NARZECZONA NA WYNAJEM
Ślub odwołany! przy kolacji zaskakuje rodziców Paulina.
Mama niemal się dławi, słysząc nieoczekiwaną wiadomość od córki.
Paulinko! Oszalałaś? Suknia ślubna już kupiona, obrączki leżą w szufladzie, sala w Malwie zarezerwowana Twój Dyzio odlicza godziny do wesela, jak do końca świata… Powiedz, iż żartujesz martwi się mama.
Nie, mamo, to nie żart. Za kilka dni z Filipem wyjeżdżam do Londynu. Sprawa poważna Paulina nie daje nadziei.
Do Londynu? Tam nic swojego nie masz. Obcy ludzie, inne życie. Zginiesz tam z kretesem, dziecko! Ten Filip omamił cię, głuptasie! Na pewno żonaty, pewnie dzieci furą, może już siwieje! A Dyzio czeka wiernie, jak pies na kość! On nam z tatą jak rodzony. Nie depcz miłości. Za wszystko kiedyś trzeba zapłacić przekonuje mama, nie kryjąc niepokoju.
Poradzę sobie, mamo. Dam radę mówi stanowczo Paulina, nie oglądając się za siebie.
Kilka tygodni później Paulina i Filip ruszają do Anglii.
Paulina od dzieciństwa marzy, by zobaczyć, jak żyje się za granicą. Francuskiego nauczyła się perfekcyjnie, angielski zna jeszcze lepiej, a teraz zaczyna hiszpański. Kto wie, gdzie ją los poniesie… Po studiach pracuje jako tłumaczka w biurze podróży. Tam poznaje Filipa, którego oprowadza po Warszawie jako gościa zagranicznego. Od początku widać, iż nie spuszcza z niej oka.
Paulina jest otwarta, uśmiechnięta, ma coś w sobie. Najważniejsze młodość! Paulina ma dwadzieścia trzy lata, Filip czterdzieści sześć. Na początku traktuje zaloty Filipa z przymrużeniem oka. Nie sądzi nawet, iż ten oświadczy się tak gwałtownie już po tygodniu znajomości! Filip nie wie jednak, iż Paulina za moment miała wyjść za Dyziaka.
Paulina nie umie się zdecydować. Przecież szansa, by wyjść za cudzoziemca, nie trafia się każdej dziewczynie! Może nie kocha Filipa, ale nowe życie kusi tyle przygód, nowości! Paulina czuje, iż będzie mu za to wszystko wdzięczna. Przecież dla dojrzałego mężczyzny młoda żona to skarb. A Dyzio? Serca szkoda, ale życie leczy rany. Otrząśnie się, bo jest młody.
Tymi myślami pakując walizkę, żegna się z ojczyzną.
Przez telefon Paulina informuje niedoszłego męża o wszystkim. Dyzio do końca nie rozumie tej nagłej zmiany, ale życzy Paulinie szczęścia. Potem zalewa smutki przez wiele tygodni.
Paulina i Filip lądują na londyńskim lotnisku.
Paulina nie wierzy, iż spełnia się jej marzenie. Chciałaby przytulić świat, nie chce wypuszczać szczęścia z rąk.
Filip przywozi ją do wielkiego domu na przedmieściach. Tam czeka już cała rodzina Filipa. Dwóch dorosłych synów Hieronim i Eryk. (Później Paulina wyjdzie za Eryka i będzie z nim niezwykle szczęśliwa) Niespodziewanie z pokoju wychodzi była żona Filipa Leonora. Elegancka, zadbana kobieta.
Leonora jest wściekła.
Odbiło ci, Felek? (Leonora domowo tak woła byłego męża.) Kim jest ta panna? Skąd ją wytrzasnąłeś? Ma tu z nami mieszkać?! podnosi głos.
Tak, będzie tu mieszkać. Przypominam, to mój dom. Paulina zostanie moją żoną. Leonoro, proszę, nie rób jej przykrości mówi Filip niemal błagalnie.
Paulina czuje się nieswojo. Okazuje się, iż ta rodzina, choć formalnie rozbita, mieszka razem pod jednym dachem. Nie da się ukryć, iż Leonora trzyma całą rodzinę w ryzach. W sercu Pauliny kiełkuje już jednak uczucie do Eryka. To nie Dyzio z jego słabościami, przeprosinami i łzami. Tu czuje prawdziwe uczucie, wszechogarniające i czyste.
Eryk, młodszy syn, ma dwadzieścia cztery lata. Bardzo przypomina mamę przystojniak. Od razu zwraca uwagę na tajemniczą Polkę. W powietrzu iskrzy. Oboje czują niewypowiedziane napięcie i tęsknotę za czymś, czego jeszcze nie znają.
Filip oznajmia Paulinie, iż z ich ślubem będą musieli poczekać. Nie tłumaczy, dlaczego. Paulina zgadza się biernie nie myśli już o powrocie do Polski. Dostaje osobny, przytulny pokój (na szczęście dom jest ogromny). Jej relacje z Filipem są kulturalne i bez podtekstów. Leonora zupełnie ją ignoruje.
