iż żaden człowiek nie będzie ci bliższy ode mnie!
To było dawno. Na początku było mi ciężko, naprawdę. Ale potem… życie jakoś poszło do przodu. Poznałem Olę i zakochałem się. Dzięki niej znowu się śmieję, mamy razem Maję.
A ja?
Marto, przez pięć lat byłaś po prostu nieobecna. Nie interesowało cię, jak sobie radzę, czy w ogóle żyję. Porzuciłaś mnie dla pieniędzy, a moje uczucia kompletnie cię nie obchodziły. Może nie byliśmy bogaci, ale to nie powód, żeby zostawić człowieka, do diaska! A teraz wracasz? Miałaś nadzieję, iż przez te pięć lat będę tu siedział i czekał na ciebie z obiadem?
Byłam głupia! Kocham cię, naprawdę kocham!
Marto, nie rób tego. Daruj sobie tę szopkę. Lepiej odejdź, nie chcę cię już widzieć. Facet cię pogonił i dlatego nagle sobie o mnie przypomniałaś? Proszę cię, to żałosne. Lepiej już idź…
Marta rozpłakała się, szlochając na całą klatkę schodową. Czuła się nikomu niepotrzebna, a Paweł czuł satysfakcję, iż w końcu udało mu się zamknąć ten rozdział życia.







