Pochodzę z dużej rodziny ojciec, mama, starszy brat, dwie siostry i ja. Mieszkaliśmy w przestronnym, trzypokojowym mieszkaniu w centrum Warszawy, a tata własnymi rękami wybudował na Mazurach duży, drewniany dom letniskowy. Mimo tych wszystkich wspólnych przestrzeni, nigdy nie byliśmy rodziną zżytych ze sobą ludzi. Dzieci, zwłaszcza dziewczyny, nieustannie ze sobą rywalizowały i kłóciły się o najmniejsze drobiazgi. Z biegiem lat nic się nie zmieniło nasze relacje stały się tylko chłodniejsze, a napięcia narastały.
Jako pierwszy rodzinny dom opuścił brat, Michał. Po wojsku gwałtownie się ożenił i stał się szanowanym mężczyzną, choć wyraźnie pod silnym wpływem swojej żony, która, co zadziwiające, nie darzyła naszej rodziny sympatią. Z ich małżeństwa narodziła się córka, Aleksandra, a nasi rodzice usilnie starali się utrzymać z nią kontakt, odwiedzając wnuczkę w Piasecznie, gdzie mieszkali. Niestety, nieprzystępna postawa synowej sprawiała, iż każde spotkanie przebiegało w niezręcznej atmosferze. Ta sytuacja trwała kilka lat, aż siedem lat temu wszelkie wizyty ustały na dobre.
Najstarsza siostra, Wiesława, na pierwszym roku polonistyki zakochała się szaleńczo w aktorze występującym w lokalnym teatrze. Porzuciła studia dla niego. Przez trzy lata podróżowała za nim i jego trupą po Polsce, występując w kolejnych miastach Krakowie, Wrocławiu, Białymstoku. Ostatecznie doszło między nimi do poważnej kłótni i zostawił ją w obcym mieście. Rodzice wyciągnęli do niej rękę, na próżno dumna Wiesława odmówiła wszelkiej pomocy. Najpierw tułała się w różnych akademikach, a potem nagle oznajmiła, iż wyszła za mąż. Nie wiem, co się między nimi wydarzyło i jak się poznali, bo po jej ostatniej krótkiej wizycie w domu minęło już dziesięć lat nie miałam z nią żadnego kontaktu.
Druga siostra, Małgorzata, była oczkiem w głowie rodziców. Dostawała wszystko, co najlepsze najładniejsze sukienki, lekcje gry na fortepianie, markowe perfumy. Jej niezwykła uroda sprawiała, iż zawsze była w centrum uwagi. Chociaż w nauce wypadała przeciętnie, już wtedy lubiła powtarzać: Człowieka poznaje się nie po sercu, ale po grubości portfela. Już po maturze zaczęła spotykać się z synem znanego warszawskiego przedsiębiorcy. Kiedy jednak rodzinny biznes upadł i mężczyzna stracił pieniądze, Małgosia bez żalu przeniosła swoje uczucia na jego bogatszego przyjaciela. Od pięciu lat mieszkają razem na Żoliborzu, wychowując syna.
Moje życie nigdy nie było spokojne ani proste. Po skończeniu Uniwersytetu Warszawskiego wyszłam za mąż, urodziła się nam córeczka, Jagna. gwałtownie jednak okazało się, iż mąż, Grzegorz, popadł w alkoholizm i zaczęło się prawdziwe piekło. Rozwiedliśmy się, byłam w tym całkowicie sama. W tym samym okresie moi rodzice zaczęli ciężko chorować. Przez lata rozdarta byłam między opieką nad nimi a wychowywaniem własnego dziecka. Brat i siostry nigdy nie wyciągnęli do mnie pomocnej dłoni, choć każdy z nich otwarcie domaga się części majątku po rodzicach. Ojciec już dawno zapisał mi na własność dom na Mazurach, ale uważam, iż mam prawo starać się również o spadek po mieszkaniuW końcu, gdy stałam samotnie w pustym już mieszkaniu rodziców, poczułam ulgę zamiast żalu. Pamiętam, jak Jagna biegała po tych samych parkietach, które skrzypiały pod stopami mamy, siadała na parapecie i patrzyła na tramwaje ledwie widoczne przez wieczorną mgłę. Cisza, która wypełniała teraz pokoje, nie była już ciężarem. Była nowym początkiem.
Tego dnia zadzwoniłam do Jagny, która studiowała już za granicą. Jej głos był ciepły, radosny. Usłyszałam: Mamo, tęsknię. Wrócę na święta. I wtedy po raz pierwszy nie myślałam o tym, co utraciłam przez lata, ani kogo z rodzeństwa jeszcze zobaczę przy rodzinnym stole. Wreszcie zrozumiałam, iż to, co naprawdę mogę przekazać co nigdy nie zostało mi dane to nieporównywalne z niczym poczucie bezpieczeństwa i miłości, choćby miało trwać tylko w dwójkę.
Podniosłam rolety, otworzyłam okno, pozwalając, by zapach nocnego miasta wdarł się do środka. Na parapecie położyłam list nie testament, ale kilka słów dla Jagny: Dom buduje się cierpliwością i sercem. Cokolwiek wybierzesz, pamiętaj, iż dom możesz zabrać ze sobą, dokądkolwiek pójdziesz. Od tamtej chwili już nie czekałam na pojednanie. Otworzyłam drzwi do nowej historii naszej własnej, wolnej od cieni przeszłości.




