Mówią, iż z wiekiem stajesz się niewidzialna…
Że już nie jesteś ważna. Że przeszkadzasz.
Mówią to z takim chłodem, iż aż boli
jakby przestanie być zauważaną było częścią umowy o starzeniu się.
Jakby trzeba było zaakceptować kąt pokoju
zmienić się w kolejny mebel
milczącą, nieruchomą, gdzieś na uboczu.
Ale nie urodziłam się po to, by tkwić w kącie.
Nie będę prosić o pozwolenie na istnienie.
Nie będę ściszać głosu, by nikomu nie wadzić.
Nie przyszłam na ten świat, by stać się swoim własnym cieniem,
albo się pomniejszać, by innym było wygodniej.
Nie, proszę państwa.
W tym wieku kiedy wielu czeka, aż zgasnę
ja wybieram, by płonąć.
Nie przepraszam za swoje zmarszczki.
Jestem z nich dumna.
Każda z nich to podpis losu
znak, iż kochałam, śmiałam się, płakałam, przetrwałam.
Nie zrezygnuję z kobiecości,
bo nie pasuję do filtrów Instagrama
albo moje kości nie wytrzymują już szpilek.
Nadal jestem pragnieniem.
Nadal jestem twórczością.
Nadal jestem wolnością.
A jeżeli to komuś przeszkadza
tym lepiej.
Nie wstydzę się swoich siwych włosów.
Wstydziłabym się, gdybym nie przeżyła na tyle, by je zdobyć.
Nie gasnę.
Nie poddaję się.
Nie schodzę ze sceny.
Wciąż marzę.
Wciąż śmieję się na głos.
Wciąż tańczę jak umiem najlepiej.
Wciąż wołam do nieba, iż mam jeszcze tyle do powiedzenia.
Nie jestem wspomnieniem.
Jestem obecnością.
Jestem powolnym ogniem.
Jestem żywą duszą.
Jestem kobietą z bliznami
która już nie potrzebuje emocjonalnych kul.
Kobietą, która nie szuka w cudzych oczach potwierdzenia swojej siły.
Więc nie mówcie o mnie bidulka.
Nie lekceważcie mnie, bo jestem starsza.
Nazwijcie mnie odważną.
Nazwijcie mnie siłą.
Nazwijcie mnie po imieniu
wyraźnie i z uniesionym kieliszkiem.
Nazwijcie mnie Milka.
I niech wszyscy pamiętają:
ja wciąż tu jestem,
wyprostowana, z duszą, która płonieA kiedy podnoszę głowę, widzę swoje odbicie w oczach tych, które idą za mną młodszych i starszych, cichych i burzliwych i wiem, iż moja obecność to nie ciężar ani cień. To światło, które pozwala innym zobaczyć drogę. Żyję tak, jakby każdy mój krok był zaproszeniem do tańca, śmiechu, nowego początku. Bo to, co najpiękniejsze, noszę nie na skórze, ale w sobie. A jeżeli jutro przywita mnie kolejna zmarszczka, przyjmę ją z uśmiechem bo w niej kryje się cała opowieść o odwadze, której nikt już nie odbierze.








