Musicie nam oddać dziecko. To my jesteśmy jego prawdziwymi rodzicami” – oświadczyli obcy ludzie stojący w progu

twojacena.pl 4 godzin temu

*Dziennik, 15 maja 2024*

Musicie nam oddać dziecko. My jesteśmy jego prawdziwymi rodzicami powiedzieli obcy ludzie stojący w drzwiach.

Mamo, czy mogę jutro nie iść do szkoły? Znowu boli mnie głowa! Staś stał w kuchni, trzymając się futryny.

Kinga odwróciła się od garnka, w którym mieszała zupę. Syn rzeczywiście wyglądał blado, pod oczami miał cienie.

Znowu? To już trzeci raz w tym tygodniu. Może pójdziemy do lekarza?

Nie trzeba lekarza. Po prostu jestem zmęczony. Mogę zostać w domu?

Zobaczymy rano. Idź teraz odrabiać lekcje.

Już zrobiłem.

Wszystkie? choćby matematykę?

Nawet matematykę.

Kinga podeszła do syna, przyłożyła dłoń do jego czoła. Gorączki chyba nie było. Ale ostatnio Staś był jakiś apatyczny, zamyślony. Kiedyś nie mógł usiedzieć w miejscu, teraz godzinami siedział w pokoju, wpatrzony w okno.

Stasiu, wszystko w porządku w szkole? Nikt cię nie dokucza?

Wszystko gra, mamo. Po prostu boli mnie głowa.

Chłopiec poszedł do swojego pokoju. Kinga wróciła do gotowania, ale niepokój nie dawał jej spokoju. Ośmioletnie dziecko wychowujesz i myślisz, iż znasz je na wylot, a nagle zdajesz sobie sprawę, iż coś jest nie tak tylko nie wiadomo co.

Wieczorem wrócił mąż, Robert. Zmęczony po pracy, ale widząc zatroskaną minę żony, od razu się spiął.

Co się stało?

Staś znowu narzeka na ból głowy. Trzeci raz w tym tygodniu.

No to trzeba iść do lekarza.

Przecież mówię mu, nie chce. Może rzeczywiście przemęczenie? Koniec semestru, sprawdziany.

Robert poszedł do syna. Kinga słyszała, jak rozmawiali półgłosem. Po chwili wrócił, usiadł przy stole.

Mówi, iż wszystko w porządku. Ale zgodził się jutro iść do lekarza.

No to dobrze. Rano umówię wizytę.

Przy kolacji Staś prawie nic nie jadł. Pokręcił widełkiem ziemniaki, wypił herbatę i poprosił się spać. Kinga i Robert wymienili spojrzenia.

Może się zakochał? zasugerował Robert. W tym wieku to się zdarza.

Jeszcze za wcześnie na miłość. Ma tylko osiem lat.

No ale dzieci teraz gwałtownie dorastają.

Kinga sprzątnęła ze stołu, pozmywała. W głowie kotłowały się różne myśli. Może w szkole coś się wydarzyło? A może poważnie zachorował?

W nocy kilka razy zaglądała do pokoju syna. Staś spał niespokojnie, wiercił się, coś mamrotał. Kinga poprawiła mu kołdrę, pogłaskała po głowie. Chłopiec otworzył oczy.

Mamo?

Śpij, kochanie. Wszystko w porządku.

Mamo, ty mnie kochasz?

Oczywiście, kocham. Najbardziej na świecie.

A jeżeli jeśli ja nie jestem twój?

Kinga zdrętwiała.

Co za głupoty, Stasiu? Oczywiście, iż jesteś mój. Śpij już.

Chłopiec zamknął oczy, odwrócił się do ściany. Kinga wyszła, ale sen nie przychodził. Skąd ośmiolatek wziął takie myśli?

Rano Staś wstał sam, bez przypominania. Zjadł śniadanie, spakował plecak.

Mamo, idę do szkoły. Głowa już nie boli.

Na pewno? Może jednak do lekarza?

Nie trzeba. Jestem zdrowy.

I wybiegł, zanim zdążyła zareagować. Spojrzała przez okno szedł szybkim krokiem, jakby się gdzieś śpieszył.

Dzień minął jak zwykle praca, zakupy, gotowanie. Ale niepokój nie ustępował. Kilka razy chciała zadzwonić do wychowawczyni, spytać, jak Staś, ale się rozmyśliła. Nie chciała wyjść na przewrażliwioną.

O trzeciej zadzwonił dzwonek do drzwi. Kinga otworzyła. Na progu stała para nieznajomi. Mężczyzna około czterdziestki, wysoki, ciemnowłosy. Kobieta młodsza, ładna, ale z jakimś spiętym wyrazem twarzy.

Dzień dobry powiedział mężczyzna. Czy to pani Kinga Nowak?

Tak, to ja. A państwo?

Nazywam się Tomasz Wiśniewski. To moja żona, Joanna. Musimy porozmawiać.

O czym?

Mężczyzna wymienił spojrzenie z żoną. Ta skinęła, jakby go zachęcała.

O waszym synu. O Stanisławie.

Kinga spięła się.

Co się stało? Coś w szkole?

Nie, w szkole wszystko w porządku. Możemy wejść? Rozmowa będzie długa.

Nie znam państwa. O czym mamy rozmawiać?

Kobieta postąpiła krok naprzód. W oczach miała łzy.

Proszę. To bardzo ważne. Chodzi o Musicie oddać nam dziecko. My jesteśmy jego prawdziwymi rodzicami.

Kinga cofnęła się. W uszach zaszumiało.

Co? Jakie bzdury? Staś jest moim synem!

Proszę posłuchać mężczyzna wyjął z teczki jakieś papiery. Mamy dowody. Osiem lat temu w szpitalu doszło do pomyłki. Zamieniono dzieci.

Wynoście się! Natychmiast! Albo wezwę policję!

Kingo, proszę, wysłuchaj nas kobieta łkała. My też wychowywaliśmy dziecko osiem lat. Kochaliśmy je. A potem się okazało

Co się okazało?

Nasz syn to znaczy chłopiec, którego wychowywaliśmy zachorował. Potrzebna była transfuzja. I wtedy odkryliśmy, iż grupa krwi się nie zgadza. Ani z moją, ani z męża. Zrobiliśmy test DNA.

Kinga trzymała się framugi. Nogi się pod nią uginały.

I co?

Nie jest naszym biologicznym synem. Zaczęliśmy szukać, dociekać. Poszliśmy do szpitala. Sprawdzili dokumenty. Tej nocy, kiedy rodziłam, urodziło się tylko dwóch chłopców. Nasz i wasz.

To jakaś pomyłka. Bałagan.

Zrobiliśmy test DNA z chłopcem, którego wychowywaliśmy. Potem potem wzięliśmy próbkę DNA waszego syna.

Jak wzięliście? Kiedy?

Mężczyzna spuścił wzrok.

Przepraszamy. Przez kilka dni go obserwowaliśmy. Wzięliśmy kubek po soku, który wyrzucił. To wystarczyło do badania.

Śledziliście moje dziecko? To przestępstwo!

Musieliśmy poznać prawdę. Test wykazał zgodność. Stanisław jest naszym biologicznym syn

Idź do oryginalnego materiału