Na świat przyszła 9 lipca 1925 roku w Warszawie, w wykształconej rodzinie z tradycjami. Jej ojciec Marian Krasnodębski był piłsudczykiem i wysoko postawionym urzędnikiem Powszechnego Zakładu Ubezpieczeń Wzajemnych, a matka Maria z Badowskich była absolwentką ASP. To po niej oraz dziadkach Ewa odziedziczyła zarówno zamiłowanie do sztuki, jak i talent, który przejawiała adekwatnie od dziecka. Pierwsze lata życia spędziła w Marcelinie, potem mieszkała w Hrubieszowie oraz Mławie, ale gdy wybuchła II wojna światowa przeprowadziła się wraz z rodzicami do kamienicy dalekich krewnych na stołecznym Śródmieściu. To tam przeżyła pierwsze, ale nie ostatnie, w czasie okupacji bombardowanie, do którego wielokrotnie wracała we wspomnieniach.
REKLAMA
Zobacz wideo Czerwik wspomina pierwsze współprace z gwiazdami. Te aktorki pomogły mu się przebić w branży
W czasie wojny Krasnodębska pracowała dla Niemców. Studia pomógł wybrać jej ojciec
Jako nastolatka podjęła się przymusowej pracy dla Niemców w Biurze Podań, skąd później trafiła na poligon, gdzie wypisywała przepustki i przydziały, oczywiście pod nieustannym nadzorem. Potem imała się różnych zajęć, m.in. w hurtowni, a na krótko przed wyzwoleniem trafiła do skupu drobiu, miodu oraz jaj. Gdy wojna dobiegła końca, udała się do Włocławka, by tam zdać maturę. Wówczas stanęła przed wyborem dalszej drogi kształcenia, która wbrew pozorom nie była wcale oczywista. Marzyła o studiowaniu astronomii, ale wiedziała, iż braki wiedzy z matematyki i niechęć do tego przedmiotu mogą jego spełnienie skutecznie utrudnić. Przez talent plastyczny skłaniała się ku ASP, rozważała też polonistykę oraz balet, w którym zresztą rozwijała się w dzieciństwie. Jednak za namową ojca postanowiła spróbować swoich sił w łódzkiej szkole teatralnej i choć do egzaminów wstępnych nie przygotowywała się szczególnie, indeks zdobyła za pierwszym podejściem. Już wtedy w środowisku mówiło się, iż ma potencjał, by stać się gwiazdą.
W jakich filmach grała Ewa Krasnodębska? Gwiazda "Piątki z ulicy Barskiej" kilka razy otarła się o śmierć
Dyplomowaną aktorką Krasnodębska została w 1949 roku i od razu zadebiutowała na ekranie w wojennym filmie "Za wami pójdą inni". Największe spełnienie dawała jej jednak scena. Przez pierwsze 2 lata należała do obsady Teatru Polskiego we Wrocławiu, by następnie wrócić do stolicy i podbijać deski Polskiego, Dramatycznego i Narodowego. Na ekranach ponownie pojawiła się dopiero w 1953 roku rolą w "Piątce z ulicy Barskiej" w reżyserii Aleksandra Forda, a potem zagrała w takich produkcjach jak "Zaczarowany rower", "Nikodem Dyzma", "Awantura o Basię", "Tarpany" oraz "Zejście do piekła". Zjawiskowe kreacje tworzyła też na potrzeby Teatru Telewizji, którego w tamtym czasie była jedną z największych gwiazd.
Zjawiskowo piękna, elegancka, szykowna. Wielka dama
– zachwycał się nią aktor Witold Sadowy. Choć jej kariera rozwijała się prężnie, to w życiu prywatnym nie brakowało trudnych chwil. Kilkukrotnie otarła się o śmierć, w tym, gdy piorun poraził ją w garderobie oraz kiedy zatruła się belladonną podczas pobytu w sanatorium w Krynicy. Najgorzej wspominała jednak potrącenie przez motocykl. – Prawie znalazłam się na tamtym świecie – twierdziła w rozmowie z "Gościem Niedzielnym".
