NAJLEPSZA PRZYJÓŁKA

polregion.pl 1 godzina temu

Lidia, wychodzę zamężna powiedziała Wanda z niepewnym uśmiechem ślub w najbliższy piątek. Przyjdziesz? Bardzo chciałabym cię zobaczyć.
Żartujesz? Ty? Z kim? Tak nagle? w Lidia w środku zamarzło, jakby przyjaciółka ją zdradziła. Nie spodziewała się, iż takie wieści tak ją zranią. Zawsze patrzyła na niewyglądającą Wandę z żalem i wątpiła, iż znajdzie ją choćby ktoś, kto weźmie ją za żonę.

Dlaczego nagle? My już pół roku znamy się z Markiem odpowiedziała Wanda.
A ty milczałaś? Kto to? Nie widziałam go. Gdzie go chowałaś?
Chowała? zaśmiała się Wanda. Pracujemy razem, głównie w biurze i rozmawiamy. Nie spodziewałam się tego. A on zaproponował i zgodziłam się!
On też malarz, tak jak ty? drwiąco zmarszczyła usta Lidia.
Marek potrafi wszystko. Prowadzi firmę budowlaną, w której ja pracuję.

Lidia zaniemówiła. Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Patrzyła na przyjaciółkę, próbując odgadnąć, czy to nie jest żart. Wanda wydawała się spokojna i widać było, iż nie ma zamiaru udawać.

Uczyły się w jednej szkole od szóstej klasy. Lidia zawsze była lepsza we wszystkim. Łatwiej jej szło w nauce, była ładniejsza, szczuplejsza, lepiej się ubierała, a chłopcy zawsze kręcili się wokół niej. Na Wandę nikt nie zwracał uwagi. Lidia żałowała jej, uważała, iż los i natura skrzywdziły biedną dziewczynę. Nie mogła pochwalić się ani twarzą, ani sylwetką. Uczyła się słabo, po dziewiątej klasie poszła na technikum malarskotynkarskie.

Nie ma ciekawszego zawodu? zdziwiła się Lidia. Może da się zmienić kierunek?
Po co? Mama całe życie jest malarzem na budowie. Dlatego i ja wybrałam to.
Całe życie w brudnej robocie? Nie chcesz nowoczesnego, dobrze płatnego zawodu? Siedzieć w czystym biurze, wśród kulturalnych ludzi? Ja zamierzam studiować projektowanie.
Nie znam się na projektowaniu. A tynkować i malować pomagałam mamie od lat. Lubię to. Mam już sporo umiejętności, a do uczelni nie dostanę się z moimi ocenami.

Lidia nie dostała się na wymarzone studia, ale nie poddała się. Najpierw skończyła technikum, potem z dobrymi wynikami wstąpiła na architekturę wnętrz. Choć ich drogi w nauce się rozeszły, dziewczyny wciąż się spotykały i pielęgnowały przyjaźń.

Lidia była bardzo towarzyska i często zapraszała Wandę do wspólnych wyjść. Przy niej Wanda wyglądała lepiej i przyciągała uwagę chłopaków. Lidia była pewna, iż znajdzie sobie pięknego, zamożnego i perspektywicznego mężczyznę. I nagle pojawiła się ta niespodziewana wiadomość Gdzie jest sprawiedliwość?

Czy przyjdziesz na ślub? zapytała ponownie Wanda.
Oczywiście. Na pewno! odpowiedziała zdecydowanie Lidia. Poznasz pana młodego?
Oczywiście.

Lidia liczyła, iż Marek wyjdzie na strasznego łysiejącego, pulchnego dziadka, który chce poślubić Wandę, żeby zaoszczędzić na kosztach wykończenia willi. Wszystko w rodzinie miałoby być taniej. Jednak rzeczywistość była inna Marek nie był szczupły, ale był sympatyczny i wesoły, z charakterystyczną brodą. Patrzył na swoją narzeczoną z zachwytem, nie zwracając uwagi na nikogo wokół.

Na weselu Lidia krążyła przy Wandzie, próbując przyciągnąć do siebie uwagę pana młodego. Młodzi patrzyli tylko na siebie, nie dostrzegając jej starań. Zauważyła to jednak matka pana młodego, teściowa Teresa.

Co ty tu kombinujesz? popchnęła Lidię w stronę Teresy. Ja tylko prostą robotniczą żonę, gwałtownie dopilnuję, żeby nie było zbędnego włosa.
Nie rozumiem, o co chodzi?
Wiesz już, o co chodzi. Nie będę cię ostrzegać dwa razy.
Mój narzeczony nie jest jak twój skłamała Lidia. My też niedługo się pobierzemy.
To graj z nim uśmiechnęła się Teresa, cały wieczór czuwając nad Lidią i strzegąc szczęścia swojej córki.

Lidia nie mogła się uspokoić. Jej ego zostało mocno potrącone. Niedawno zerwała ze swoim chłopakiem i nie udało jej się choćby wziąć go do urzędu stanu cywilnego. Wanda natomiast złapała za rękę świetnego chłopaka, ale on przyciągnął ją tylko dlatego, iż Lidia nie była w pobliżu. Gdyby Lidia stała przy stole, to właśnie ona siedziałaby obok pana młodego.

Po ślubie młodzi wprowadzili się do mieszkania Marka. Lidia stała się częstym gościem w ich domu, udając troskę o przyjaciółkę, choć w duszy chciała zwrócić na siebie uwagę męża. Marek był cały dzień w pracy, Wanda cierpiała na silny toksykozę ciążową. Lidia coraz pewniej czuła się w ich mieszkaniu.

