Mam 37 stopni gorączki.
Ostatni rok był dla mnie najgorszy w życiu.
Mąż odszedł do młodszej kobiety.
Chwilę później straciłam pracę.
Zostałam bez pieniędzy i bez sił.
Postanowiłam uciec od wszystkiego.
Wynajęłam cedrową chatkę w Vermont.
Chciałam ciszy i spokoju.
Miałam czytać, płakać, może robić na drutach.
Tak właśnie wyglądały pierwsze dni.
Potem poznałam sąsiadów, Evelyn i George’a.
Zaczęli odwiedzać mnie codziennie.
Pytali, czy czegoś nie potrzebuję.
To było naprawdę miłe.
Ktoś wreszcie się o mnie troszczył.
Był jednak pewien problem.
Gotowanie Evelyn.
Słodka lasagne z kwaśnym sosem.
Mięso twarde jak podeszwa.
Naleśniki spalone na węgiel.
Evelyn uwielbiała eksperymentować w kuchni.
Zawsze przynosiła mi próbki.
Nie potrafiłam powiedzieć jej prawdy.
Patrzyła na mnie z taką dumą.
Nie chciałam jej zranić.
Uśmiechałam się i jadłam w milczeniu.
W głowie liczyłam sekundy do jej wyjścia.
Potem biegłam wyrzucić resztki.
Pewnego popołudnia znów to zrobiłam.
Kurczak od Evelyn był niejadalny.
Wyszłam z talerzem na podwórko.
Chciałam go po prostu wyrzucić.
Nagle usłyszałam chrząknięcie za plecami.
Odwróciłam się i zobaczyłam George’a.
Stał nieruchomo, patrząc na mnie.
„Proszę pani” — powiedział cicho.
„Proszę to odłożyć. Natychmiast.”
Zamarłam z talerzem w ręku.
„Dlaczego?” — spytałam zdziwiona.
„Proszę mi zaufać” — szepnął.
„Nie ma pani pojęcia, z kim ma pani do czynienia.”
Serce zabiło mi szybciej.
Czy to był żart?
A może coś poważniejszego?
Spojrzałam na kurczaka z niepokojem.
George podszedł bliżej, cały spięty.
„To nie jest zwykłe jedzenie” — dodał.
Czułam, jak żołądek ścisnął mi się ze strachu.
Co adekwatnie kryła ta lasagne?
Kim naprawdę byli moi sąsiedzi?
Nie wiedziałam jeszcze, w co się wplątałam.















