Na wakacje na wieś przywieźliśmy z miasta naszego kota, Szymona. Na wsi mieszka jego rodzony brat Lemur, słynący z lekko wyłupiastych oczu, od których wzięło się jego przezwisko.

newsempire24.com 1 godzina temu

Na wakacje na wieś zabraliśmy ze sobą z miasta kota Henryka. Na wsi mieszkał jego rodzony brat – Gucio. Gucio miał wyłupiaste, szeroko rozwarte oczy, stąd wzięło się jego przezwisko. Tutaj, na polskiej wsi, nikt specjalnie nie owijaj w bawełnę.

Na początku Henrykowi nie było łatwo. Choć sam nie był zbyt pokaźny, Gucio natychmiast pokazał mu, kto tu rządzi. Odsuwał go od spiżarni, syczał jak celebrytka w programie Kuby Wojewódzkiego, gdy ktoś nadepnął jej na odcisk.

W końcu Gucio popełnił typowy błąd wiejskiego cwaniaka uwierzył w swoją nietykalność i otwarcie zaatakował Henryka. Nasz kotek machał łapą w powietrzu, lekceważąco niczym arystokratka z Lalki i przypadkiem uderzył brata z prawej. Gucia wyciągaliśmy potem spod szafki w sieni.

Tak właśnie, przypadkiem i niepozornie jak wszystko w jego życiu Henryk zajął szczyt kociej hierarchii.

Na wsi do kotów podchodzą bardzo praktycznie gdyby nie było zimy, Henryk już dawno biegałby po polach za myszami. Na szczęście mróz zwolnił go z polowych obowiązków.

Karmienie tu to prawdziwa loteria nigdy nie wiadomo, co i kiedy się trafi. W mieście Henryk jadł posiłki jak hrabia, o określonych godzinach, z porcelanowych miseczek, a do stołu zapraszała go pani Helena, gospodyni domu.

Zmiana realiów dała o sobie znać stres gwałtownie przywrócił mu kocie instynkty. Niejedną noc przyłapywałem Henryka z głową w garnku na kuchni. Gucio, czuwając z zamkniętymi oczami przy taborecie, syczał rozpaczliwie, ostrzegając braciszka na mój widok. Henryk odwracał się ospale i mruczał do Gucia: Nie bój się, to swój. Lepiej widzieć byś go w nocy, jak buszuje po lodówce.

Pewnego razu uznaliśmy, iż Henryk jest już gotów na podbój podwórka. Wynieśliśmy go na zewnątrz i posadziliśmy w śniegu. Obrócił się w naszą stronę, a cała jego mordka była biała jak śmietana. W jego oczach czaił się smutek źle wykorzystanego życia zupełnie jak u Pacuły w najsłynniejszej scenie Człowieka z blizną. Odtąd już nie pozwalaliśmy mu wychodzić.

Wieczorem do Piotrka mojego syna przyszli miejscowi koledzy. Usiedliśmy wygodnie w małym salonie. Ja, próbując wprowadzić nutę klasyki, czytałem dzieciom fragmenty Dziadów Mickiewicza. Kiedy doszedłem do sceny o Macosze przemienionej w czarnego kota, która stuka pazurami po podłodze, drzwi do salonu zaskrzypiały i do środka, zgrabnie podskakując, wszedł Gucio.

Pełny dramat Henryk zdążył nauczyć brata swojego popisowego numeru: otwierania drzwi łapą niezależnie od stopnia komplikacji.

Salon był malutki, a mimo to dzieci w popłochu rozbiegły się po kątach. Jednego chłopca musieliśmy wyjmować z okna przed wypadnięciem uratowała go babcia, która od lat dogadza mu plackami.

Ach, tak! Warto dodać, iż Gucio jest zupełnie, absolutnie czarny.

Przyznajcie rzadko klasyka potrafi tak przerazić współczesne dzieci.

Idź do oryginalnego materiału