[Redaktor naczelna MIUMAG, Paula Jarosz]: Spektakl „Five Days In The Sun” to choreograficzna opowieść o ludzkim doświadczeniu eksplorująca tematy miłości, śmiertelności, przemiany, odporności i wewnętrznego oczyszczenia. Jak udało Ci się zaprojektować kostiumy, które współgrają z tymi motywami?
[Założycielka marki VICHER oraz projektantka mody Inez Vicher]: Od początku wiedziałam, iż nie chcę projektować kostiumów, które będą jedynie ubraniem dla tancerza. Interesowało mnie stworzenie czegoś, co stanie się częścią ruchu i emocji. W spektaklu Emanuela bardzo ważna jest transformacja, a ja zawsze postrzegam tkaninę jako coś żywego. Jedwab porusza się inaczej niż ciało, zostawia po sobie ślad, rodzaj wizualnego echa. To właśnie ten moment pomiędzy ruchem a bezruchem stał się dla mnie punktem wyjścia.
Paleta kolorystyczna została świadomie ograniczona do odcieni skóry, bieli, czerni i czerwieni. Ta oszczędność pozwoliła jeszcze mocniej wybrzmieć ruchowi, emocjom i relacjom pomiędzy tancerzami. Chciałam, aby kostiumy nie dominowały nad opowieścią, ale ją pogłębiały. Żeby mówiły o kruchości, sile, przemianie i bliskości człowieka bez używania słów.
Dla mnie najważniejsze było pokazanie, iż przemiana nie jest jednym wydarzeniem, ale procesem. Właśnie dlatego kostiumy nie są statyczne. One zmieniają się razem z ruchem, reagują na ciało, światło i przestrzeń. W pewnym sensie opowiadają tę historię razem z tancerzami.
VICHER
Jak wyglądał dla Ciebie cały proces tworzenia? Kiedy pojawiła się wizja na ten projekt?
Pierwsza wizja nie przyszła od razu. Narodziła się stopniowo podczas wielu rozmów z Emanuelem, wymiany pomysłów, spotkań i wzajemnego poznawania swoich sposobów myślenia o sztuce. Musiałam najpierw zrozumieć Emanuela jako człowieka i twórcę. Jego język artystyczny w wielu miejscach różni się od mojego. Oboje jesteśmy perfekcjonistami, ale każdy z nas dochodzi do perfekcji inną drogą.
Ja naturalnie myślę poprzez formę, konstrukcję, materiał i możliwości, jakie daje tkanina. Interesuje mnie objętość, transformacja i potencjał ruchu zapisany w konstrukcji. Emanuel z kolei posiada niezwykłą umiejętność koncentracji na tym, co absolutnie niezbędne. Jest perfekcjonistą klarowności. Potrafi usuwać wszystko, co nie służy opowieści. To zderzenie dwóch światów było niezwykle inspirujące. Z jednej strony Emanuel wyznaczył bardzo precyzyjne ramy projektu. Z drugiej strony pozostawił mi pełną wolność w obszarze konstrukcji i formy. Wiedział, iż właśnie tam znajduje się mój język twórczy.
Pamiętam nasze rozmowy o kolorze. Naturalnie chciałam pójść dalej. Wprowadzić więcej czerwieni, więcej czerni, mocniej zaakcentować kontrasty. Emanuel konsekwentnie wracał jednak do idei ograniczenia środków wyrazu. Powtarzał, iż to wystarczy. Że siła tego spektaklu nie znajduje się w kolorze, ale w człowieku, ruchu i relacjach pomiędzy tancerzami. Pamiętam również, iż podczas jednej z rozmów powiedział do mnie coś bardzo ważnego: „Inez, chcę twojego DNA. Chcę tego, co robisz od lat”.
To było dla mnie niezwykle istotne. Moja wyobraźnia nie zna granic, zawsze interesowała mnie różnorodność form, eksperyment i poszukiwanie nowych rozwiązań. Tymczasem Emanuel nie oczekiwał ode mnie zmiany. Nie chciał, żebym projektowała jak ktoś inny. Chciał właśnie tego, co od lat jest obecne w mojej pracy: ruchu, powietrza, transformacji i życia tkaniny. W pewnym sensie zaufał mojemu językowi twórczemu, a ja zaufałam jego wizji spektaklu. Myślę, iż właśnie na tym wzajemnym zaufaniu została zbudowana cała ta współpraca.
Paradoksalnie właśnie dzięki ograniczeniu koloru mogłam jeszcze mocniej skupić się na tym, co kocham najbardziej: konstrukcji. Zamiast opowiadać historię kolorem, zaczęłam opowiadać ją objętością, ruchem i sposobem, w jaki tkanina reaguje na ciało. Myślę, iż siła tej współpracy polegała właśnie na napięciu pomiędzy minimalizmem a ekspresją formy. Emanuel stworzył ramy, a ja mogłam wypełnić je ruchem, objętością i życiem materiału. Jednocześnie bardzo gwałtownie odkryliśmy, iż istnieje coś, co nas łączy. Oboje wierzymy, iż najważniejszy jest człowiek. Emanuel opowiada o nim poprzez ruch, ja poprzez formę i tkaninę. Oboje interesujemy się emocjami, relacjami i tym, co dzieje się pomiędzy ludźmi.