Przeżyłam wylew krwi do mózgu i śmierć kliniczną. Patrzyłam zdziwiona z rogu sali na siebie leżącą na noszach
– relacjonowała i dodała, iż gdy wybudziła się ze śpiączki, na kolejne 2 tygodnie straciła wzrok. Pecha miała też na scenie, bo raz podczas spektaklu "Sprawiedliwi ludzie" wystawianego na początku 1953 roku doznała paraliżu strun głosowych. Fani jej współczuli, ale partyjni działacze oskarżali ją o sabotaż polityczny, przez co mierzyła się z publicznym linczem i krytyką. Do pracy wróciła po 3-miesięcznym okresie rekonwalescencji, ale obawa, iż sytuacja się powtórzy, towarzyszyła jej jeszcze przez długi czas. – Nie rozpamiętuję przeszłości. Zachowuję to, co dobre, nie biadolę nad tym, co było złe – podkreśliła po latach.
Krasnodębska była zaręczona z obcokrajowcem, ale poślubiła znanego dziennikarza. Byli razem blisko 60 lat
Wspomnieniami niechętnie wraca do związku z pewnym Argentyńczykiem, z którym zaręczyła się krótko po ukończeniu studiów. Rozpoczynała wtedy pracę, pierwszą w zawodzie, więc gdy oznajmił jej, iż musi wrócić do ojczyzny, obiecała, iż będzie na niego czekać. Początkowo pisał do niej listy, później otrzymywała je coraz rzadziej, aż w końcu zupełnie przestały przychodzić. Kiedy zaczęła czuć, iż z tej wielkiej miłości nic nie wyjdzie, od koleżanki dowiedziała się, iż wpadła w oko młodemu oficerowi. Z racji tego, iż był nieugięty w próbach zaproszenia jej na randkę, co jej imponowało, w końcu dała się namówić. – Przez kilka dni z rzędu pisał do mnie, błagając o spotkanie w Alhambrze. No więc wreszcie poszłam – opowiadała w jednym z telewizyjnych wywiadów. Tym adoratorem był Jerzy Zakrzewski, jej przyszły mąż. – Przedstawia się i daje mi bukiet 30 róż. I mówi, iż to na przyszłe 30 lat szczęśliwego, wspólnego pożycia – wspominała, przyznając, iż wtedy choćby nie zakładała, iż za niego wyjdzie. A jednak rok później stanęli na ślubnym kobiercu, by po kolejnym powitać na świecie syna, Andrzeja.
O tego aktora mąż Krasnodębskiej był zazdrosny. Ona poza nim nie widziała świata
Podczas gdy Krasnodębska rozwijała się w aktorstwie, jej mąż, absolwent administracji, próbował swoich sił jako dziennikarz. Objął stanowisko szefa redakcji teleturniejów w TVP jako pierwszy w historii, a ponadto był gospodarzem magazynu "Peryskop", który cieszył się dużą oglądalnością. Piął się po szczeblach kariery gwałtownie i już w 1961 roku zaproponowano mu pracę korespondenta w Paryżu. Ewa zawiesiła karierę w kraju, by móc mu towarzyszyć. W tym wyjeździe upatrywała bowiem szansy także dla siebie. W stolicy Francji zaczęła przeprowadzać wywiady z wielkimi gwiazdami, które rodacy oglądali namiętnie, i relacjonowała przebieg festiwalu filmowego w Cannes. Podczas jednej z edycji poznała Gregory'ego Pecka, laureata Oscara, który oczarował ją tym, jak dużo wiedział o Polsce. – Był zorientowany w polityce, w stosunkach społecznych, kulturalnych, znał i podziwiał polskie filmy, miał dużo do powiedzenia o polskim teatrze – mówiła, dodając, iż przy tym wszystkim był niezwykle przystojny i uroczy.
Z nowej znajomości Ewy Zakrzewski nie był zadowolony, bo w hollywoodzkim amancie widział konkurencję. Aktorka spotkała się z nim jeszcze kilka razy, ale ich znajomość była wyłącznie przyjacielska i dobiegła końca tak samo szybko, jak się rozpoczęła. To Jerzy był jej miłością i kompanem zarówno w pracy, jak i w życiu. Stany Zjednoczone, w których przez pewien czas mieszkali, zjeździli razem wzdłuż i wszerz, ale podróżowali chętnie także do innych krajów, w tym do Indii, Malezji, Singapuru oraz Nepalu. Ostatecznie osiedlili się w ojczyźnie na stałe, a rozdzieliła ich dopiero śmierć dziennikarza w 2007 roku. – Wiem, iż po drugiej stronie jest życie – powiedziała w jednym z wywiadów Krasnodębska, która w lipcu 2025 roku obchodziła 100. urodziny.



