Uwielbiam gry z budowaniem talii. Zarówno typowe karcianki pokroju Yu-Gi-Oh! Master Duel, jak i roguelike’i łączące karty z elementami RPG. W obu częściach Slay the Spire spędziłem setki godzin, więc gdy zobaczyłem zwiastun Moonsigil Atlas, wiedziałem, iż muszę dać tej grze szansę.
Moonsigil Atlas pod wieloma względami jest podręcznikowym przedstawicielem swojego gatunku. Otrzymujemy prosty zarys fabularny, który ma uzasadnić kolejne wyprawy. Tym razem naszym zadaniem jest pokonanie potężnych tytanów na prośbę bóstw. W realizacji tej misji pomaga magiczny atlas, w którym przechowujemy karty.
Do wyboru mamy kilka postaci. Według fabularnego tła każda z nich posiada własną motywację do walki z tytanami, a także unikalny zestaw kart. Nowych bohaterów nie odblokujemy jednak od razu. Aby zagrać kolejną postacią, musimy wcześniej ukończyć przynajmniej jedną próbę poprzednią. Każdy bohater posiada również poziom mistrzostwa. Im dalej zajdziemy podczas wyprawy, tym szybciej będzie on rósł, odblokowując nowe karty na przyszłość.
Zobacz również: Slay the Spire 2 – recenzja gry (Wczesny dostęp). Tak się robi kontynuację
Fot. Kadr z gryMapa składa się z generowanych proceduralnie pokoi, w których trafiamy na losowe wydarzenia. Może to być walka, spotkanie z NPC lub okazja do zdobycia przedmiotu. To kolejny element dobrze znany fanom gatunku. Jak często powtarzam, jeżeli coś działa, nie ma sensu zmieniać tego na siłę. Czy jednak Moonsigil Atlas wyróżnia się jakoś na tle konkurencji?
Tak – i właśnie tutaj dochodzimy do najciekawszego elementu gry. Twórcy całkowicie zrezygnowali z klasycznych punktów akcji. W większości karcianych roguelike’ów każda karta posiada koszt, a gracz dysponuje ograniczoną liczbą punktów do wydania w trakcie tury. Gdy punkty się kończą, kończy się również kolejka.
Tutaj system działa inaczej. Punkty akcji zastąpiono figurami geometrycznymi. Na środku ekranu znajduje się plansza, którą stopniowo wypełniamy kolejnymi kartami. Dopóki pozostaje na niej wolne miejsce, możemy zagrywać następne efekty. Problem polega na tym, iż figury nie mogą na siebie nachodzić. A ponieważ mają różne rozmiary, często trzeba dobrze przemyśleć ich rozmieszczenie.
Mechanika okazuje się bardziej rozbudowana, niż początkowo mogłoby się wydawać. Niektóre karty wzmacniają się nawzajem, gdy ich figury stykają się krawędziami. Inne pozostają na planszy przez kilka tur i blokują cenne miejsce. Dochodzą do tego osłabienia nakładane przez przeciwników oraz wiele dodatkowych zależności. W efekcie warto od samego początku dokładnie czytać opisy kart. Na szczęście gra oferuje polską wersję językową. Tłumaczenie bywa momentami toporne i zdarzają się drobne błędy, ale najważniejsze informacje pozostają zrozumiałe.
Zobacz również: LEGO Batman: Dziedzictwo Mrocznego Rycerza – recenzja gry. Batman w najlepszej odsłonie
Fot. Kadr z gryDrugim mocnym punktem produkcji jest jej oprawa. Całość utrzymano w klimacie kosmosu, gwiazd i astrologicznych motywów. Przeciwnicy nawiązują do różnych gwiazdozbiorów, podobnie jak bóstwa kierujące naszym losem. Dzięki temu świat gry zyskuje odrobinę mistycyzmu i wyjątkowego charakteru. Kiedy czujemy się niczym wybraniec gwiazd, znacznie łatwiej zaangażować się w rozgrywkę.
Czy więc ostatecznie Moonsigil Atlas mnie przekonało? I tak, i nie. Pomysł zastąpienia punktów akcji układaniem figur jest interesujący i bez wątpienia wyróżnia grę na tle konkurencji. W moim odczuciu nie jest to jednak innowacja na tyle duża, by wynieść ten tytuł ponad innych przedstawicieli gatunku.
Zobacz również: Gothic 1 Remake – recenzja gry. Powrót za Magiczną Barierę
Ostatecznie sednem takich produkcji są dynamiczne pojedynki i satysfakcja płynąca z budowania talii. Tutaj tempo momentami spowalniają bardzo rozbudowane opisy kart oraz konieczność ciągłego analizowania kolejnych zależności. Nie jest to oczywiście gra słaba. Wręcz przeciwnie, jestem przekonany, iż znajdzie wielu fanów, którzy dostrzegą w niej prawdziwy diament. Ja jednak pozostanę przy Slay the Spire.
Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z Terminals. Dziękujemy!
Fot. główna. Materiały promocyjne