Mijają trzy miesiące. Paulina lepiej poznaje Eryka. To on otwiera jej oczy na domowe sprawy. Wyjawia, iż Filip bardzo kocha byłą żonę Leonorę i ona jego też. Po wielkiej kłótni rozeszli się, ale żadne z nich nie chciało się pogodzić. Filip postanowił podrażnić byłą żonę znalazł dziewczynę i udaje, iż weźmie ślub. Paulina świetnie pasowała do tej roli.
Jak tylko rodzice się pogodzą, Paulinę odeślą do Polski z upominkami, może choćby bilet lotniczy dorzucą. Po tych zwierzeniach Paulina wybucha nerwowym śmiechem.
Pięknie, sama sobie winna! Zostałam narzeczoną na wynajem! A sama kiedyś uciekłam z własnego ślubu. Eryk, co mam zrobić?
Pola, nie wyobrażam sobie życia bez ciebie przyznaje się Eryk, nie mogąc już dłużej ukrywać uczuć.
Ja też. W końcu się odezwałeś! Myślałam, iż nie dasz rady oddycha z ulgą Paulina.
Jak miałem ci mówić, wiedząc, iż jesteś narzeczoną mojego ojca? Dopiero Hieronim mi wszystko powiedział Ucieszyłem się jak dziecko! Dziewczyna, której szukałem, nagle była wolna. Ale powiedz, czy mogłabyś poślubić Filipa?
Eryk, jak tylko cię zobaczyłam, wszystko się zmieniło! Odmówiłabym twojemu ojcu Paulina szczerzy się z radości.
Młodzi przytulają się serdecznie.
Paulina wybacza Filipowi i Leonorze ich intrygę. Co się nie robi z miłości choćby najlepszy czasem potknie się w życiu. Najważniejsze, iż dzięki tej całej historii Paulina spotkała Eryka. Kto by pomyślał, iż znajdzie bratnią duszę na końcu świata!
Szczęściu czasem trzeba pomóc do nóg leży, a my za nim gonimy. Niedługo Paulina i Eryk biorą ślub. Eryk trochę boi się, iż Pola wróci do Polski, dlatego postanawia nie czekać z dziećmi. Paulina rodzi syna, a dwa lata później córkę.
Eryk otacza żonę prawdziwą troską. Rodzina promienieje szczęściem i miłością. choćby Filip i Leonora w końcu godzą się na dobre wiedzą, iż żal nie trwa wiecznie. Teraz razem zajmują się wnukami z radością.
Pewnego dnia Paulina dostaje list od mamy z Polski. Mama prosi, żeby przyjechała na kilka dni. Paulina pakuje się, dzieci zostawia pod opieką babci Leonory jeszcze za małe na długą podróż.
Paulina śpieszy się do rodzinnego Krakowa, nie może oprzeć się przeczuciu, iż coś się stało. Mama zalana łzami już od progu mówi:
O, Polinko! Twój Dyzio nie żyje! I żonę ze sobą zabrał! Na motorze zginęli oboje. Córka została sierotą, choćby do przedszkola jeszcze nie chodzi.
Dziecko ma dopiero trzy latka. To jest nieszczęście, nie do opisania!
Wiesz, Paulunia, on cię naprawdę kochał. Jak wyjechałaś, za wszelką cenę chciał nie cierpieć, więc gwałtownie znalazł sobie tamtą kobietę, przywiózł ją z jakiejś wioski. Była biedna, pokorna, pewnie choćby go kochała. Urodziła mu córeczkę, nazwała ją Pauliną. Mądra dziewuszka, nie wiem tylko po kim. Szkoda mi maleństwa. Teraz dom dziecka albo zakład. Gdzież indziej…
A wiesz, Dyzio ostatnio przyszedł do mnie, mówi: Chcę zrobić prezent twojej Polince, żeby pamiętała mnie do końca życia! A śmierć już czyhała na niego… Pomagał nam tu w domu, choć rzadko był trzeźwy. Wydawało się, iż życie przecieka mu przez palce. Ty wtedy w swoich Angliach…
Nie zdążył, biedaczysko, wręczyć tego prezentu mama ociera łzy rąbkiem fartucha.
Paulina spokojnie słucha matczynego żalu. Po chwili mówi, jakby wiązała mocny supeł:
Zdążył, mamo. Z Erykiem weźmiemy małą Paulinkę do nas. Taki to prezent od Dyzia
Eryk na pewno się zgodzi. W życiu za wszystko trzeba odpowiadać, mamusiu. Ty dobrze o tym wiesz
A teraz nakarm mnie czymś, bo z podróży zgłodniałam. Najchętniej zjadłabym kwaśne jabłko albo ogórek kiszony. Przyszła mama musi jeść za dwoje! puszcza oko Paulina, zagadkowo się uśmiechając.






