Nigdy nie oceniaj książki po okładce ani człowieka po ubraniu. Opowiem wam dziś historię, która przydarzyła mi się w jednym z najbardziej prestiżowych salonów samochodowych w Warszawie i która do dziś przypomina mi o tym, jak istotny jest szacunek do innych.
Tego dnia stałem w jasnym salonie pełnym luksusowych aut. Miałem na sobie zwykłą, szarą bluzę i znoszone dżinsy. Oparłem się niedbale o najnowsze sportowe auto, przyglądając się jego detalom. Nagle szybkim krokiem podeszła do mnie młoda pracownica, może dwadzieścia parę lat. Miała imię, jakiego nie spotyka się poza Polską Dobrosława. Miała na sobie perfekcyjnie wyprasowany garnitur i nie ukrywała złośliwego uśmiechu.
Stanęła o krok ode mnie i z nieskrywaną pogardą wskazała kierunek drzwi:
Przystanek autobusowy jest po tamtej stronie, proszę pana, powiedziała z przesadnie miłym tonem. Niech pan odejdzie od samochodu, szkoda lakieru na coś, na co choćby nie stać pana, żeby popatrzeć.
Nie zareagowałem. Utrzymałem całkowity spokój i tylko zerknąłem na swój zegarek. W tej samej chwili drzwi do biura otworzyły się szeroko i wybiegł przez nie dyrektor generalny salonu. Było widać, iż jest zestresowany poprawił w biegu krawat, zapiął marynarkę.
Dyrektor choćby nie spojrzał na Dobrosławę minął ją jakby była powietrzem. Stanął przede mną, skłonił się nisko i powiedział z szacunkiem:
Serdecznie witam, panie! Przepraszam za opóźnienie, nie spodziewaliśmy się, iż właściciel całej sieci pojawi się o tej porze!
W jednej chwili Dobrosława pobladła jak ściana. Cała pewność siebie wyparowała, szczęka opadła jej niemal do podłogi. Odwróciłem się do niej powoli w moich oczach nie było ani gniewu, ani złości, tylko chłodny smutek. Podeszedłem bliżej i powiedziałem cicho:
Wie pani Przyjechałem tu dzisiaj, żeby osobiście podpisać dokument o pani awansie. Niestety, pani podejście do ludzi właśnie bardzo ułatwiło mi podjęcie decyzji.
Próbowała coś powiedzieć, ale tylko cicho wydała z siebie oddech.
Spojrzałem na dyrektora i powiedziałem sucho:
Nie chcę w firmie osób, które oceniają innych po stanie portfela. Proszę ją dzisiaj zwolnić. A także proszę przygotować kluczyki do tego auta odbiorę je osobiście.
Sięgnąłem do kieszeni bluzy po zwykłą plastikową kartę w rzeczywistości była to kartą VIP bez limitu i wręczyłem ją dyrektorowi. Dobrosława została sama pośrodku hali, bez słowa patrząc za mną. W jednej chwili straciła szansę na karierę, bo uznała, iż człowiek w bluzie nie zasługuje na szacunek.
Zrozumiałem wtedy coś ważnego: za pieniądze można kupić samochód za kilkaset tysięcy złotych, ale nigdy nie kupi się dobrego wychowania. Traktuj każdego z szacunkiem nigdy nie wiesz, kogo dziś spotkasz na swojej drodze.










