Moja ukochana synowa – Historia Galiny, Romana i Emilii: Młode małżeństwo, obowiązkowa służba wojskowa, niespodziewane macierzyństwo, skomplikowane relacje rodzinne, zdrada i rozstanie, druga żona z wymaganiami oraz tęsknota za tą pierwszą – kronika polskiej rodziny na tle codziennych dylematów i wyborów

twojacena.pl 3 godzin temu

Mamo, ożenię się z Matyldą. Za trzy miesiące będziemy mieli dziecko mój syn postawił mnie przed faktem dokonanym.

Nie byłam specjalnie zaskoczona tą wieścią, bo z Matyldą syn poznał mnie już wcześniej. Niepokoił mnie tylko wiek przyszłej synowej nie miała choćby osiemnastu lat, a i mój syn jeszcze nie odsłużył wojska. Młodzi, kilka jeszcze rozumieli ze świata, a już im się zachciało ślubu i dziecka.

Matyldzie długo nie udało się dobrać sukni ślubnej siódmy miesiąc ciąży widocznie dawał o sobie znać. Kiedy już wesele przebrzmiało, młodzi zamieszkali u rodziców Matyldy. Syn jednak regularnie przyjeżdżał do mnie, zamykał się w swoim pokoju i prosił, żeby mu nie przeszkadzać. Jako matka czułam niepokój.

Zadzwoniłam do Matyldy.

U was wszystko dobrze z Pawłem?
Oczywiście, a co miałoby być nie tak? odpowiedziała, zimna jak lód.
Matyldo, a wiesz, gdzie teraz jest twój mąż? próbowałam dotrzeć do sedna.
Pani Anno, proszę zająć się własnymi sprawami. My jakoś sobie poradzimy bez pani pomocy rzuciła z pogardą. Było to pierwsze z wielu nieprzyjemnych słów, które miałam od niej usłyszeć.
Przepraszam, iż zabrałam ci czas wycofałam się i odłożyłam telefon.

Mam spokojną naturę, nie lubię konfliktów, dlatego postanowiłam nie mieszać się w ich relacje. Niech sobie radzą sami.

Wkrótce Matylda urodziła dziewczynkę. Imię jej Jagoda. Wcale mi się nie podobało, dlatego po swojemu zaczęłam wołać ją Baśka.

Pawła powołano do wojska. Przez dwa lata odwiedzałam moją wnuczkę, Baśkę. Zauważałam z każdą wizytą, jaka piękna robi się Matylda. Za piękna, aż niepokojąco myślałam. Studiowała na uniwersytecie, pełno było pokus. Ciągle miałam wrażenie, iż taka filigranowa studentka nie doczeka powrotu męża.

Nie powiedziałabym, by Matylda szczególnie mnie lubiła. Kiedy pojawiałam się odwiedzić Baśkę, z westchnieniem podawała mi wózek i wypraszała na spacer jakby już miała mnie dosyć. Potrafiła urazić samym spojrzeniem. Nie kryła swojej niechęci. Wiedziała, ile jest warta, a ja nie zamierzałam wszczynać wojen. Chciałam tylko jak najszybciej opuścić ten zimny dom.

Po wojsku Paweł wrócił. Wydawało się, iż wszystko się ułożyło. Baśka rosła, Paweł patrzył na żonę z podziwem, a Matylda aż promieniała. Czułam ulgę w sercu. Tak przez piętnaście lat spokój, harmonia, rodzinna sielanka.

A potem jakby ktoś podmienił Matyldę. Pojawili się kochankowie wielu. choćby nie próbowała tego ukrywać. Na jaw wyszło wszystko. Mówią, iż co w duszy gra, przykrywką nie zatrzymasz. Paweł znosił to trzy lata. Kochał ją i cierpiał.

Ona potrafiła go boleśnie dotknąć, wyśmiewać. Byłam w szoku, widząc jej zachowanie, ale nigdy nie rozmawiałam z nią o moralności. Szczerze mówiąc, bałam się Matyldy jak diabeł święconej wody. Spojrzenie miała takie, iż święty by się przestraszył.

Synku, co się dzieje między wami? Kłócicie się? O co poszło? próbowałam się dowiedzieć.
Nie martw się, mamo, wszystko się ułoży zapewniał Paweł.

Miałam wrażenie, iż syn czuje się winny i dlatego znosi wybryki żony. Wreszcie zdecydowałam się pójść do Matyldy.

Matyldo, mogę cię o coś zapytać? podeszłam ostrożnie, nie chcąc wywołać gniewu.
Lepiej niech pani zapyta swojego syna, czym a adekwatnie kim zajmuje się w firmie. Moja ciotka tam pracuje i wszystko mi opisała w szczegółach. Otóż, pani syn mnie zdradza! On zaczął pierwszy Matylda podniosła głos.

Boże, po co ja się w to wtrącałam? Pawłowi nic nie powiedziałam. Co ma być, to będzie. Każdemu nie dogodzisz.

Matylda i Paweł rozwiedli się. Baśka została z matką.

