Nasz jedyny syn zaskoczył nas wiadomością, iż chce się ożenić — a ma przecież dopiero 22 lata

twojacena.pl 2 godzin temu

Słuchaj, muszę ci opowiedzieć o tym, jak nasz jedyny syn, Tomek, kompletnie nas zaskoczył postanowił się ożenić. Wyobraź sobie, chłopak ma dopiero 22 lata! No, ale z mężem stwierdziliśmy, iż przecież my sami też byliśmy bardzo młodzi jak braliśmy ślub ja miałam 19, a Marek dopiero skończył 22 lata. Uznałam, iż widocznie taka już nasza rodzinna tradycja czy los. Poza tym narzeczona Tomka, nasza przyszła synowa, bardzo nam się podobała. Kasia, bo tak ma na imię, studiowała razem z nim na tej samej uczelni, choćby byli w tej samej grupie.

Jak już się przekonaliśmy, iż sprawa jest poważna, zaczęliśmy przygotowania do wesela, bo jak jedyny syn się żeni, to trzeba mu wyprawić porządne wesele. Jak przystało, pojechaliśmy z Markiem odwiedzić rodziców Kasi, żeby się oficjalnie przedstawić i omówić szczegóły. O niej sami praktycznie nic nie wiedzieliśmy poza tym, iż parę razy widzieliśmy ją w towarzystwie Tomka. Kasia mówiła, iż mieszka z mamą w małej wsi niedaleko Wrocławia. Zapowiedzieliśmy się grzecznie na wizytę, jak wypada przecież.

Marek kupił piękne kwiaty, ja upiekłam domowy sernik i ruszyliśmy w drogę. Jak przyjechaliśmy, pierwsze, co nam się rzuciło w oczy, to jak zadbane było ich podwórko. Wszystko czyściutkie, wszystko jak spod igły.

Sam dom też, choć już trochę leciwy, był niesamowicie schludny i przytulny. Przywitała nas już w drzwiach mama Kasi, pani Danuta. Sympatyczna, zadbana kobieta, od razu zrobiła na nas bardzo dobre wrażenie. Zaprosiła nas do stołu, wszystko było pyszne, widać, iż się napracowała. Dobrze nam się rozmawiało i pani Danuta okazała się świetną osobą, ale do konkretów w sprawie wesela jakoś nie doszliśmy. Bo wiecie, ona od razu nas uprzedziła, iż nie stać jej na to, żeby dorzucić się do wesela. Dało się od razu zauważyć, iż Kasi było głupio i bardzo się przejęła, aż serce się krajało jak na nią patrzyłam. Tomek też nie ukrywał rozczarowania, bo on tego wesela tak naprawdę nie potrzebował dla siebie on po prostu wiedział, jak Kasia o nim marzy.

Z mężem podjęliśmy decyzję: robimy wesele dla dzieci, sami wszystko sfinansujemy, a co będzie dalej czas pokaże. Poprosiliśmy tylko Danutę, żeby zaprosiła z ich strony tyle gości, ilu uważa za najważniejszych, bo przecież każdy z nich przyjdzie z kopertą, więc ich talerze w restauracji się zwrócą. Danuta długo się wahała przed przyjęciem naszej propozycji, ale w końcu daliśmy radę ją przekonać, żeby wsparła dzieci.

Słuchaj, wyobraź sobie środa przed weselem, ktoś dzwoni do drzwi. Otwieram a tu stoi pani Danuta. Byliśmy w szoku, zaprosiliśmy ją na herbatę, ale ona wyraźnie była zmieszana. Po chwili wyciąga z torebki biały kopertę, a w środku gotówka. Okazuje się, iż tak bardzo nie chciała być niezależna, iż poszła do banku i wzięła tych kilka tysięcy złotych kredytu na udział w weselu! Błagaliśmy, żeby oddała pieniądze bankowi, bo widzieliśmy przecież, jak skromnie żyją z Kasią, ale ona była nieugięta powiedziała, iż już podjęła decyzję i nie ma odwrotu.

Wesele wyszło cudownie, dzieci były szczęśliwe. I jeszcze podczas wesela pani Danuta nas kompletnie zaskoczyła. Dawno się tak nie uśmiechała. Miała piękną sukienkę, włosy upięte, makijaż wyglądała olśniewająco, zupełnie inna kobieta! I wiesz co? Wśród gości był młodszy brat mojego męża Paweł. Ma 46 lat, też rozwiedziony, od dziesięciu lat mieszka i pracuje w Poznaniu, ale specjalnie przyjechał na wesele chrześniaka. Cały wieczór nie spuszczał wzroku z pani Danuty, a potem powiedział, iż planuje zostać jeszcze trochę w okolicy. Od razu z Markiem wiedzieliśmy o co chodzi

Za tydzień znów jechaliśmy na wieś, ale już nie na zaręczyny dzieci, tylko brata z Danutą! Wszystko im się poukładało, wzięli ślub i po paru miesiącach Paweł zabrał nową żonę do Poznania. Tak właśnie moja przyszła synowa została też moją rodziną. Powiem ci, Danuta to cudowna osoba i naprawdę zasługuje na szczęście.

Idź do oryginalnego materiału