Pani Natalia ma 32 lata i wychowuje dwoje dzieci. Trudno słuchać o tym, iż w jej wieku można mieć za sobą doświadczenia przemocy, próbę pozbawienia jej życia oraz stratę dwójki dzieci, które nie dożyły choćby roku. Trudno cokolwiek jej powiedzieć. Brakuje słów.
Pani Natalia na początku rozmowy pyta, czy musi opowiadać o domu rodzinnym. To, iż nie chce o tym mówić, mówi więcej niż niejedna opowieść.
Dziś rodziców mieszkanie zajął komornik, a brat mieszka kątem u wuja. To tłumaczy, dlaczego, gdy potrzebowała pomocy, znalazła się w domu samotnej matki. Spędziła tam rok i osiem dni. To był dobry czas. Miała z dziećmi osobny pokój, a od sióstr otrzymała ogromną pomoc. „Wiem, ile dostałam – mówi dzisiaj, gdy rozmawiamy w malutkim mieszkaniu, które udało jej się wynająć. – Dzięki temu, iż tam byłam, mogłam w ogóle ruszyć do przodu”.
Reszta to łatwizna
Pani Natalia pracuje na produkcji, składa szklane elementy. Dźwiganie okien jest ciężkie, ale pani Natalia lubi swoją pracę, lubi też ekipę, z którą pracuje. Docenia to, iż pracuje od godziny 8 do 16 i zdąży zawieźć i odebrać dzieci ze szkoły. Wcześniej pracowała w Żabce i chyba z czasem wróci do handlu. Choć największym jej marzeniem jest jeździć na taksówce. Że to nie bardzo bezpieczne dla kobiety? „Po tym wszystkim, co przeżyłam, reszta to dla mnie łatwizna”.
Miał dwie twarze
„Nie ułożyło mi się – pani Natalia zaczyna swoją opowieść, jakby była jedną z wielu historii kobiet po rozstaniu. – Nie spotkałam takiego mężczyzny, jakiego powinnam. Miałam 17 lat, gdy poznałam ojca moich dziewczynek. Wysoki, przystojny, z prawem jazdy. Imponowało mi, iż pracował. Potem okazało się, iż miał dwie twarze. Poczuł, iż może pozwalać sobie na wszystko. Że skoro mamy dzieci, to już od niego nie odejdę. Był agresywny i psychicznie, i fizycznie. Potrafił mnie uderzyć choćby w ciąży. Więził mnie. Zamykał na klucz w mieszkaniu na cały dzień. Stwierdzono schizofrenię. Zaczął dużo pić. Raz próbował mnie wyrzucić z okna. Dobrze, iż akurat sąsiad szedł, zauważył to i mnie uratował.
Za duży smutek
Co tu dużo mówić? Wyprowadziłam się z dnia na dzień. Wynajęłam pokój. Znalazłam pracę, mama wtedy jeszcze mogła przychodzić do dzieci, a ja do pracy. Dawałam radę.
Początkowo on chciał kontaktu z dziećmi, ale jak je przyprowadzałam, to znowu wylatywał do mnie z rękami. Dzieci prawie go nie znają. W córce to tkwi do dziś. Czasem ogarnia ją smutek. Zbyt duży, jak na dziecko w jej wieku.
Tak więc nie ma go w naszym życiu. Nie wiem nawet, gdzie jest i co robi. Z funduszu alimentacyjnego dostaję 400 zł, bo on nie płaci nic.
Nie daliśmy rady
I tak żyłam. Pracowałam cały czas. Poznałam drugiego mężczyznę. Kochałam go, a i on był bardzo za mną. Z nim się układało. Może i by się układało do dziś. A może nie.
Ale stało się tak, iż zaszłam w ciążę bliźniaczą i urodziłam dwie córeczki na początku siódmego miesiąca. U jednej płuca choćby nie ruszyły, nie podjęły pracy. Żyła cztery dni. Druga zmarła po miesiącu.
Z ich ojcem rozstaliśmy. Nie daliśmy rady psychicznie. Nie potrafiłyśmy po czymś takim być razem. Po czymś takim.
Patrzyłam na niego i przypominało mi się wszystko.
Inne podobne historie
Tutaj w Gdańsku zaczynam wszystko od nowa. Tak się cieszę, iż znalazłam to mieszkanie. Małe ale tanie. Przytulne. Dużo jeszcze brakuje. Muszę np. gotować codziennie, bo nie mam na tyle dużego garnka, żeby ugotować na dwa dni. Widziałam taki porządny garnek w Biedronce za 70 zł. Może jak uzbieram pieniądze, to będzie jeszcze ta promocja. A jak nie, to będzie inna.
Teraz po prostu potrzebuję spokoju. Wsparcia oczywiście też. Ale moja mama już teraz sama potrzebuje pomocy. Za to mam siostry zakonne, które prowadzą dom matki i dziecka. I dziewczyny, z którymi tam mieszkałam. Trzymamy się razem. Każda ma inną historię, ale tak naprawdę to przecież podobną.
Zadbam jeszcze bardziej
Pyta pani, czy dam sobie radę. Tak. Mam prostą odpowiedź: tak.
Kocham morze, lubię stać na plaży i słuchać, jak szumi. Modlę się wtedy i to mi bardzo pomaga. Czuję, iż ktoś z góry nad nami czuwa. Ale największą siłę, taką mega siłę, to dają mi dzieci.
Nawet przy największym załamaniu to dla nich odradzałam się – jak feniks z popiołów. One są najważniejsze. Ale o siebie też dbam. I zadbam jeszcze bardziej”.
Historia została opisana zgodnie z zasadami zachowania anonimowości bohaterki.