Paweł rzucił się w wir imprez. Zmieniały się kobiety brunetki, blondynki, szatynki Jego łóżko nie zaznało chłodu.

Matylda gwałtownie wyszła ponownie za mąż. Informację przekazał mi sam Paweł i choćby się popłakał. Była czułą żoną.

Niebawem pojawiła się nowa miłość syna Jolanta. Drobna, kusząca, sprytna. Paweł miał trzydzieści pięć lat, Jolanta czterdzieści. Syn bujał w obłokach, gotów był zrobić dla niej wszystko.

Jolanta od razu postawiła warunki: oficjalny ślub, mieszkanie dla jej córki, pełne utrzymanie. Paweł szalał za nią.

W przeciwieństwie do Matyldy, Jolanta próbowała się do mnie zbliżyć, mówiła po imieniu, chciała być kumpelą. Nie podobało mi się to spoufalanie, ale nie lubię robić afer, więc zacisnęłam zęby. Wszystkie prezenty, które dostawałam od niej za synowe pieniądze, wiszą nietknięte w szafie. Nie mogę ich nosić.

Uśmiech Jolanty był wymuszony, słowa nieprawdziwe, uczucia do Pawła żadne. Jednym słowem teatr. Znalazła sobie żywiciela i wykorzystuje sytuację. Gdyby chociaż była trochę bardziej szczera, nie to co Matylda choć bywała ostra, była prawdziwa, wołała mnie po imieniu z szacunkiem, Pawła kochała.

Jolanta nie gotuje, woli kupować gotowce w delikatesach. Kiedy raz zwróciłam jej uwagę:
Mogłabyś chociaż Pawłowi jakiś rosołek ugotować. Cały czas jadacie na zimno.
Aniu, nie ucz starej sójki, jak skrzeczeć odparła.

Jej przyjaciółki są do niej podobne. Najważniejsze to cotygodniowa wizyta w drogiej saunie, kawka w modnej kawiarni, bieganie po galeriach handlowych. Nic nie jest w stanie jej zadowolić jeżeli coś nie po jej myśli, rozpętuje burzę, łzy, histerię.

Daj jej jajko, ale tylko obrane inaczej nie tknie. Jak można znosić taką żonę? Nie pojmuję. Uważam, iż spotkanie Pawła i Jolanty to ślepy zaułek, głupia pomyłka.

Coraz częściej wspominam zaradną Matyldę. Mam porównanie Pamiętam jej rybę w galarecie, wyborne gołąbki, najpyszniejsze torty Po co Paweł zepsuł idyllę z pierwszą żoną? Nie potrafił utrzymać takiej kobiety! Sam jest sobie winien. Dobrze, iż chociaż Baśka mnie nie zapomina, czasem obdaruje drobiazgiem.

Matylda do dziś jest dla mnie jak rodzona synowa, choć już nią nie jest. Docenia się coś dopiero, gdy się to straci. Jolanta jest tylko przygodą. Szkoda mi syna. Z tego co widzę, w sercu Pawła wciąż mieszka Matylda. Ale droga do niej zamkniętaZ czasem przestałam oceniać. Odwiedzając Pawła, widziałam cień dawnych marzeń na jego twarzy, szczególnie podczas spotkań z Baśką. Zapraszałam ich na obiad z okazji każdego święta. Matylda czasem przychodziła zadbana, spokojna, z nowym mężem, który mocno ściskał jej dłoń. To on wnosił do kuchni kwiaty i żartował z Pawłem. Ten, milczący zwykle przy Jolancie, w obecności Matyldy ożywiał się śmiał się tak, jak kiedyś.

Baśka podrosła, rzucała żarty o rodzinnych zawiłościach, wołała do mnie: Babciu, usiądź tu, jest miejsce! i molekularnym ciastem częstowała choćby Jolantę. Wszystko powoli przestawało boleć.

Pewnej niedzieli Paweł został na herbacie do późnej nocy. Usiadł ze mną na kanapie, zmęczony, ale pogodzony z losem.

Mamo, wiesz czego się nauczyłem? powiedział spokojnie. Szczęście czasem przychodzi, kiedy już niczego nie oczekujesz. Czasem wystarczy być blisko tych, których kochasz, choćby jeżeli ich role w twoim życiu się zmieniły.

Patrzyłam na syna, już nie tego zagubionego chłopca, a mężczyznę z bliznami i nadzieją. Wiedziałam, iż będzie szczęśliwy, na swój sposób. Bo w każdej rodzinie nieważne, jak potarganej przez los są chwile, które można ocalić.

A ja? Przestałam zazdrościć dawnych czasów i młodych miłości. Kupiłam nowy fartuch i upiekłam sernik dla wszystkich, choćby Jolanta zjadła dwa kawałki, krzywiąc się, iż ciasto za słodkie.

Światło z kuchni padało miękko na nasze zmęczone twarze. Dziwny spokój rozlał się po domu. Tyle wystarczyło.

Idź do oryginalnego materiału