Dzisiaj w moim dzienniku zapisuję wspomnienia z dnia, kiedy żegnałam się z moim bratem na dworcu w Warszawie. Mama była wzruszona i trochę zatroskana, zastanawiała się, czy to przypadkiem nie będzie ostatni raz, kiedy go zobaczy, ze względu na swój podeszły wiek. Chciałam jeszcze raz odwiedzić brata i siostrę, więc wyruszyłam w podróż.
Najpierw zatrzymałam się u mojego wujka, potem miałam odwiedzić miejsce, gdzie mieszkała moja ciocia. Wujek żartował na temat mojego nadchodzącego ślubu, który miał się odbyć za sześć miesięcy, a ja zaprosiłam go także, pół żartem, pół serio. Ostrzegł mnie, żebym uważała, bo ma na ramieniu specyficzne znamię… Pogoda była wyjątkowo piękna, słońce ciepło świeciło.
Po przyjeździe zostałam serdecznie powitana przez ciocię Alicję i jej męża. Następnego ranka postanowiłam z młodszą kuzynką Anną wybrać się nad Bałtyk. Po kąpieli w morzu wróciłyśmy do domu na obiad. Anna trochę czuła się zmęczona, ale mimo wszystko miała ochotę na kolejne przygody. Namówiła mnie, żebyśmy poszły jeszcze raz nad morze, a potem wybrały się na film. Gdy wyszłyśmy z wody, podeszło do nas dwóch młodych chłopaków i zapytali, jak dostać się na ulicę Wileńską. Anna wyjaśniła im drogę, a drugi z nich uważnie mi się przyglądał i zapytał nagle: Przepraszam, czy pani nazywa się Mariola?
Zaskoczona tym pytaniem, spojrzałam na niego z ciekawością. On po chwili dopowiedział: Mieszka pani w stolicy i ma przyjaciółkę o imieniu Sabina. To moja siostra. Widziałem panią na jej zdjęciach i chciałem się dowiedzieć o pani coś więcej. Wtedy dostrzegłam charakterystyczne znamię na jego ramieniu. Zdecydowaliśmy, iż wspólnie pójdziemy na film, a potem wolno spacerowaliśmy wzdłuż brzegu.
Gdy żegnaliśmy się, chłopak wspomniał, iż on i jego kolega właśnie kończą służbową podróż i następnego dnia wracają do domu. Poprosił mnie o numer telefonu i zapytał, czy może zadzwonić. Zgodziłam się. Dziesięć dni później spotkaliśmy się z nim i z mamą na lotnisku. A pół roku później, w otoczeniu bliskich, wzięliśmy ślub.










