Moja własna mama próbuje wyrzucić moją rodzinę ze swojego mieszkania. Jak może zrobić coś takiego wobec nas?

twojacena.pl 2 godzin temu

Ostatnio z mamą urządziłyśmy naprawdę pokaźną awanturę. Wszystko przez to, iż od lat próbowała mnie wyrzucić z naszego mieszkania, a ja uparcie trwałam bo jestem tam zameldowana. Przez ten czas słyszałam już tyle argumentów, iż mogłabym napisać o tym poradnik. Chciałam utrzymać dobre relacje z najbliższymi, ale czasem choćby świętemu by puściły nerwy.

Pewnie uznasz, iż mieszkając z mamą w wieku 30 lat, coś jest nie tak. I nie ukrywam, zgadzam się ale gdy mój mąż i ja wzięliśmy ślub, po prostu nie mieliśmy wyjścia. Potem pojawiły się dzieci, więc o przeprowadzce nie było choćby mowy kto ma na to czas, gdy dwójka rozbrykanych synów urządza ci poranki?

Z pieniędzmi u nas też raczej średnio. Moja wypłata nie powala, a mąż pracuje z domu, co brzmi lepiej niż wygląda bo bywa, iż tygodniami nie ma żadnych zleceń, a pensja zależy od tego, czy ktoś w ogóle coś zamówi. Ledwo udaje nam się spłacać kredyt na auto, a naprawdę było nam potrzebne przynajmniej tak twierdziliśmy, gdy podpisywaliśmy umowę. Mama zresztą też nie jest fanem naszej motoryzacyjnej inwestycji.

No więc utknęliśmy z mamą pod jednym dachem. Z drugiej strony, łatwiej jest opłacić rachunki i zrobić wspólne zakupy. Poza tym mogę zostawić dzieci u mamy i mieć chwilę dla siebie bezcenne. Ale od dwóch lat mama nie odpuszcza, ciągle daje do zrozumienia, iż czas na własny kąt.

Chciałabym, serio, ale skąd wziąć na to pieniądze? Na początku były to delikatne sugestie, tłumaczyłam spokojnie, iż zbieramy, ale nie mamy takiej opcji. Z czasem wszystko się zaogniało, kłócimy się o to niemal codziennie.

Mój mąż woli nie wtrącać się, bo nie chce mieć konfliktu z teściową, co w sumie rozumiem choć czasem brakuje mi jego wsparcia (ale czy można go za to winić?). Najprościej byłoby kupić mieszkanie, ale do momentu, aż spłacimy kredyt na auto, możemy sobie o tym pomarzyć.

Rozumiem, iż mama chce spokoju w jesieni życia, ale czy to powód, żeby nas eksmitować? Przecież podkreślała nie raz, iż mieszkanie zostawi mi w testamencie, więc po co mam się włóczyć po świecie?

A ostatnio wydarzyło się coś na miarę rodzinnego trzęsienia ziemi nie rozmawiamy w ogóle. O co poszło? Moja ciocia zmarła i zostawiła mamie kawalerkę.

Uznałam, iż to świetna wiadomość. Mama mogłaby przenieść się do mniejszego mieszkania i mieć święty spokój, o którym od lat marzyła.

Ale mama oznajmiła, iż nigdzie się nie przenosi i nie odda nam kawalerki. My sami mamy sobie radzić.

Czy to jest normalne? Jak mamy się dalej dogadywać?

Idź do oryginalnego materiału