W pewnym momencie zrozumiałam również, iż projektuję coś, co od lat jest obecne w mojej pracy. Od początku kariery fascynowała mnie moda kinetyczna. Ruch, powietrze i transformacja są obecne w moich kolekcjach od lat. Jest to także bardzo mocno związane z moim nazwiskiem. Wicher oznacza wiatr, ruch i zmianę. To adekwatnie fundament DNA marki VICHER. Dlatego coraz bardziej odchodziłam od myślenia o kostiumie jako o obiekcie. Zaczęłam myśleć o nim jak o części ruchu. Jak o czymś, co oddycha razem z tancerzem. Wtedy pojawiła się myśl, która towarzyszyła mi do końca pracy nad projektem: Nie projektuję kostiumów. Projektuję powietrze wokół ciała.
VICHER
Jak to się stało, iż doszło do współpracy marki VICHER z jednym z najważniejszych współczesnych choreografów na świecie Emanuelem Gatem? Kogo był to pomysł? Jak to się zaczęło?
Ta historia zaczęła się kilka lat temu, kiedy oglądałam spektakl Emanuela w Paryżu. Pamiętam, iż siedziałam wtedy w Operze Garnier i nie przypuszczałam, iż kilka lat później będziemy wspólnie pracować nad nową premierą. Wyszłam z teatru absolutnie poruszona. Później śledziłam jego twórczość i sposób myślenia o ruchu.
Kilka lat później nasze drogi niespodziewanie się przecięły. Bardzo gwałtownie okazało się, iż mimo pracy w dwóch różnych dziedzinach myślimy podobnie o człowieku, emocjach i przestrzeni. Rozmowa naturalnie zeszła na temat relacji pomiędzy ruchem a kostiumem. Z tej wymiany myśli narodził się pomysł współpracy.
Dla mnie było to wyjątkowe spotkanie dwóch światów: mody i tańca współczesnego. Co ciekawe, dopiero podczas pracy uświadomiłam sobie, jak wiele nas łączy. Emanuel buduje choreografię poprzez ruch, a ja od lat próbuję robić to samo poprzez tkaninę.
EMANUEL GAT
Jakie było dla Ciebie największe wyzwanie podczas projektowania kostiumów do spektaklu?
Największym wyzwaniem było znalezienie idealnej równowagi pomiędzy estetyką a funkcjonalnością. Tancerze wykonują ogromną pracę fizyczną, dlatego kostium nie może ograniczać ruchu. Musi być niemal niewidzialny dla osoby, która go nosi.
Jednocześnie zależało mi na tym, aby kostium miał własną obecność sceniczną. Żeby był piękny zarówno wtedy, gdy tancerz stoi nieruchomo, jak i wtedy, gdy porusza się z pełną intensywnością.
Dużym wyzwaniem okazał się również sam jedwab. Jedwab porusza się wolniej niż ciało. Nie można go traktować jak zwykłego kostiumu scenicznego. Trzeba nauczyć się z nim współpracować i przewidywać jego reakcje. To wymaga ogromnej świadomości ruchu zarówno od projektanta, jak i od tancerza.
VICHER
W jaki sposób różni się projektowanie kostiumów do spektaklu tanecznego od tworzenia kolekcji i pokazów mody?
To dwa zupełnie różne światy.W modzie bardzo często projektujemy dla pojedynczego obrazu, zdjęcia czy krótkiego momentu na wybiegu. W teatrze i tańcu kostium żyje przez cały spektakl. Musi funkcjonować w ruchu, świetle, przestrzeni i w relacji z innymi ciałami.
Z drugiej strony w moim przypadku granica pomiędzy tymi światami od zawsze była płynna. Od początku swojej kariery interesowała mnie moda kinetyczna. Ruch, powietrze i transformacja są obecne w moich kolekcjach od lat. O kinetycznym charakterze mojej twórczości pisał również Michał Zaczyński, zwracając uwagę na to, iż moje projekty niemal zawsze opowiadają o ruchu, energii i przemianie.
Dlatego projektowanie dla spektaklu Emanuela było dla mnie czymś bardzo naturalnym. To był kolejny rozdział tej samej opowieści. Różnica polegała na tym, iż tym razem moim wybiegiem nie była scena mody, ale scena teatralna, a modelkami i modelami stali się tancerze opowiadający historię własnymi ciałami.
VICHER
Na oficjalnej zapowiedzi spektaklu czytamy: „Kostiumy stworzone przez polską projektantkę Inez Vicher wzbogacają wielowarstwowość i głębię tej choreograficznej podróży, która bada przemianę, odporność oraz katharsis.” W jaki sposób przeniosłaś wizję Emanuela na kostiumy?
