Na miotłach, ale też… bez ubrań wybrali się na Łysicę

radiokielce.pl 6 godzin temu
Zdjęcie: Na miotłach, ale też... bez ubrań wybrali się na Łysicę


Z miotłami, w pelerynach i kapeluszach wchodziły na najwyższy świętokrzyski szczyt. Kilkadziesiąt kobiet z regionu wzięło udział w niedzielę (11 stycznia) w tegorocznym Zlocie Czarownic na Łysicy.

Ta inicjatywa odbywa się od kilku lat i, jak mówi główna organizatorka Monika Dygas, ma na celu przede wszystkim dobrą zabawę w kobiecym gronie.

– Jesteśmy już czwarty raz na takim wiedźmowym zlocie czarownic. Sama prowadzę małe muzeum, które nazywa się Chata Szeptuchy. Zapraszam raz w roku wszystkie moje przyjaciółki, ale i ich znajome i inne kobiety, które tylko mają chęć na takie wiedźmowe powitanie nowego roku na Łysicy. W tym roku jest bardzo pięknie – mówiła.

W wydarzeniu zdecydowały się wziąć udział m.in. panie Sabina, Aneta i Ania, które podkreślały, iż to ich pierwszy raz.

– My lubimy chodzić. Dużo spacerujemy, a gdy zobaczyłyśmy ogłoszenie o takim wydarzeniu w mediach społecznościowych, to zdecydowałyśmy się dołączyć – mówiły panie. Dodały, iż są odpowiednio przygotowane – miały miotły, kapelusze i stroje czarownic.

11.01.2025. Święta Katarzyna. Zimowe wejście na Łysice / Fot. Wiktor Taszłow – Radio Kielce

Osób wędrujących po świętokrzyskich górach spotkać można więcej. Zbyszek Szymański wraz z kolegami Michałem i Rafałem przyjechali z Warszawy w ramach zdobywania kolejnych szczytów.

– Taką mamy trasę o długości 11 km. Najpierw wchodzimy na Łysicę, potem idziemy na Górę Agaty i wracamy okrężną drogą. Jest bardzo fajnie, w końcu nadeszła zima. Gdzieś usłyszałem, iż ostatni raz tak była 11 lat temu, więc trzeba korzystać – mówił pan Zbyszek.

Byli też tacy, którzy zamiast wchodzić, wbiegali i to częściowo rozebrani. Biegacze z Dream Team wokół Łysej Góry wraz z kolegami ze Świętokrzyskiego Cycling Team morsowali na sucho. Biegacz Marcin Misztal mówił, iż poleca taki trening bez koszulek każdemu, a kolarz Piotr Soczomski mówił, iż zdecydował się na taką aktywność za namową kolegów, ale nie żałuje.

– Sam bym się może nie zmotywował. Już drugi raz tak biegnę. Musi być odpowiednie tempo i dobre towarzystwo, wtedy jest wesoło – podpowiadał.

Na Łysicę wchodzili członkowie także innych grup biegowych i morsów. Wszyscy podkreślali, iż las zimą wygląda wyjątkowo.

Idź do oryginalnego materiału