Przygotuję obiad proponowała, wypierając Wandę z kuchni. jeżeli tak reagujesz na zapachy.
Naprawdę nie mogę patrzeć na jedzenie przyznała Wanda. Prosiłam Marka, żeby poszedł do kawiarni, dopóki mój toksyk nie minie.
Kawiarnia jest droższa, a domowy posiłek zawsze lepszy. Nie martw się, zrobię wszystko.

W odpowiednim czasie Wanda urodziła córeczkę Zosię. Pomoc Lidzi była nieoceniona. Obie babcie były jeszcze młode i pracowały, przychodziły tylko w weekendy. Lidia wciąż studiowała, więc często opuszczała wykłady, by wykorzystać okazję i zdobyć serce Marka. On jednak pozostawał obojętny wobec jej zalotów, co tylko podsycało jej determinację.

Odpocznij, pójdę pobawić się z malutką namawiała Lidię Wandę. Położę ją w wózku, niech trochę powietrza złapie.
Wanda nie sprzeciwiała się. Była bardzo słaba po porodzie, a Lidia planowała spacery tak, by Marek wrócił w dobrym nastroju.

O, Zosiu, patrz, kto to idzie? Twój tata! zawołała, gdy Marek podszedł do wózka.
Nie śpisz? Cześć, Zosiu! Cześć, Lidio, a gdzie jest Wanda?
Pewnie śpi. Poród był trudny, udało się jej prawie nie urodzić. Pomogę, bo jesteśmy przyjaciółkami. Zrobiłam pyszny gulasz, nakarmię ją.

Mimo starań Lidia nie przebiła się w relacji z Markiem pozostali przyjaciółmi. On wciąż patrzył z zachwytem na Wandę, a wobec Lidię był tylko uprzejmy. Lidia zwiększyła częstotliwość wizyt, aż pewnego dnia natknęła się na teściową Teresę.

Co tu robisz? zapytała rozzłoszczona matka Wandzie, wchodząc do pokoju po pracy. Wanda, kto to u ciebie w domu?
Mamo, co ty? Lidia bardzo mi pomaga. Samam nie dam rady.
Zatrudniłaś ją jako pomoc domową? Nie masz pomysłu, jak się utrzymać bez męża?
Dlaczego ciągle mnie obrażacie? wybuchła Lidia. Chcę tylko pomóc.
Wiem, po co ci to. Widziałam cię na weselu, jak oblizałaś Marka. Idź, zanim będzie za późno

Matka wypychała Lidię z mieszkania.

Nie bądź naiwną karciła córkę. Nie wiesz, dokąd to doprowadzi. Mężczyźni są słabi, nie zdążysz się otrząsnąć, a matka samotna cię przygniotuje.

Lidia poczuła się zdradzona, ale po kilku dniach wróciła wcześniej niż zwykle, kiedy wszyscy byli w pracy. Wanda właśnie kołysała dziecko i próbowała nie hałasować, by nie obudzić malucha.

Bałam się, iż już nie przyjdziesz. Nie gniewaj się na matkę, ona zawsze się martwi przeprosiła Wanda.

Lidia usiadła na kanapie, skrzyżowała nogi i spojrzała surowo.

Twoja matka ma rację, tylko ty tego nie widzisz. My z Markiem kochamy się od lat, on boi się przyznać, iż naprawdę cię kocha. Myślysz, iż ktoś może się w to wtrącić? Spójrz na siebie! Trzy włosy w pięciu rzędach, nogi jak koziołek. To wszystko o tobie. Śmieszny malarz!

Bóg mój Zatrzymaj się, Lidio wyszeptała Wanda, białymi ustami, proszę, nie mów nic więcej.

Przez długi czas milczałam, ale nie mogę już dłużej. Marek i ja niedługo będziemy mieć dziecko. Kocham go naprawdę! Puść go, nie dręcz go.

W drzwi wszedł Marek. Przyszedł na obiad, chciał chwilę zdrzemnąć się i nieoczekiwanie zobaczył całą scenę. Bez słowa podszedł do Lidi, objął ją za ramiona i poprowadził do wyjścia. Ona posłusznie wyszła, zdumiona jego nagłym pojawieniem się. Marek poczekał, aż Lidia założyła buty, otworzył drzwi i wskazał kierunek, w którym powinna iść.

Nie wracaj tu więcej powiedział, zamykając drzwi.

Wrócił do płaczącej Wandy i rzekł surowo:

Nie wierz żadnemu słowu. Nie było między nami nic, nie mogło być. Nie potrzebuję takiej żony.

Wanda łkała:

Nie wierzę, dlaczego mnie tak nienawidzisz?

Zazdrość to prosta sprawa. podniósł ją na ręce i zaniósł do sypialni, by ją pocieszyć.

Po dziewięciu miesiącach w tej szczęśliwej rodzinie urodził się syn Szymon, prawie identyczny jak ojciec.

Gdzie jest Lidia? Wanda już o niej nie myśli. Nie potrzebuje już pomocników.

Morał tej opowieści jest prosty: prawdziwe przyjaźnie i miłość nie powinny być wykorzystywane jako narzędzia do zazdrości czy manipulacji. Szacunek i szczerość budują trwałe relacje, a próby wyciągania korzyści z cudzych losów prowadzą jedynie do pustki i rozczarowania.

Idź do oryginalnego materiału