Nie chciałam dosłownie ilustrować choreografii. Zależało mi raczej na stworzeniu równoległego języka wizualnego, który będzie prowadził dialog z ruchem. Bardzo gwałtownie zrozumiałam, iż w tym spektaklu kluczową rolę musi odegrać jedwab. To jedyna tkanina, która potrafi zachowywać się jak żywy organizm. Zostawia po sobie ślad, rodzaj wizualnego echa. Ciało wykonuje ruch, a jedwab opowiada jego dalszy ciąg. Pozostawia w przestrzeni zapis gestu, który trwa jeszcze chwilę po tym, jak tancerz już się zatrzymał.
Bardzo zależało mi na tym, aby każdy spektakl był niepowtarzalny. Choreografia pozostaje ta sama, ale jedwab za każdym razem układa się inaczej. Reaguje na prędkość ruchu, energię tancerza, powietrze i światło. W pewnym sensie sam współtworzy spektakl. Konstrukcyjnie te kostiumy są znacznie bardziej złożone, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Składają się z wielu paneli i elementów budujących objętość. Kiedy rozłoży się je na płasko, widać niemal geometryczny rysunek przypominający promienie słońca. To nie jest przypadek. Chciałam, aby forma niosła w sobie jednocześnie lekkość ruchu i architektoniczną dyscyplinę.
Myślę, iż jest w tym również pewne subtelne nawiązanie do sposobu pracy Emanuela. On tworzy bardzo precyzyjne ramy choreograficzne, ale jednocześnie pozostawia tancerzom przestrzeń na indywidualność, oddech i współtworzenie dzieła. To nie jest chaos. To wolność istniejąca wewnątrz określonej struktury. W pewnym sensie zrobiłam to samo z materiałem. Dałam jedwabiowi konstrukcję, objętość i kierunek. Zamknęłam go w precyzyjnie zaprojektowanych ramach, ale jednocześnie pozwoliłam mu żyć własnym życiem. Pozwoliłam mu reagować na ruch, powietrze, energię tancerza i moment.
Dlatego każdy spektakl jest trochę inny. Choreografia pozostaje ta sama, konstrukcja kostiumu pozostaje ta sama, ale jedwab za każdym razem rysuje w przestrzeni nowy obraz. To właśnie najbardziej fascynuje mnie w modzie kinetycznej. Projektant może stworzyć zasady, ale prawdziwe piękno rodzi się w tym, co wydarza się pomiędzy nimi. Najpiękniejsze w tej współpracy było odkrycie, iż mimo pracy w dwóch różnych dziedzinach opowiadamy o tym samym. Emanuel poprzez ruch, a ja poprzez formę i tkaninę. Oboje próbujemy uchwycić to, co najbardziej ulotne: człowieka w procesie przemiany.
VICHER
Co ta kooperacja oznacza dla Ciebie osobiście i dla marki VICHER, która coraz mocniej zaznacza swoją obecność na międzynarodowej scenie?
Ta kooperacja ma dla mnie bardzo osobisty wymiar. Kilka lat temu siedziałam na widowni Opery Garnier w Paryżu i oglądałam spektakl Emanuela Gata. Pamiętam, jak ogromne wrażenie zrobił na mnie sposób, w jaki opowiada o człowieku poprzez ruch. Nie przypuszczałam wtedy, iż kilka lat później będziemy wspólnie pracować nad światową premierą jego nowego spektaklu.
Dlatego jest w tym projekcie pewien element spełnienia marzenia, ale także potwierdzenia, iż warto ufać własnej drodze. VICHER od początku rozwijał się niezależnie, konsekwentnie budując własny język oparty na ruchu, transformacji i emocjach. Ta kooperacja pokazała mi, iż te wartości są uniwersalne i mogą prowadzić do dialogu z najważniejszymi twórcami na świecie.
Dla marki VICHER jest to również niezwykle istotny moment. Emanuel Gat jest jednym z najważniejszych współczesnych choreografów na świecie. Jego spektakle prezentowane są na najważniejszych festiwalach i scenach teatralnych Europy i świata, a jego twórczość od lat wyznacza kierunki rozwoju współczesnego tańca. Możliwość stworzenia kostiumów do światowej premiery „Five Days In The Sun” traktuję więc nie tylko jako współpracę artystyczną, ale także jako wejście do międzynarodowego dialogu pomiędzy modą, choreografią, teatrem i sztuką współczesną.
Mam czasem wrażenie, iż w Polsce wciąż zbyt rzadko dostrzegamy znaczenie takich spotkań. Na świecie kooperacja projektanta z wybitnym choreografem, operą czy instytucją kultury jest naturalnie postrzegana jako istotny moment twórczy i kulturowy. To przestrzeń, w której moda przestaje być wyłącznie produktem, a staje się częścią dzieła artystycznego. Najważniejszym odkryciem tej współpracy było dla mnie jednak coś innego. Język VICHER okazał się na tyle silny, iż wszedł w dialog z jednym z najważniejszych choreografów współczesnego świata. To dało mi ogromną pewność, iż marka rozwija się we adekwatnym kierunku. Nie dlatego, iż próbuje dopasować się do świata, ale dlatego, iż konsekwentnie buduje własny, rozpoznawalny język.
I właśnie ten język chcę dalej rozwijać.
VICHER











