Moja żona Klaudia odeszła pięć lat temu. Sam wychowałem naszą córkę Emilkę. Pojechaliśmy na ślub mojego najlepszego przyjaciela Łukasza, by świętować nowy początek.

polregion.pl 4 dni temu

Moja żona Kasia zginęła pięć lat temu. Sam wychowywałem naszą córkę Zosię. Poszliśmy na ślub mojego najlepszego przyjaciela Jacka, żeby świętować nowy początek.

Sala weselna mieniła się ciepłym, bursztynowym światłem, takim, które sprawia, iż wszystko wygląda łagodniej, bardziej romantycznie. Zosia ściskała moją dłoń, gdy szliśmy między rzędami białych krzeseł. Dziesięcioletnia dziewczynka miała takie same duże, piwne oczy jak jej mama i tę samą małą zmarszczkę między brwiami, kiedy była zaciekawiona. Od pięciu lat byliśmy tylko my dwójka, odkąd Kasia zginęła w wypadku samochodowym. Pięć lat przystosowywania się, żałoby, odbudowywania. A dziś mieliśmy świętować nowy rozdział. Jacek Kowalski, mój najlepszy przyjaciel, w końcu znalazł kobietę, którą chciał poślubić.

Jacek był moją podporą, gdy odeszła Kasia. To on pomógł mi się przeprowadzić do mniejszego domu na przedmieściach Warszawy, naprawiał cieknący kran, opiekował się Zosią, gdy musiałem pracować nocne zmiany w szpitalu. Był bardziej jak brat niż przyjaciel, i gdy powiedział mi, iż się żeni, szczerze się ucieszyłem.

Ceremonia zaczęła się od delikatnej muzyki fortepianowej. Goście wstali, gdy weszła panna młoda, jej twarz ukryta pod długim welonem. Zosia przytuliła głowę do mojego ramienia i szepnęła, jak piękna jest ta suknia. Skinąłem głową, uśmiechając się, ale w piersi zaczął się kotłować dziwny niepokój. Sposób, w jaki panna młoda się poruszałacoś w jej chodzie, pochyleniu ramionbyło dziwnie znajome, choć nie umiałem tego nazwać.

Wtedy Jacek uniósł welon.

Zaparło mi dech. Kolana prawie się ugięły. Bo patrzyła na mnie Kasia. Moja żona. Kobieta, którą pochowałem pięć lat temu.

Zamarłem, nie mogąc mrugnąć, nie mogąc oddychać. Świat wokół rozmazał sięoklaski, ciche westchnienia zachwytu, głos księdzanic nie docierało. Widziałem tylko ją. Twarz Kasi, jej oczy, jej ledwo dostrzegalny uśmiech.

„Tatusiu”Zosia pociągnęła mnie za rękaw, jej cienki głosik przeniknął przez mgłę”Dlaczego mamusia wychodzi za wujka Jacka?”

Usta mi wyschły. Dłonie trzęsły się tak mocno, iż o mało nie upuściłem programu ślubnego.

To niemożliwe. Kasia odeszła. Widziałem wrak samochodu, identyfikowałem jej ciało, podpisywałem akt zgonu. Płakałem na jej pogrzebie. A jednak stała tu, w bieli, trzymając dłonie Jacka.

Sala nagle wydała się za mała, duszna. Goście pochylali się, szepcząc za dłońmi, niektórzy rzucali w moją stronę spojrzenia.

Nie byłem pewny, czy tracę rozum, czy tylko ja widzę to, co niemożliwe.

Pierwszy odruch kazał mi wstać i krzyknąć. Żądać odpowiedzi, przerwać ślub, zanim pójdzie dalej. Ale Zosia mocniej ścisnęła moją dłoń, przykuwając mnie do miejsca. Nie mogłem zrobić scenynie przed nią, nie tutaj. Zmusiłem się, by siedzieć nieruchomo, gdy ceremonia toczyła się dalej, każde słowo przysięgi wbijało się we mnie jak szkło.

Gdy ksiądz ogłosił ich mężem i żoną, a Jacek pocałował swoją wybrankę, poczułem, jak w gardle podnosi mi się gorycz. Ludzie klaskali, wiwatowali, ocierali łzy szczęścia. A ja siedziałem sztywny i drżący, z umysłem wirującym w kółko.

Na przyjęciu unikałem stołu nowożeńców. Kręciłem się przy barze, zajmując Zosię ciastem i sokiem, ale moje oczy nie schodziły z pary młodej. Z bliska podobieństwo było jeszcze bardziej porażające. Panna młoda śmiała się ze swoim mężem, jej głos brzmiał prawie identycznie jak Kasichoć może trochę głębiej, bardziej świadomie.

Nie wytrzymałem. Zapytałem jedną z druhen, jak ma na imię panna młoda.

„Julia”odpowiedziała wesoło”Julia Nowak. Poznała Jacka kilka lat temu w Krakowie, chyba.”

Julia. Nie Kasia. Mózg desperacko próbował złapać się tej informacji. Ale dlaczego Julia wyglądała dokładnie jak moja zmarła żona?

Później Jacek znalazł mnie na tarasie. „Marek, wszystko w porządku? Jesteś jakiś nieswój.”

Próbowałem ukryć burzę w środku. „Ona wygląda… dokładnie jak Kasia.”

Zmarszczył brwi, przechylając głowę. „Tak, też tak pomyślałem, gdy ją poznałem. To było dziwne. Ale Julia to nie Kasia, stary. Wiesz to.”

Przełknąłem ślinę. „Zosia wie?”

„Jest zdezorientowana. Spodziewałem się tego.” Jacek położył dłoń na moim ramieniu. „Słuchaj, ty i japrzeszliśmy przez piekło. Nigdy bym cię nie zranił. Julia nie jest Kasią. To inna osoba. Daj sobie czas.”

Ale czas nie uśmierzał niepokoju. Gdy Julia podeszła, by się przywitać, przykucnęła na poziom Zosi, uśmiechając się ciepło. „Musisz być Zosia. Twój tata ciągle o tobie opowiada.”

Zosia spojrzała na nią szeroko otwartymi oczami. „Mówisz jak mamusia.”

Julia na moment zastygła, ale gwałtownie się opanowała. „To dla mnie zaszczyt.”

Wyraz jej oczu prześladował mniejakby coś ukrywała. I wtedy wiedziałem, iż nie mogę tego tak zostawić.

W kolejnych tygodniach nie mogłem spać. Przesiadywałem nad starymi albumami, wpatrując się w twarz Kasi, porównując każdy szczegół z Julią. Ten sam kształt kości policzkowych, ta sama blizna nad prawą brwią, ten sam dołek w lewym policzku. To nie mogło być przypadkiem.

Wynająłem detektywa. jeżeli Julia była tym, za kogo się podawała, dokumenty to potwierdzą. W ciągu kilku dni detektyw wrócił z papieramiakt urodzenia, świadectwa szkolne, prawo jazdywszystko zgodne. Julia Nowak, urodzona w Gdańsku, 1988. Nic nie łączyło jej z Kasią.

Mimo to nie byłem spokojny. Potrzebowałem prawdy. Pewnego popołudnia, gdy Jacek zaprosił nas na obiad, w końcu znalazłem Julię samą w kuchni.

„Kim naprawdę jesteś?”zapytałem cicho, chwytając blat, żeby się nie zachwiać.

Zesztywniała. „Marek, już ci mówiłam”

„Nie.

Idź do oryginalnego materiału